polski projekt | planeta wiadomości | forum | rozszerzenia | szablony | OpenOffice.org w praktyce | | Jogger
OpenOffice.org Blog

26 grudnia 2008, 11:56:53 Odmienić czyjeść życie - część pierwsza

Kategorie: Co z tą Polską?, życie | 11:56:53

Od dłuższego czasu zbierałem się, aby komuś pomoc. Pomóc, ale tak naprawdę. Wkładając w to wysiłek i serce. Dwa dni przymusowego, przedświątecznego urlopu stało się dobrą okazją do zrealizowania tego celu.

Etap pierwszy - zrobić paczki z żywnością. Etap drugi - nie poprzestać na doraźnej pomocy.

Pracuję w fabryce, w której w dziale produkcyjnym jest niebywale duża rotacja ludzi. Wielu przychodzi na próbę, niewielu ją potrafi przetrwać. Ludzie przychodzą - na dzień (sic!) lub na tydzień pracy, po czym znikają. Ci wytrwali potrafią przetrwać nawet okres próbny trwający 3 miesiące. Tylko nieliczni zagrzewają stanowiska.

Pomyślałem, że mojemu potencjalnemu podopiecznemu oprócz żywności podaruję możliwość pracy. Podaruję oczywiście w cudzysłowu, bo kierownikiem jest ktoś inny.

Kim miałby być mój podopieczny? Nikim. Zwykłym biedakiem grzebiącym w śmieciach.

Etap pierwszy

Należało zdobyć coś pożywnego i zdrowego. Z jednej strony miałem problem studenckiego budżetu a z drugiej strony dylemat, czy kupić coś wartościowego, czy taniego. Czy osoba bezdomna poczuje różnice między tanim a drogim jedzeniem?

Zdecydowałem się na sypnięcie groszem i kupieniem dokładnie tego samego co ja jadam, a nawet więcej. W skład mojej paczki weszły:

  1. Filety śledziowe w śmietanie Marinero 800 g
  2. Mały chleb krojony z sezamem z piekarni Schmit
  3. Woda niegazowana Cisowianka 1,5 l
  4. Sok pomarańczowy Costa 2 l
  5. Mój szprotowy MIX. Bardzo pożywny.
  6. Strucla Jabłkowa od firmy OSCROBA
  7. Czekolada orzechowa/mleczna Alpengold/Goplana
  8. Szczoteczka do zębów oraz pasta Colodent

Udało się! W paczce znalazło się coś pożywnego i zdrowego, na słodko oraz środki higieniczne. Nie mogłem pozwolić, aby mojemu podopiecznemu śmierdziało z ust podczas rozmowy z kierownikiem zakładu.

Przyznam szczerze, że gdy zapakowałem jedzenie w trzy reklamówki, poczułem małą dumę.

(Gdyby ktoś chciał zrobić identyczną paczkę, może zerknąć na cennik poszczególnych produktów.)

Etap pośredni - zmiana targetu

Moja matka, gdy tylko dowiedziała się, co zamierzam, zaczęła mi odradzać obdarowywanie typowych żuli grzebiących w śmietnikach. Mówiła, że ci ludzie to alkoholicy, którzy tylko gdyby chcieli, znaleźliby pracę, a tak żyją z dnia na dzień. Poradziła mi dostarczyć pakunki do Domu Świętego Brata Alberta. Pierwsza myśl? Aha! To tam gdzie organizują kursy Mandrivy i OpenOffice.org dla bezdomnych! Druga myśl - to wcale niegłupi pomysł!

Szybkim rzutem hasła w google odnalazłem stronę Domu Brata Alberta wraz z adresami. Kolejnym szybkim rzutem, tym razem w Wikipedii, odnalazłem artykuł poświęcony tej osobie i zaznajamiałem się z jej życiorysem - pomyślałem, że "wypadałby wiedzieć" - chociaż do tej pory nie wiem po co.

Etap drugi - niezrealizowane plany

Był 24 grudnia. Dochodziła 10. Szybkim tempem dojechałem pod ośrodek dla mężczyzn.
Do oddziału kobiecego miałem bliżej, ale moje powątpiewania co do przyjęcia kobiety na stanowisko produkcyjne w fabryce było tak duże, że zmieniłem ośrodek. Po tej decyzji czułem się jak szowinistyczna świnia, która odbiera człowiekowi możliwość wyjścia z bezdomności tylko dlatego, że ma pochwę.

Zapukałem. Drzwi otworzył "pensjonariusz". Poprosiłem o wizytację u kogoś w biurze, która oczywiście została spełniona.

