Kropla frustracji przelała czarę

Po czym poznać, że ludzie mają dosyć? Po tym, że rzeczywistość przestała być przerysowana.

kurwa mać według raczkowskiego

kurwa mać według anonimowych
Źródło: Katowice: protest przeciwko ACTA (25.01.2012, autor: Piotr Kalsztyn)

W Tokio dochodzi już ósma rano. Kradnę więc to zdjęcie, póki czas.


Zdałem prawo jazdy, więc ta notatka będzie o socjaliźmie!

Jak robiłem prawo jazdy

Jeśli pliki mnie nie okłamują, to około 15 stycznia 2010 roku dowiedziałem się o zakwalifikowaniu na kurs prawa jazdy kategorii C finansowany ze środków Unii Europejskiej. Kurs ten prowadził lokalny LOK i kosztował wtedy 1950 złotych (aktualnie kosztuje 2050 zł). Kurs trwał cały rok i był podzielony na dwie półroczne części, gdzie w każdej połowie upchnięto stu pięćdziesięciu (+ 1) kursantów!

Z LOK-u wyniosłem różne wspomnienia. Oto część z nich:

  • Omówienie teorii w dużej części polegało na obejrzeniu długiego, nudnego filmiku, który omawiał podstawy typu co to jest omijanie, wymijanie, wyprzedzanie, droga, jezdnia, samochód itd. Zaskakujące? Nie. LOK posiada tylko jedną salkę i połączył grupę "C" z grupą "B". W ten sposób wyrabiają większy obrót masami i ich pieniędzmi.
  • Unijno-LOK-owy kurs angielskiego to wielki hoax. Przyszedł jakiś studencina (choć przedstawił się jako nauczyciel szkoły językowej) i wykonał test na sprawdzenie poziomu zaawansowania. I chociaż było to bez sensu - wszyscy trafili na kurs podstawowy, bo tylko ten jest finansowany! - to pozorowanie rzetelności trwało w najlepsze. Egzamin wyglądał tak, że wpisywaliśmy w pola nazwy owoców.
  • Badania lekarskie to kolejny hoax. Optyk próbowała zbadać dioptrie moich szkieł, jednak jej mikroskop tego nie potrafił. Winne oczywiście były moje zabrudzone okulary, ale i to nie było najgorsze. Najbardziej boli mnie przepuszczenie przez lekarkę kolegi Błażeja... Błażej był górnikiem ± po pięćdziesiątce, który notorycznie wszystko zapominał. Zapominał nawet daty i godziny umówionego spotkania na pojutrze! Zwykłem na niego mówić śmierć-na-drodze, bo właśnie tym jest starszy człowiek z objawami choroby Alzheimera.
  • Kierownik Grzyb naciągał naiwnych kursantów na wszystkim, na czym się dało. Wielu bezmyślnie opłaciło z góry tzw. psychotesty chociaż ich ważność jest ograniczona czasowo i wyrabia się je cyklicznie. One oczywiście się przydają, ale w momencie rozpoczęcia pracy z tym prawem jazdy. Najpierw więc należy zdać egzamin i zdobyć masę kosztownych certyfikatów, a dopiero potem zdać testy psychologiczne. Sęk w tym, że wg oficjalnych statystyk, zdawalność na kategorię C to 50% (src: WORD Katowice). W rzeczywistości są to jednak około 3 osoby na 11 podchodzących do egzaminu. Kursanci oczywiście zdobyli testy po "dobrej cenie u znajomej lekarki", ale pewnie około dwustu pięćdziesięciu na trzystu się one w ogóle nie przydały.
  • LOK-owy MAN: większy, dłuższy, cięższy i z inną skrzynią biegów niż na egzaminie. To wszystko dla naszego dobra, gdyż "jeśli nauczycie się jeździć tym autem, nauczycie się jeździć wszystkimi". Dobrze wiedzieć tylko dlaczego jedno lusterko trzymało się na drucie, inną część zżerała rdza, a auto odpalało się na przycisk? I jednak na kursie brakowało mi jazdy egzaminacyjnym samochodzie. Podczas egzaminu właściwego wielu po prostu robiło karpia i oblewało, bo "skrzynia była zbyt czuła".

