Zdałem prawo jazdy, więc ta notatka będzie o socjaliźmie!
17 komentarzy | Co z tą Polską?, Polityka, życie 11 czerwca 2011, 14:11:35
Jak robiłem prawo jazdy
Jeśli pliki mnie nie okłamują, to około 15 stycznia 2010 roku dowiedziałem się o zakwalifikowaniu na kurs prawa jazdy kategorii C finansowany ze środków Unii Europejskiej. Kurs ten prowadził lokalny LOK i kosztował wtedy 1950 złotych (aktualnie kosztuje 2050 zł). Kurs trwał cały rok i był podzielony na dwie półroczne części, gdzie w każdej połowie upchnięto stu pięćdziesięciu (+ 1) kursantów!
Z LOK-u wyniosłem różne wspomnienia. Oto część z nich:
- Omówienie teorii w dużej części polegało na obejrzeniu długiego, nudnego filmiku, który omawiał podstawy typu co to jest omijanie, wymijanie, wyprzedzanie, droga, jezdnia, samochód itd. Zaskakujące? Nie. LOK posiada tylko jedną salkę i połączył grupę "C" z grupą "B". W ten sposób wyrabiają większy obrót masami i ich pieniędzmi.
- Unijno-LOK-owy kurs angielskiego to wielki hoax. Przyszedł jakiś studencina (choć przedstawił się jako nauczyciel szkoły językowej) i wykonał test na sprawdzenie poziomu zaawansowania. I chociaż było to bez sensu - wszyscy trafili na kurs podstawowy, bo tylko ten jest finansowany! - to pozorowanie rzetelności trwało w najlepsze. Egzamin wyglądał tak, że wpisywaliśmy w pola nazwy owoców.
- Badania lekarskie to kolejny hoax. Optyk próbowała zbadać dioptrie moich szkieł, jednak jej mikroskop tego nie potrafił. Winne oczywiście były moje zabrudzone okulary, ale i to nie było najgorsze. Najbardziej boli mnie przepuszczenie przez lekarkę kolegi Błażeja... Błażej był górnikiem ± po pięćdziesiątce, który notorycznie wszystko zapominał. Zapominał nawet daty i godziny umówionego spotkania na pojutrze! Zwykłem na niego mówić śmierć-na-drodze, bo właśnie tym jest starszy człowiek z objawami choroby Alzheimera.
- Kierownik Grzyb naciągał naiwnych kursantów na wszystkim, na czym się dało. Wielu bezmyślnie opłaciło z góry tzw. psychotesty chociaż ich ważność jest ograniczona czasowo i wyrabia się je cyklicznie. One oczywiście się przydają, ale w momencie rozpoczęcia pracy z tym prawem jazdy. Najpierw więc należy zdać egzamin i zdobyć masę kosztownych certyfikatów, a dopiero potem zdać testy psychologiczne. Sęk w tym, że wg oficjalnych statystyk, zdawalność na kategorię C to 50% (src: WORD Katowice). W rzeczywistości są to jednak około 3 osoby na 11 podchodzących do egzaminu. Kursanci oczywiście zdobyli testy po "dobrej cenie u znajomej lekarki", ale pewnie około dwustu pięćdziesięciu na trzystu się one w ogóle nie przydały.
- LOK-owy MAN: większy, dłuższy, cięższy i z inną skrzynią biegów niż na egzaminie. To wszystko dla naszego dobra, gdyż "jeśli nauczycie się jeździć tym autem, nauczycie się jeździć wszystkimi". Dobrze wiedzieć tylko dlaczego jedno lusterko trzymało się na drucie, inną część zżerała rdza, a auto odpalało się na przycisk? I jednak na kursie brakowało mi jazdy egzaminacyjnym samochodzie. Podczas egzaminu właściwego wielu po prostu robiło karpia i oblewało, bo "skrzynia była zbyt czuła".
(1) Pierwszy egzamin oblałem "na mieście". Cudzysłów jest tu konieczny, gdyż oblano mnie na skrzyżowaniu zaraz za bramą WORD-u. Nie zatrzymałem się przed zieloną strzałką warunkową. Czasami się zapomina o takich rzeczach, gdy skrzyżowanie jest całkowicie puste, ale dura lex, sed lex.
(2) Trudno. Zapłaciłem 160 złotych za egzamin praktyczny i dostałem kolejny termin na za miesiąc. Za miesiąc znowu oblałem, tym razem przy cofaniu na łuku. Nie zatrzymałem całego auta w kopercie.