Mym oczom ukazał się młody, wysoki, dobrze odżywiony i bardzo dobrze ubrany pracownik. Byłem zaskoczony, że ktoś tak niepasujący do bezdomnych pracuję w takim ośrodku. Co prawda, jadąc tam, oczekiwałem rozmowy z osobą świecką, a nie z zakonnikiem, jednak nie byłem przygotowany zobaczyć pracownika biurowego w tak dobrym stanie.

Zacząłem rysować w powietrzu moją wizję pomocy. Opowiedziałem, że oprócz doraźnej pomocy w formie jedzenia chciałbym pomóc komuś znaleźć pracę, by ten, zamiast później przyczepić się do darczyńcy i pasożytować, wziął się do roboty i wyszedł z dołka.

Opisywałem jak działa fabryka i w jakiej konkretnej części miasta leży. Opisałem, na czym ta praca polega i w jakich warunkach się pracuje. Starałem się przekazać całą zgromadzoną a niej wiedzę: gdzie leży, jacy są ludzie, w jakich godzinach się pracuje, w jakich warunkach, jaka płaca itp.
Kiedy już mu wszystko opowiedziałem, ten przyznał się, że jest nowy i... wezwał panią Basię, której musiałem wszystko opowiedzieć od początku.

Gdy i ona usłyszała moją opowieść, oznajmiła: "W tym ośrodku mamy 35 mężczyzn, z czego 80% to byli alkoholicy" (wcześniej dopowiedziałem, że w fabryce nie może pracować człowiek uzależniony od alkoholu). Dodała: "z czego 60% to ludzie z grupami inwalidzkimi, niemogącymi podjąć pracy". Zatkało mnie. Oczekiwałem przypadku, w którym facet został okradziony przez żonę ze wszystkich oszczędności i z rodziny. Faceta, któremu po prostu podwinęła się noga, a który chciałby wrócić do życia społecznego. Jakiegokolwiek przypadku tylko nie alkoholików ciągnących zasiłki.
Kontynuowała: "Jest tu taki pan, który jest zbyt leniwy, aby zmywać naczynia i przynosi mi L4 choć ja mu nie płacę za zmywanie". Dalej mówiła: "Jesteśmy wdzięczni za te dary, ale ci ludzie mają co jeść. Mamy tutaj kuchnię, a ci panowie dostają niemałe pieniądze od państwa (jakieś 230 złotych, z czego 73 złote zabieramy na utrzymanie ośrodka)".

Weszła jakaś ładna dziewczyna ubrana w jeszcze ładniejszą zieloną spódnicę i płaszcz (Odzież? Nie zwróciłem nazbyt uwagi, co to było). Przysłuchiwała się i wymieniła kilka zdań z panią Basią.

A co z pozostałyby 20% zdolnymi do pracy? - Zapytałem.
Mamy tutaj takich czterech panów. U jednego niedawno wykryto wadę serca i właśnie się leczy, więc odpada. Jeden jest tutaj nowy i dostał przepustkę na święta, nie znamy go jeszcze dobrze. Pozostali dwaj nie będą chyba zainteresowani, ale przedstawimy im pańską propozycję. Mieliśmy przypadek, że jeden z panów poszedł pracować jako ochroniarz. Wystawiłam mu dobra opinię, a on po dwóch dniach wrócił pijany do ośrodka i krzyczał, że to koniec roboty. Problem polega na tym, że ci ludzie wolą dostawać 230 złotych za siedzenie na tyłku niż 1200 złotych za pracę. Drugim problemem są pieniądze. Osoba, która zaczęłaby zarabiać 1200 zł, musiałaby oddawać 300 złotych na ośrodek, a nie 73 złote jak dotychczas. Wybuchałyby wojny, że ktoś płaci więcej niż reszta. Oni tego nie rozumieją. Kolejnym problemem są pieniądze, które im zostają. Bardzo wielu ludzi po prostu je przepija, a potem nie wraca do pracy.

Z minuty na minutę byłem coraz bardziej zrezygnowany. Nagle wszedł jakiś wysoki mężczyzna. Znowu dobrze ubrany. "O! Pan kierownik przyszedł!" - krzyknęła pani Basia.