(1) Pierwszy egzamin oblałem "na mieście". Cudzysłów jest tu konieczny, gdyż oblano mnie na skrzyżowaniu zaraz za bramą WORD-u. Nie zatrzymałem się przed zieloną strzałką warunkową. Czasami się zapomina o takich rzeczach, gdy skrzyżowanie jest całkowicie puste, ale dura lex, sed lex.

(2) Trudno. Zapłaciłem 160 złotych za egzamin praktyczny i dostałem kolejny termin na za miesiąc. Za miesiąc znowu oblałem, tym razem przy cofaniu na łuku. Nie zatrzymałem całego auta w kopercie.

(3) Trudno. Zapłaciłem 160 złotych za egzamin praktyczny i dostałem kolejny termin na za miesiąc. Za miesiąc znowu oblałem, tym razem przy cofaniu na łuku. Po parkowaniu hak wystawał poza kopertę. Gdy ponawiałem manewr, noga ze zdenerwowania skakała na sprzęgle, tak jakby dostała ataku padaczki. Wykonałem na łuku za duży skręt i zahaczyłem lewym lusterkiem o pachołek. "Uuu, ale Pan nawalił. Szkoda. A wie pan, że też mam syna o imieniu Mateusz? A wszystkie Mateusze to krnąbrne chłopaki. :)" - usłyszałem od dowcipnego egzaminatora.

Przybity, przygnębiony, złamany i bez forsy postanowiłem zrobić pauzę, która trwała bardzo długo. Jednak w tym roku parę rzeczy zmotywowało mnie do ponownego podejścia. Względny osobiste, relacje z obecnym pracodawcą i działania Donalda Tuska. ;-)

W maju wyznaczono mi termin na 10 czerwca 2011 roku. Data symboliczna, bo 10 czerwca 2010 odniosłem porażkę, ale tym razem miało być zupełnie inaczej!

Przez blisko miesiąc, dzień w dzień powtarzałem testy które oczywiście uległy zmianie. Obligatoryjnie musiałem wykupić dodatkowe godziny jazd. Więcej niż sam chciałem, bo Minister Infrastruktury wie ode mnie lepiej jaki jest poziom moich umiejętności. Za 400 złotych wyjeździłem 5 godzin jazd, a za 182 złote opłaciłem egzamin (160 zł - praktyczny, 22 zł - teoretyczny). Dodatkowe jazdy są przymusowe jeśli już trzy razy oblało się egzamin. Teoria przedawnia się po pół roku.

I właśnie wczoraj nastał sądny dzień. Było nas jedenastu, lecz tylko siedmiu zdało teorię i przeszło na plac manewrowy. Plac przeszło tylko trzech, lecz zwycięsko z miasta wróciły tylko dwie osoby.

Niesamowity odsiew. Na 11 zdających osób tylko dwie osoby zdały, a przypominam o rzekomej 50% zdawalności... Teraz - dzień po - gdy już ochłonąłem uznaję wszystkie zadania za dziecinnie proste i do powtórzenia w każdej chwili. :-> I chociaż zdałem dopiero za czwartym razem, a pierwsza porażka wynikała jasno z mojego błędu - uważam, że system jest patologiczny i do zreformowania np. na wzór irlandzki.

OSK (Ośrodki Szkolenia Kierowców) często nie uczą jazdy, a bezmyślnego powtarzania schematów obrotu kierownicą, aby tylko zmieścić auto między pachołkami. To nie ich wina tylko Ministerstwa Infrastruktury, które nałożyło idiotyczne warunki. Jeśli brakuje ci 5 cm "do ściany" przy jeździe na wprost - masz błąd i oblewasz. To nic, że w życiu po prostu byś dojechał te centymetry nie stwarzając zagrożenia. Jeśli przy cofaniu na łuku hak wystaje poza linię - masz błąd i oblewasz. To nic, że rampy pod ciężarówki są tak zbudowane, że zabezpieczenia uniemożliwiają uszkodzenie czegokolwiek. Zresztą łuk jest pierwszą przeszkodą, na której zazwyczaj ginie 70% zdających. Aby zaliczyć ten manewr musisz albo mieć cholerne szczęście, albo musisz oszukiwać. OSK uczą oszukiwania, a na dodatek robią to źle tworząc poczucie fałszywego bezpieczeństwa.