(3) Trudno. Zapłaciłem 160 złotych za egzamin praktyczny i dostałem kolejny termin na za miesiąc. Za miesiąc znowu oblałem, tym razem przy cofaniu na łuku. Po parkowaniu hak wystawał poza kopertę. Gdy ponawiałem manewr, noga ze zdenerwowania skakała na sprzęgle, tak jakby dostała ataku padaczki. Wykonałem na łuku za duży skręt i zahaczyłem lewym lusterkiem o pachołek. "Uuu, ale Pan nawalił. Szkoda. A wie pan, że też mam syna o imieniu Mateusz? A wszystkie Mateusze to krnąbrne chłopaki.
" - usłyszałem od dowcipnego egzaminatora.
Przybity, przygnębiony, złamany i bez forsy postanowiłem zrobić pauzę, która trwała bardzo długo. Jednak w tym roku parę rzeczy zmotywowało mnie do ponownego podejścia. Względny osobiste, relacje z obecnym pracodawcą i działania Donalda Tuska.
W maju wyznaczono mi termin na 10 czerwca 2011 roku. Data symboliczna, bo 10 czerwca 2010 odniosłem porażkę, ale tym razem miało być zupełnie inaczej!
Przez blisko miesiąc, dzień w dzień powtarzałem testy które oczywiście uległy zmianie. Obligatoryjnie musiałem wykupić dodatkowe godziny jazd. Więcej niż sam chciałem, bo Minister Infrastruktury wie ode mnie lepiej jaki jest poziom moich umiejętności. Za 400 złotych wyjeździłem 5 godzin jazd, a za 182 złote opłaciłem egzamin (160 zł - praktyczny, 22 zł - teoretyczny). Dodatkowe jazdy są przymusowe jeśli już trzy razy oblało się egzamin. Teoria przedawnia się po pół roku.
I właśnie wczoraj nastał sądny dzień. Było nas jedenastu, lecz tylko siedmiu zdało teorię i przeszło na plac manewrowy. Plac przeszło tylko trzech, lecz zwycięsko z miasta wróciły tylko dwie osoby.
Niesamowity odsiew. Na 11 zdających osób tylko dwie osoby zdały, a przypominam o rzekomej 50% zdawalności... Teraz - dzień po - gdy już ochłonąłem uznaję wszystkie zadania za dziecinnie proste i do powtórzenia w każdej chwili. :-> I chociaż zdałem dopiero za czwartym razem, a pierwsza porażka wynikała jasno z mojego błędu - uważam, że system jest patologiczny i do zreformowania np. na wzór irlandzki.
OSK (Ośrodki Szkolenia Kierowców) często nie uczą jazdy, a bezmyślnego powtarzania schematów obrotu kierownicą, aby tylko zmieścić auto między pachołkami. To nie ich wina tylko Ministerstwa Infrastruktury, które nałożyło idiotyczne warunki. Jeśli brakuje ci 5 cm "do ściany" przy jeździe na wprost - masz błąd i oblewasz. To nic, że w życiu po prostu byś dojechał te centymetry nie stwarzając zagrożenia. Jeśli przy cofaniu na łuku hak wystaje poza linię - masz błąd i oblewasz. To nic, że rampy pod ciężarówki są tak zbudowane, że zabezpieczenia uniemożliwiają uszkodzenie czegokolwiek. Zresztą łuk jest pierwszą przeszkodą, na której zazwyczaj ginie 70% zdających. Aby zaliczyć ten manewr musisz albo mieć cholerne szczęście, albo musisz oszukiwać. OSK uczą oszukiwania, a na dodatek robią to źle tworząc poczucie fałszywego bezpieczeństwa.
O socjaliźmie
Kurs na C kosztował blisko 2 tysiące złotych, które zapłacił za mnie podatnik Europaństwa. Z własnej kieszeni zapłaciłem 902 złote ± 4 złote - 8 złotych opłat manipulacyjnych.
Robiłem ten kurs z przekonaniem jego ukończenia. Co prawda dopiero po roku odkryłem w sobie moc jego ukończenia, ale zrobiłem to! Kurs finansowany z Unii nie nakładał na beneficjentów żadnych warunków (poza rekrutacyjnych). Jeśli kolega Błażej-śmierć-na-drodze nie zdał egzaminu w ogóle (a 3 razy na pewno go nie zdał), to rząd Unii zmarnował 2 tysiące złotych tylko na tej jednej osobie, a przypominam - było ich około 300.
LOK - z racji bycia najgorszym OSK w mieście - nadal kontynuuje wciskanie "darmowych" kursów za unijne pieniądze. Jak widzę na stronie, zorganizowali już czwarty program. 4 programy * 300 osób * 2000 złotych = 2,400,000 złotych. A ilu kierowców faktycznie "wyprodukowali"?