Zacząłem spoglądać na tych biurokratów, na bezdomnych i na siebie. I odkryłem ciekawą rzecz. Wcale nie byłem tak dobrze ubrany, jak oni, a właściwie to wyglądałem jak człowiek klasy czy dwóch klas niżej. Czas chyba zmienić pracę i przerzucić się na "płatny wolontariat". Tak czy siak, wychodząc, chciałem spytać: "Czy państwo pracujecie tutaj, bo chcecie pomagać ludziom, czy po prostu było wolne stanowisko?", lecz się powstrzymałem. Jasne, że w takich ośrodkach nie muszą pracować nędzarze, ale... po prostu mi to nie pasuje. Uważam, że jest to niezgodne z postawą Brata Alberta.

Kierownik stanął w drzwiach a pani Basia pokrótce wyjaśniła, z czym przyszedłem. Gdy skończyła, ten się zaśmiał. Tak po prostu! Nie był to złośliwy śmiech, ale podziałał bardzo demotywująco.
W jego prywatnym gabinecie musiałem trzeci raz opowiedzieć to samo. Nie dowiedziałem się tam właściwie już niczego nowego. Usłyszałem jedynie: "Mamy wiele programów, działamy zgodnie z przepisami, a ci ludzie, gdyby chcieli naprawdę wyjść z bezdomności, zrobiliby to bo mają ku temu wiele okazji. Im się po prostu nie chce, bo mają tutaj za dobrze i nic nie muszą robić." Po całkowitym zdołowaniu mnie dodał: "W poniedziałek organizujemy koło, na którym spotykamy się wszyscy i przedstawiamy różne możliwości wyjścia z bezdomności. Przekażę pana propozycję dwóm osobom, które uważam, są zdolne do wykorzystania tej możliwości".

Końcówka

I wtedy zapytałem czy mogę przyjść na to zebranie. Może pan. Zapraszamy". - usłyszałem odpowiedź.

Zostawiłem swoje dane osobowe, adres fabryki i dane kierownika. Poprosiłem, aby mailowo informowali mnie co się dzieje. Jeśli znalazłby się chętny do pracy, mogę mu zawsze doradzić, podać kilka wskazówek, przypilnować...

Zdołowany zostawiłem swoje paczki w schronisku dla alkoholików ciągnących zasiłki - czyli trafiły do ludzi, którym bym nic nigdy w życiu nie dał. Miałem poczucie spieprzenia misji. Poczucie, że żywność nie trafiła do ludzi potrzebujących. Już lepiej było je przekazać oddziałowi dla matek z dziećmi, które były maltretowane przez mężów, ale przecież nie zabiorę jedzenia bezdomnemu, któremu 40 minut temu je podarowałem.

Wracam do domu. Przed blokiem robię zatoczkę samochodem i widzę żuli grzebiących w śmietnikach. Co za szczęście! - pomyślałem ironicznie - całe dnie wypatrywałem żuli i żadnego nie spotkałem, a teraz jest ich na pęczki. Już lepiej było takiemu podarować to jedzenie aniżeli facetowi dającemu L4, gdy nie chce zmywać brudnych naczyń.

29 komentarzy

25 grudnia 2008, 10:41:09 Pokarm boskich studentów ;-)

Kategorie: mini porady, Ogólne | 10:41:09

Czasami trzeba się najeść do syta mają do dyspozycji grosze. Co w takim razie może zjeść ubogi student? Pamiętajmy, że wskaźniki studenckiego TCO muszą wykazywać minimalną potrzebną sumę oraz minimalny potrzeby czas na przyrządzenie posiłku. Oto moje trzy typy!

Szprotowa mieszanka

Przepis jest naprawdę banalny. Potrzebujemy konserwę ze szprotem w oleju, dwa jajka ugotowane na twardo i cebulę.

Otwieramy konserwę. Otłuszczonego szprota wylewamy na talerz po czym widelcem rozdrabniamy mięso na malutkie kawałeczki.

Analogicznie postępujemy z jajkami

.. i z cebulą. ;) W moim przypadku wykorzystałem pół cebuli bo była bardzo duża (pewnie jakieś GMO, tfu, tfu).

Voilà. Ostateczne dzieło można przyprawić solą i pieprzem. Ja tego nie robię. Nasze małe arcydzieło rozsmarowujemy na kromce chleba z masłem i zajadamy się nim. ;)

Ciasto czekoladopodobne w pięć minut

Pierwotnym źródłem jest wykop.pl. Nie mam swoich zdjęć dlatego przedstawię po prostu moją wersję przepisu a obrazki można obejrzeć u źródła.