O socjaliźmie

Kurs na C kosztował blisko 2 tysiące złotych, które zapłacił za mnie podatnik Europaństwa. Z własnej kieszeni zapłaciłem 902 złote ± 4 złote - 8 złotych opłat manipulacyjnych.

Robiłem ten kurs z przekonaniem jego ukończenia. Co prawda dopiero po roku odkryłem w sobie moc jego ukończenia, ale zrobiłem to! Kurs finansowany z Unii nie nakładał na beneficjentów żadnych warunków (poza rekrutacyjnych). Jeśli kolega Błażej-śmierć-na-drodze nie zdał egzaminu w ogóle (a 3 razy na pewno go nie zdał), to rząd Unii zmarnował 2 tysiące złotych tylko na tej jednej osobie, a przypominam - było ich około 300.

LOK - z racji bycia najgorszym OSK w mieście - nadal kontynuuje wciskanie "darmowych" kursów za unijne pieniądze. Jak widzę na stronie, zorganizowali już czwarty program. 4 programy * 300 osób * 2000 złotych = 2,400,000 złotych. A ilu kierowców faktycznie "wyprodukowali"?

Kierowcy samochodów o masie powyżej 3,5 tony mają przesrane. Prawo jazdy kategorii C nie upoważnia do jazdy samochodem tak jak jest to w przypadku kategorii B. Aby móc prowadzić taki samochód należy mieć prawko kat. C (najlepiej C+E co kosztuje drugie 2 tysiące) + kwalifikację (co kosztuje od ~ 3 tysięcy [przyśpieszona dla osób powyżej 21 lat]) do ~ 6 tysięcy [pełna dla osób poniżej 21 lat]) + (niekonieczne) kurs na przewóz materiałów niebezpiecznych (tzw. ADR-y; cena od ~ 500 do ~ tysiąca złotych). Tak więc, aby w ogóle móc zacząć pracować w takim zawodzie, na wstępie należy wyłożyć 5 tysięcy złotych i zdać wszystkie egzaminy w pierwszym terminie. Aby móc dobrze zarobić należy wyłożyć od 7 tys do 8 tys.

Do 10 września 2010 roku KW (Kwalifikacja Wstępna) kosztowała maksymalnie 900 złotych, a były i ośrodki, które wykonywało ją już od 500 złotych. Cena wynikała z tego, że stara kwalifikacja "zjadała" ~25 - 30 godzin, podczas gdy nowa "zjada" aż 140 godzin (przyśpieszona) lub 280 (pełna). Jeszcze w zeszłym roku wielu ludzi - w tym ja - mogło samodzielnie lub z pomocą niewielkiego kredytu bankowego samemu opłacić kurs szkoleniowy, jednak potem jakaś "mądra" głowa (Cezary Grabarczyk?) uznała, że większa ilość godzin wykładów i częstsze siedzenie na krześle spowoduje... no nie wiem, mniej wypadków? Teraz ci ludzie z prawem jazdy na ciężarówki faktycznie są skazani na bezrobocie, nikt przecież nie weźmie 3-6 tysięcy złotych kredytu tylko dla jednego certyfikatu.

W ten oto sposób Donald Tusk "walczy" z bezrobociem, popychając jednocześnie Polaków w objęcia Unii przepełnionej miłością do uciskanego proletariatu. Bo skoro Polaka nie stać na samodzielne i odpowiedzialne podwyższanie kwalifikacji, to co innego ów Polak ma zrobić jak nie skorzystać z unijnych dotacji? A czy jego wdzięczność, za spadającą z nieba mannę, będzie miała jakiekolwiek ograniczenia? Oczywiście, że nie. Kiedyś zyskiwał klient i sprzedawca, a cena nie przekraczała tysiąca złotych. Teraz zyskuje urzędnik i Matuszka Unia redystrybuując nawet sześciokrotność poprzedniej kwoty.