Kierowcy samochodów o masie powyżej 3,5 tony mają przesrane. Prawo jazdy kategorii C nie upoważnia do jazdy samochodem tak jak jest to w przypadku kategorii B. Aby móc prowadzić taki samochód należy mieć prawko kat. C (najlepiej C+E co kosztuje drugie 2 tysiące) + kwalifikację (co kosztuje od ~ 3 tysięcy [przyśpieszona dla osób powyżej 21 lat]) do ~ 6 tysięcy [pełna dla osób poniżej 21 lat]) + (niekonieczne) kurs na przewóz materiałów niebezpiecznych (tzw. ADR-y; cena od ~ 500 do ~ tysiąca złotych). Tak więc, aby w ogóle móc zacząć pracować w takim zawodzie, na wstępie należy wyłożyć 5 tysięcy złotych i zdać wszystkie egzaminy w pierwszym terminie. Aby móc dobrze zarobić należy wyłożyć od 7 tys do 8 tys.
Do 10 września 2010 roku KW (Kwalifikacja Wstępna) kosztowała maksymalnie 900 złotych, a były i ośrodki, które wykonywało ją już od 500 złotych. Cena wynikała z tego, że stara kwalifikacja "zjadała" ~25 - 30 godzin, podczas gdy nowa "zjada" aż 140 godzin (przyśpieszona) lub 280 (pełna). Jeszcze w zeszłym roku wielu ludzi - w tym ja - mogło samodzielnie lub z pomocą niewielkiego kredytu bankowego samemu opłacić kurs szkoleniowy, jednak potem jakaś "mądra" głowa (Cezary Grabarczyk?) uznała, że większa ilość godzin wykładów i częstsze siedzenie na krześle spowoduje... no nie wiem, mniej wypadków? Teraz ci ludzie z prawem jazdy na ciężarówki faktycznie są skazani na bezrobocie, nikt przecież nie weźmie 3-6 tysięcy złotych kredytu tylko dla jednego certyfikatu.
W ten oto sposób Donald Tusk "walczy" z bezrobociem, popychając jednocześnie Polaków w objęcia Unii przepełnionej miłością do uciskanego proletariatu. Bo skoro Polaka nie stać na samodzielne i odpowiedzialne podwyższanie kwalifikacji, to co innego ów Polak ma zrobić jak nie skorzystać z unijnych dotacji? A czy jego wdzięczność, za spadającą z nieba mannę, będzie miała jakiekolwiek ograniczenia? Oczywiście, że nie. Kiedyś zyskiwał klient i sprzedawca, a cena nie przekraczała tysiąca złotych. Teraz zyskuje urzędnik i Matuszka Unia redystrybuując nawet sześciokrotność poprzedniej kwoty.
Można oczywiście wypiąć się na eurodotację i skorzystać ze starych, niedobrych PUP-ów. Tak też postąpił kolega, z którym zdawałem rok temu. Urząd sfinansował mu kwalifikację pod warunkiem pracy u przewoźnika, którego wskaże urzędnik. Konsekwencją tej decyzji jest brak wypłaty za ostatnie dwa miesiące (czterech tysięcy złotych!). Półroczna PUP-owska umowa kończy się za miesiąc, więc istnieje duże ryzyko, że kolega pół okresu (kwartał) przepracował całkowicie za darmo. Urzędowi (oddział Tarnowskie Góry) gratuluję partnerów, a urzędnikom sprawności z weryfikacji pracodawców.
Kolejny cud socjalistycznego rządu ministra Tuska to zapowiedź zmiany bazy pytań. Już w 2010 roku (gdy zdawałem pierwszy raz) zmodyfikowano pytania. Teraz - w 2011 dodano 93 nowe i zmodyfikowani 46 pytań. Wśród nich znalazły się takie jak: "co to jest samochód?", "co to jest kolejka turystyczna?", "kto wydaje prawo jazdy?" itd. Jak informuje serwis testy-na-prawo-jazdy.com.pl: w 2012 roku pytań będzie około 3 tysiące! W moich testach (kat. C) było ich około 240.
Chciałbym lekko zasugerować, że ktoś w rządzie z premedytacją niszczy narodową spedycję. Te zmiany są gospodarczo fatalne i ucierpi na nim cały nasz kraj. Kierowców będziemy sobie sprowadzać z Ukrainy, albo Bułgarii. Zyskają na tym dotychczasowi kierowcy, którzy za jakiś czas staną się osobami mocno pożądanymi. Z powodu zawyżonych wymagań pensje takich osób będą iść mocno w górę, a zawód dla innych chętnych będzie zwyczajnie zablokowany.