  • 4 łyżki stołowe mąki
  • 4 łyżki stołowe cukru
  • dwie łyżki stołowe kakao
  • łyżka stołowa proszku do pieczenia
  • jedno jajko
  • 3 łyżki stołowe mleka
  • 3 łyżki stołowe oleju

Do półmiska wsypujemy odpowiednie proporcje mąki, cukru, kakao i proszku do pieczenia. Mieszamy proszki tak długo aż zaczną przypominać piaski pustyni. Dodajemy jajko i mieszamy je z proszkami. To samo robimy z dwoma ostatnimi składnikami - z mlekiem i olejem. Taką mieszankę wstawiamy do mikrofali na 3 minuty. Ciacho jest gotowe do zjedzie po 30 minutach stygnięcia.

Uwaga! W żadnym wypadku nie jedzcie ciepłego ciasta! Na wykopie znalazło się paru "mocnych" panów, którzy następnie spędzili długi czas w toalecie.

Filety śledziowe w śmietanie Marinero

Śledzie w śmietanie Marinero to produkt przeznaczony dla trochę bardziej zamożnych ubogich studentów. Jest to żywność z Biedronki, ale produkowana przez firmę Uniq Lisner (dowód). Skład Marinero niczym się nie różni od składu markowych śledzi Lisnera więc uznaję to za godną moich kubeczków smakowych alternatywę. ;) Różnica polega na tym, że pudełko 800 g Marinero kosztuje 7,50 a pudełko 800 g śledzi Lisnera kosztuje ok. 12 złotych.

Smacznego.

8 komentarzy

22 grudnia 2008, 21:20:12 Projekt "Renaissance" - stworzyć nowy interfejs użytkownika dla OO.o

Kategorie: OpenOffice | 21:20:12

W zeszłym miesiącu Frank Loehmann, lider projektu OOo User Experience publicznie ogłosił zainicjowanie projektu "Renaissance", które celem jest przeprojektowanie UI pakietu. W rzeczywistości projekt jest troszkę starszy gdyż jego początki sięgają czasów OOoCon'u 2008 z września, które miało miejsce w Pekinie. Bynajmniej nie wspominam o tym przypadkiem. Do grupy OO.o UX dołączyli pracownicy firmy RedFlag, ci sami, którzy zaprojektowali interfejs RedOffice'a 4.0.

Renaissance jest projektem długoterminowym i niemożliwe jest, aby jakiekolwiek zmiany zauważono już w zbliżających się wydaniach (3.0.1).

Projekt został podzielony na trzy fazy. Na:

  1. Badania
  2. Projekt
  3. Ocena

Aktualnie, prace skupione są na pierwszym etapie. By móc lepiej zrozumieć potrzeby użytkowników, OpenOffice.org 3.1 będzie dostarczany wraz z rozszerzeniem "User Feedback", które będzie zapisywało dane na temat użytkowania aplikacji OO i przesyłało je w anonimowej formie do zespołu projektowego. Na razie użytkownicy mogą swoje opinie wyrazić za pośrednictwem internetowej ankiety. Rozszerzenie to będzie dostępne również dla OpenOffice.org w wersji 3.0.1, jednak trzeba będzie je doinstalować "ręcznie". Od momentu aktywacji dodatek zapisuje wszelkie interakcje użytkownika z programem, takie jak np. wywołania okien dialogowych, opcji menu, a także stosowanie skrótów klawiszowych.

W drugim etapie drużyna Loehmanna zajmie się modelowaniem struktury menu, tak by najczęściej używane opcje były bardziej dostępne. Loehmann przy okazji poinformował, iż projekt nie będzie ograniczać się do możliwości technicznych obecnego toolkitu, a że zajmą się stworzeniem listy z wymaganiami (technicznymi i użytkowników), a drużyna odpowiedzialna za rozwój programu od strony wewnętrznej weźmie się za napisanie nowego freamworka, który powinien w pełni sprostać oczekiwaniom.

Misją projektu jest

"Stworzyć interfejs użytkownika po to, aby Openoffice.org stał się wyborem użytkownika nie tylko z potrzeby, ale i z pożądania."

..a wszystkie informacje o postępach mają być udokumentowane na oficjalnym blogu. Osoby niezadowolone z obecnego GUI szczerze zachęcam do partycypowania w projekcie. :)

Opracowane na podstawie [1], [2]

18 komentarzy

18 grudnia 2008, 12:35:08 Scott Lynch - Kłamstwa Locke’a Lamory

Kategorie: Literatura, Ogólne | 12:35:08

Wdech i wydech, wdech i wydech, wdech i wydech... - właśnie te czynności, tak charakterystyczne przy każdym porodzie, musiałem wykonywać, aby nie udusić się z wrażenia po skończeniu czytania ostatniej strony powieści.