Można oczywiście wypiąć się na eurodotację i skorzystać ze starych, niedobrych PUP-ów. Tak też postąpił kolega, z którym zdawałem rok temu. Urząd sfinansował mu kwalifikację pod warunkiem pracy u przewoźnika, którego wskaże urzędnik. Konsekwencją tej decyzji jest brak wypłaty za ostatnie dwa miesiące (czterech tysięcy złotych!). Półroczna PUP-owska umowa kończy się za miesiąc, więc istnieje duże ryzyko, że kolega pół okresu (kwartał) przepracował całkowicie za darmo. Urzędowi (oddział Tarnowskie Góry) gratuluję partnerów, a urzędnikom sprawności z weryfikacji pracodawców.

Kolejny cud socjalistycznego rządu ministra Tuska to zapowiedź zmiany bazy pytań. Już w 2010 roku (gdy zdawałem pierwszy raz) zmodyfikowano pytania. Teraz - w 2011 dodano 93 nowe i zmodyfikowani 46 pytań. Wśród nich znalazły się takie jak: "co to jest samochód?", "co to jest kolejka turystyczna?", "kto wydaje prawo jazdy?" itd. Jak informuje serwis testy-na-prawo-jazdy.com.pl: w 2012 roku pytań będzie około 3 tysiące! W moich testach (kat. C) było ich około 240.

Chciałbym lekko zasugerować, że ktoś w rządzie z premedytacją niszczy narodową spedycję. Te zmiany są gospodarczo fatalne i ucierpi na nim cały nasz kraj. Kierowców będziemy sobie sprowadzać z Ukrainy, albo Bułgarii. Zyskają na tym dotychczasowi kierowcy, którzy za jakiś czas staną się osobami mocno pożądanymi. Z powodu zawyżonych wymagań pensje takich osób będą iść mocno w górę, a zawód dla innych chętnych będzie zwyczajnie zablokowany.


Odmienić czyjeść życie - część pierwsza

Od dłuższego czasu zbierałem się, aby komuś pomoc. Pomóc, ale tak naprawdę. Wkładając w to wysiłek i serce. Dwa dni przymusowego, przedświątecznego urlopu stało się dobrą okazją do zrealizowania tego celu.

Etap pierwszy - zrobić paczki z żywnością. Etap drugi - nie poprzestać na doraźnej pomocy.

Pracuję w fabryce, w której w dziale produkcyjnym jest niebywale duża rotacja ludzi. Wielu przychodzi na próbę, niewielu ją potrafi przetrwać. Ludzie przychodzą - na dzień (sic!) lub na tydzień pracy, po czym znikają. Ci wytrwali potrafią przetrwać nawet okres próbny trwający 3 miesiące. Tylko nieliczni zagrzewają stanowiska.

Pomyślałem, że mojemu potencjalnemu podopiecznemu oprócz żywności podaruję możliwość pracy. Podaruję oczywiście w cudzysłowu, bo kierownikiem jest ktoś inny.

Kim miałby być mój podopieczny? Nikim. Zwykłym biedakiem grzebiącym w śmieciach.

Etap pierwszy

Należało zdobyć coś pożywnego i zdrowego. Z jednej strony miałem problem studenckiego budżetu a z drugiej strony dylemat, czy kupić coś wartościowego, czy taniego. Czy osoba bezdomna poczuje różnice między tanim a drogim jedzeniem?

Zdecydowałem się na sypnięcie groszem i kupieniem dokładnie tego samego co ja jadam, a nawet więcej. W skład mojej paczki weszły:

  1. Filety śledziowe w śmietanie Marinero 800 g
  2. Mały chleb krojony z sezamem z piekarni Schmit
  3. Woda niegazowana Cisowianka 1,5 l
  4. Sok pomarańczowy Costa 2 l
  5. Mój szprotowy MIX. Bardzo pożywny.
  6. Strucla Jabłkowa od firmy OSCROBA
  7. Czekolada orzechowa/mleczna Alpengold/Goplana
  8. Szczoteczka do zębów oraz pasta Colodent

Udało się! W paczce znalazło się coś pożywnego i zdrowego, na słodko oraz środki higieniczne. Nie mogłem pozwolić, aby mojemu podopiecznemu śmierdziało z ust podczas rozmowy z kierownikiem zakładu.