Nakarm świnkę!
Dziękuję za przeczytanie wpisu! Jeśli Ci pomógł lub był wartościowy w jakikolwiek inny sposób, rozważ proszę dotację. Kopsnij trochę grosza!
Dołącz do toczącej się dyskusji!
Możesz śledzić komentarze czytelników przez RSS , napisać, co o tym wszystkim sądzisz lub zostawić ślad prowadzący do Twojej strony.
11 czerwca 2011, 15:06:53
quest
A to jeden z przykładów jak państwo traktuje firmy przewozowe: http://www.wykop.pl/link/751119/jak-panstwo-zniszczylo-pana-edka/
11 czerwca 2011, 18:12:41 www.spolecznie.com
Chodzi o zdawalność wśród kursantów. Mamy dwóch kursantów- jeden nie zdał a drugi zdał za dziewiętnastym razem. Łącznie zdawalność egzaminów wynosi 5%, zdawalność wśród kursantów 50%. Jeżeli Twoi towarzysze egzaminu zdadzą za miesiąc albo za dwa, to dla takiej statystyki dzisiejszy egzamin nie ma znaczenia.
Co do Tuska - bez większego komentarza. Tusk na 100% odpowiedzialny jest za partactwo LOK-u. Za dowcipnego egzaminatora też.
11 czerwca 2011, 20:04:49
quest
Widzę, że kolega KP nadal czyta to co chce przeczytać, a do tego prowadzi dziwną działalność reklamową.
Tusk na pewno odpowiada za coroczne zmiany w bazie pytań i za zaporową cenę KW, co uniemożliwia wejście w branżę + ma to wiele innych przykrych konsekwencji.
12 czerwca 2011, 18:33:07 V
Po ilości wylanych naraz żalów widzę, że kolega długo za granicą siedział bądź ostro od rzeczywistości oderwan być raczył.
13 czerwca 2011, 10:22:23 mroq
Zielona warunkowa to akurat ważna jest. Dobrze, że oblał.
13 czerwca 2011, 14:08:19
quest
Szczególnie ważna jak skrzyżowanie jest puste.
13 czerwca 2011, 19:48:24 mroq
W jednej chwili może być puste, w drugiej nie, ale pewnie umiejętności masz po NFS-ie więc się nie przejmujesz takimi pierdołami.
13 czerwca 2011, 19:51:07
quest
mroq, chyba w twoim świecie. Rzeczywistość to nie gra i w niej samochody oraz ludzie nie pojawiają się znikąd. Twoje nawiązania do NFS to jakieś bzdury, zresztą nie gram w "wyścigówki".
13 czerwca 2011, 19:58:29 mroq
Rzeczywistość to nie gra i to dobre prochy są, po których człowiek skręcając bez zatrzymywania ma pewność, że skrzyżowanie jest puste i w ciągu manewru skręcania nikt mu tam nie wjedzie, wejdzie, wbiegnie. Generalnie trzeba by ogarniać zmysłem pół miasta. Już bez złośliwości mówiąc - gratuluję skilla.
13 czerwca 2011, 20:01:50
quest
Zapominasz o tym, że do wykonania skrętu zwalnia się do bezpiecznej prędkości. Poz tym już przed skrętem widać czy za światłami są jacyś ludzi. Wtedy ich nie było.
13 czerwca 2011, 20:05:37 mroq
Gdyby wystarczyła bezpieczna prędkość to takie wynalazki jak przepis o zatrzymywaniu się na warunkowej nie byłyby potrzebne.
13 czerwca 2011, 20:10:33
quest
mroq, zostań policjantem, będziesz mógł nadgorliwie wlepiać mandaty za przejazd na pustym skrzyżowaniu
13 czerwca 2011, 20:13:24 mroq
Zostań piratem, będziesz mógł jeździć wedle uznania. Pieprz system stary.
13 czerwca 2011, 20:24:33
quest
Nie czuję takiej potrzeby. Wystarczy mi bezpieczna jazda względem pozostałych uczestników ruchu.
13 czerwca 2011, 21:32:38 mroq
Bezpieczna jazda to też przestrzeganie przepisów, a nie interpretowanie ich jak się podoba.
15 czerwca 2011, 21:26:52 yaros
A tak zupełnie z innej perspektywy - będąc dosyć często rowerzystą i patrząc jak traktują kierowcy zieloną strzałkę, to bym jej zakazał :) Na szczęście mam świadomość tych ich zachowań - dzięki temu nie leżę w szpitalu
23 marca 2012, 18:22:36 prawo jazdy
Zdałam w LOK Poznań. Polecam.
Dodaj komentarz