"Kłamstwami Locke'a Lamory", zostałem obdarowany przez wydawnictwo MAG i właśnie wczoraj skończyłem je czytać. Gdybym napisał, że to dobra książka, popełniłbym niebywałą zbrodnię jaką jest umniejszenie jakości tej powieści bo to właśnie ona sama jest niebywała - jest tak niebywała, że po ostatniej stronie czuje się smutek, że to już koniec przygód tytułowego Locke'a a potem czuje się już tylko rozpierającą radość objawiającą się widoczną nadpobudliwością i żądzą, która wydziera się z twoich ust, i która krzyczy: "Dajcie mi więcej powieści Lyncha!".

"Kłamstwa Locke’a Lamory" to powieść przygodowa, w której znajdziemy wiele różnych cech, zręcznie i elegancko spojonych. Zawiera ona tonę humoru, 5 ton trupów, pól kilo dramatu, gram miłości (uff, ufff) i cały wagon historii o męskiej przyjaźni. Akcja charakteryzuje się nielinearnym ciągiem fabularnym. I bardzo dobrze!

Książka opisuje losy gangu grupki przyjaciół nazywającego się Niecnymi Dżentelmenami, w skład którego wchodzi tytułowy Locke Lamora, Jean Tannen, bliźniacy Calo i Galdo Sanza, Pędrak oraz Ojciec Łańcuch. W powieści pojawia się jeszcze Sabetha - członkinia Niecnych Dżentelmenów, jednak jej obecność jest bardzo symboliczna.

Akcja rozpoczyna się od momentu, gdy mały Locke ma zostać sprzedany przez swojego pana Złodziejmistrza do Świątyni Perelandra, gdzie urzęduje Bezoki Kapłan (Ojciec Łańcuch). Locke staje na rozdrożu, między życiem i śmiercią a od śmierci dzieli go symboliczny miedziak - bo na tyle zostało wycenione jego życie.

Książka jest naprawdę wciągająca i wiele osób już ją zrecenzowało, dlatego ja tego robić nie będę. Wstawię tylko kilka uwag. Początki są trudne. Lynch nakreślił świat pełen niezwykłych krain, którym nadano niezwykłe nazwy, ludzie posługują się niezwykłym językiem a niektóre opisy krain są niezwykle nużące. Czytając nazwy pewnych rzeczy odniosłem wrażenie, że źródłosłowem jest jakiś wyraz z języka węgierskiego. Czytelnik przez pierwsze 114 stron musi mentalnie wrócić do podstawówki i nauczyć się czytać ze zrozumieniem. Mi samemu przyszło to z trudem. Pierwszą "setkę" czytałem na raty, bardzo, bardzo długi czas, jednak - co jest rzadkością - im dalej w las tym lepiej! Następne 400 stron przeczytałem w niecały tydzień, gdzie dysponowałem paroma godzinami dziennie.

Moja ocena tej pozycji w BiblioNETce to 5.


Buszując po sieci odkryłem pewne ciekawostki. Pierwszą było to, że "Kłamstwa Locke'a Lamory" to zaledwie pierwszy tom z cyklu "Niecni Dżentelmeni", i że dostępny jest już drugi tom pt. "Na szkarłatnych morzach". Na anglojęzycznej Wikipedii odkryłem, że cały cykl ma składać się z aż 7 tomów.

  1. The Lies of Locke Lamora (June 2006)
  2. Red Seas Under Red Skies (July 2007)
  3. The Republic of Thieves (February 2009)
  4. The Thorn of Emberlain (forthcoming)
  5. The Ministry of Necessity (forthcoming)
  6. The Mage and the Master Spy (forthcoming)
  7. Inherit the Night (forthcoming)

Drugą niespodzianką było to, że Warner Brothers kupiło prawa do ekranizacji powieści. I teraz zastanawiam się czy tak rozciągnięcie powieści na siedem tomów nie jest m.in. wynikiem zakupu praw przez WB, i czy przez to historia Niecnych Dżentelmenów nie sflaczeje jak np. Złoty Kompas?


Wczoraj wszystkim napotkanym znajomym mówiłem: "Słuchaj! Przeczytałem niesamowitą książkę! Kłamstwa Locke'a Lamory! Jest tak dobra, że mózg mi się zagotował i wyparował!".
No właśnie, go on teraz jest? W stratosferze? :3

1 komentarz

Kontakt JID: quest-88@jabberpl.org
@: adres joggera w domenie o2.pl

Kategorie Archiwum
Nawigacja ↑ W górę

← Starsze wpisy 
→ Nowsze wpisy 
BlogRoll
Status

Powered by Jogger