Przyznam szczerze, że gdy zapakowałem jedzenie w trzy reklamówki, poczułem małą dumę.

(Gdyby ktoś chciał zrobić identyczną paczkę, może zerknąć na cennik poszczególnych produktów.)

Etap pośredni - zmiana targetu

Moja matka, gdy tylko dowiedziała się, co zamierzam, zaczęła mi odradzać obdarowywanie typowych żuli grzebiących w śmietnikach. Mówiła, że ci ludzie to alkoholicy, którzy tylko gdyby chcieli, znaleźliby pracę, a tak żyją z dnia na dzień. Poradziła mi dostarczyć pakunki do Domu Świętego Brata Alberta. Pierwsza myśl? Aha! To tam gdzie organizują kursy Mandrivy i OpenOffice.org dla bezdomnych! Druga myśl - to wcale niegłupi pomysł!

Szybkim rzutem hasła w google odnalazłem stronę Domu Brata Alberta wraz z adresami. Kolejnym szybkim rzutem, tym razem w Wikipedii, odnalazłem artykuł poświęcony tej osobie i zaznajamiałem się z jej życiorysem - pomyślałem, że "wypadałby wiedzieć" - chociaż do tej pory nie wiem po co.

Etap drugi - niezrealizowane plany

Był 24 grudnia. Dochodziła 10. Szybkim tempem dojechałem pod ośrodek dla mężczyzn.
Do oddziału kobiecego miałem bliżej, ale moje powątpiewania co do przyjęcia kobiety na stanowisko produkcyjne w fabryce było tak duże, że zmieniłem ośrodek. Po tej decyzji czułem się jak szowinistyczna świnia, która odbiera człowiekowi możliwość wyjścia z bezdomności tylko dlatego, że ma pochwę.

Zapukałem. Drzwi otworzył "pensjonariusz". Poprosiłem o wizytację u kogoś w biurze, która oczywiście została spełniona.

Mym oczom ukazał się młody, wysoki, dobrze odżywiony i bardzo dobrze ubrany pracownik. Byłem zaskoczony, że ktoś tak niepasujący do bezdomnych pracuję w takim ośrodku. Co prawda, jadąc tam, oczekiwałem rozmowy z osobą świecką, a nie z zakonnikiem, jednak nie byłem przygotowany zobaczyć pracownika biurowego w tak dobrym stanie.

Zacząłem rysować w powietrzu moją wizję pomocy. Opowiedziałem, że oprócz doraźnej pomocy w formie jedzenia chciałbym pomóc komuś znaleźć pracę, by ten, zamiast później przyczepić się do darczyńcy i pasożytować, wziął się do roboty i wyszedł z dołka.

Opisywałem jak działa fabryka i w jakiej konkretnej części miasta leży. Opisałem, na czym ta praca polega i w jakich warunkach się pracuje. Starałem się przekazać całą zgromadzoną a niej wiedzę: gdzie leży, jacy są ludzie, w jakich godzinach się pracuje, w jakich warunkach, jaka płaca itp.
Kiedy już mu wszystko opowiedziałem, ten przyznał się, że jest nowy i... wezwał panią Basię, której musiałem wszystko opowiedzieć od początku.

Gdy i ona usłyszała moją opowieść, oznajmiła: "W tym ośrodku mamy 35 mężczyzn, z czego 80% to byli alkoholicy" (wcześniej dopowiedziałem, że w fabryce nie może pracować człowiek uzależniony od alkoholu). Dodała: "z czego 60% to ludzie z grupami inwalidzkimi, niemogącymi podjąć pracy". Zatkało mnie. Oczekiwałem przypadku, w którym facet został okradziony przez żonę ze wszystkich oszczędności i z rodziny. Faceta, któremu po prostu podwinęła się noga, a który chciałby wrócić do życia społecznego. Jakiegokolwiek przypadku tylko nie alkoholików ciągnących zasiłki.
Kontynuowała: "Jest tu taki pan, który jest zbyt leniwy, aby zmywać naczynia i przynosi mi L4 choć ja mu nie płacę za zmywanie". Dalej mówiła: "Jesteśmy wdzięczni za te dary, ale ci ludzie mają co jeść. Mamy tutaj kuchnię, a ci panowie dostają niemałe pieniądze od państwa (jakieś 230 złotych, z czego 73 złote zabieramy na utrzymanie ośrodka)".

Weszła jakaś ładna dziewczyna ubrana w jeszcze ładniejszą zieloną spódnicę i płaszcz (Odzież? Nie zwróciłem nazbyt uwagi, co to było). Przysłuchiwała się i wymieniła kilka zdań z panią Basią.

A co z pozostałyby 20% zdolnymi do pracy? - Zapytałem.
Mamy tutaj takich czterech panów. U jednego niedawno wykryto wadę serca i właśnie się leczy, więc odpada. Jeden jest tutaj nowy i dostał przepustkę na święta, nie znamy go jeszcze dobrze. Pozostali dwaj nie będą chyba zainteresowani, ale przedstawimy im pańską propozycję. Mieliśmy przypadek, że jeden z panów poszedł pracować jako ochroniarz. Wystawiłam mu dobra opinię, a on po dwóch dniach wrócił pijany do ośrodka i krzyczał, że to koniec roboty. Problem polega na tym, że ci ludzie wolą dostawać 230 złotych za siedzenie na tyłku niż 1200 złotych za pracę. Drugim problemem są pieniądze. Osoba, która zaczęłaby zarabiać 1200 zł, musiałaby oddawać 300 złotych na ośrodek, a nie 73 złote jak dotychczas. Wybuchałyby wojny, że ktoś płaci więcej niż reszta. Oni tego nie rozumieją. Kolejnym problemem są pieniądze, które im zostają. Bardzo wielu ludzi po prostu je przepija, a potem nie wraca do pracy.

Z minuty na minutę byłem coraz bardziej zrezygnowany. Nagle wszedł jakiś wysoki mężczyzna. Znowu dobrze ubrany. "O! Pan kierownik przyszedł!" - krzyknęła pani Basia.

Zacząłem spoglądać na tych biurokratów, na bezdomnych i na siebie. I odkryłem ciekawą rzecz. Wcale nie byłem tak dobrze ubrany, jak oni, a właściwie to wyglądałem jak człowiek klasy czy dwóch klas niżej. Czas chyba zmienić pracę i przerzucić się na "płatny wolontariat". Tak czy siak, wychodząc, chciałem spytać: "Czy państwo pracujecie tutaj, bo chcecie pomagać ludziom, czy po prostu było wolne stanowisko?", lecz się powstrzymałem. Jasne, że w takich ośrodkach nie muszą pracować nędzarze, ale... po prostu mi to nie pasuje. Uważam, że jest to niezgodne z postawą Brata Alberta.

Kierownik stanął w drzwiach a pani Basia pokrótce wyjaśniła, z czym przyszedłem. Gdy skończyła, ten się zaśmiał. Tak po prostu! Nie był to złośliwy śmiech, ale podziałał bardzo demotywująco.
W jego prywatnym gabinecie musiałem trzeci raz opowiedzieć to samo. Nie dowiedziałem się tam właściwie już niczego nowego. Usłyszałem jedynie: "Mamy wiele programów, działamy zgodnie z przepisami, a ci ludzie, gdyby chcieli naprawdę wyjść z bezdomności, zrobiliby to bo mają ku temu wiele okazji. Im się po prostu nie chce, bo mają tutaj za dobrze i nic nie muszą robić." Po całkowitym zdołowaniu mnie dodał: "W poniedziałek organizujemy koło, na którym spotykamy się wszyscy i przedstawiamy różne możliwości wyjścia z bezdomności. Przekażę pana propozycję dwóm osobom, które uważam, są zdolne do wykorzystania tej możliwości".

Końcówka

I wtedy zapytałem czy mogę przyjść na to zebranie. Może pan. Zapraszamy". - usłyszałem odpowiedź.

Zostawiłem swoje dane osobowe, adres fabryki i dane kierownika. Poprosiłem, aby mailowo informowali mnie co się dzieje. Jeśli znalazłby się chętny do pracy, mogę mu zawsze doradzić, podać kilka wskazówek, przypilnować...

Zdołowany zostawiłem swoje paczki w schronisku dla alkoholików ciągnących zasiłki - czyli trafiły do ludzi, którym bym nic nigdy w życiu nie dał. Miałem poczucie spieprzenia misji. Poczucie, że żywność nie trafiła do ludzi potrzebujących. Już lepiej było je przekazać oddziałowi dla matek z dziećmi, które były maltretowane przez mężów, ale przecież nie zabiorę jedzenia bezdomnemu, któremu 40 minut temu je podarowałem.

Wracam do domu. Przed blokiem robię zatoczkę samochodem i widzę żuli grzebiących w śmietnikach. Co za szczęście! - pomyślałem ironicznie - całe dnie wypatrywałem żuli i żadnego nie spotkałem, a teraz jest ich na pęczki. Już lepiej było takiemu podarować to jedzenie aniżeli facetowi dającemu L4, gdy nie chce zmywać brudnych naczyń.


Akcja: informatyzowanie polskiej edukacji

Splendor znów spływa na rząd Tuska. Po nie całkiem udanej akcji "Boisko w każdej gminie", przyszła pora na "Laptop dla każdego ucznia". Były zapowiedzi, jest dalsze planowanie. Choć ja uważam, że to kolejne oszustwo, na które nabiera się młode, wykształcone, inteligentne pokolenie Polaków, Borys Musielak - w obawie przed dotacją wiadomych producentów - działa! Tak po prostu, myśli i działa. Na jego blogu znaleźć można luźną koncepcję i garść pomysłów, na to jak realizacja projektu ma wyglądać. Choć sam pomysł, bez głębszego zastanowienia, uważam za bzdury, warto nad nim po debatować, zważywszy, że polskie rządy lubują się we wdrażaniu kiepskich pomysłów, które odbijają się nam czkawką. Warto przygotować za w czasu szklankę z wodą.

Dla mnie ten pomysł jest o tyle zabawny, że starałem się go sensownie wypunktować już 4 marca 2007 roku, ale w pewnych kręgach nie spotkał się z entuzjazmem. Chyba zatrudnię się w PR Teamie premiera ;)

Do rzeczy. Oto moje luźno powiązane myśli:

Dobre pomysły na rozwiązanie problemów z klaptopami przedstawił Borys. Przeczytaj jego wpis.

e-Sofokles to internetowy dzienniczek ucznia, tworzony przez Marcina Krzywonosa i oprawiany przez Pawła Krupskiego, całość tworzona przy współpracy z AB-COM. Założenia są proste. Papierowe dzienniczki odchodzą do lamusa. Uczeń oraz rodzic mogą na bieżąco, w każdej chwili (nawet w środku nocy), sprawdzić oceny w internetowym dzienniku.

Wolne Podręczniki - ten projekt powinien zostać obowiązkowo wdrożony w przyszłości, od razu gdy nadarzy się ku temu okazja. Tak jak napisał Borys - jeśli nie chcemy, aby klaptopy dla dzieciaków były tylko dodatkiem do informatyki, a były pomocne podczas nauki innych przedmiotów, należy zmienić system nauczania. Uważam, że Wolne Podręczniki świetnie się nadają do tego by zrobić drugi, najważniejszy krok. Pierwszym było przygotowanie Wolnych Lektur! Zobacz: postępy prac, wpisy na osnews.pl

W szkole, szukając jakiś treści, zawsze powtarzałem: "Życie byłoby prostsze, gdyby Pan Bóg wynalazł Ctrl+F".

Po krótkiej refleksji uważam, ze najlepszą dystrybucją byłaby hybryda Edubuntu z Xubuntu, ale skrojone do potrzeb polskich uczniów. Wykonać projekt powinien Canonical. Tak uważam a nie inaczej bo: Ubuntu ma fajną ideologię i może trzech na trzydziestu uczniów połapie się w tej pięknej idei, a nóż ktoś zacznie pracować dla środowiska Open Source. Canonical się wzbogaci, wzrośnie i wzmocni się świadomość marki Ubuntu, jakiś Linux zacznie się liczyć na narodowym rynku, producenci programów edukacyjnych widząc nowy rynek zbytu, zaczną portować swoje aplikacje. Hybryda dlatego, że w klaptopach do 400 złotych MUSI być coś lekkiego i ładnego. GNOME jest ładne, ale ciężkie. XFCE korzysta z GTK++ więc spełnia wymagania wagi i "ładności". Ważną kwestią jest jeszcze KDE 4. GNOME ma dobry interfejs, ale słabe aplikacje, zaś KDE miało dotychczas dobre narzędzia, ale interfejs był skopany. Ważne jest, aby na komputerze zachowano jednolity interfejs. Co zrobić z "killer app" z KDE, których nie ma w GNOME? Nie, nie piszemy od nowa. Piszemy ją pod Qt 4.5, które przechwytuje motyw z GTK. Przykładem takiego "killer app" z KDE jest Marble. Istnieje wiele, bardzo wiele, dobrych aplikacji do edukacji napisanych w Qt. Programy do nauki języków, do nauki myślenia logicznego, do prezentacji zachowań zjawisk fizycznych, do nauki geografii (wyżej wymienione Marble zintegrowane z Wikipedią i Google Panoramio), do ćwiczenia pamięci.

W środku klaptopów - OpenOffice.org i Firefox oczywiście. Krok ten: a) wspomoże Mozillę i dokopie MS. Wzrośnie udział Firefoksa do ~60 procent*, to może "łebmasterzy" zaczną poprawnie pisać strony; b) dzieciaki nauczą się w końcu używać innego Office'a. Intuicja mi podpowiada, że mało kto będzie na tyle sprytny, bo zmienić domyśkny format zapisu danych. Bo i po co? Przecież wszystko działa... Masowy zastosowanie formatu w ODF jeszcze bardziej go spopularyzuje a co za tym idzie spopularyzuje i OpenOffice, i inne aplikacje korzystające z niego. Krok ten pozwoli na nieprzeprowadzanie w przyszłości szkoleń wśród urzędników gmin, ZUS-u itp.
Przy takiej akcji, koniecznie należałoby porozdawać CD z OO.o, Firefoksem i paroma innymi aplikacjami na Windows. Działa na klapku w szkole, dlaczego nie miałby zadziałać w domu?

Alrauna.org, to o ile pamiętam, ruch mający na celu przekabacić ciała pedagogiczne na jasną stronę mocy. Pomieszać, poplątać, połączyć z WiOO w szkole.

Zobaczymy co wyniknie ze starcia "ludzkiego planowania" z "ludzkim działaniem". Irlandii nie będzie, to może zinformatyzujemy polską edukację jak to zrobiono w Estonii?

Ps. gdzieś wyczytałem o nowatorskim pomyśle w zagranicznym systemie edukacji. Studenci zamiast ściągać z Wikipedii, aby zaliczyć, muszą pisać artykuły do internetowej encyklopedii. A gdyby tak, przenieść to na nasz grunt?

* podane na potrzeby wpisu, te przewidywania to bujda


Hipokryzja ludzi na patologie społeczne

Nie rozumiem w ogóle dlaczego ludzie bulwersują się na wieść, że matka piła alkohol gdy była w ciąży. Przecież w tym kraju powszechnie akceptuje się palenie kobiet w ciąży, palenie matek przy noworodkach przy spacerach w parkach czy przy małych dzieciach na przystankach, a trucie to jest równoznaczne z truciem dziecka alkoholem

No ale opierdolić palacza nie można bo
a) nikt mu nie będzie mówił jak ma wychować dzieci
b) palacz to święta krowa
c) palacz to taka odmiana polityka, któremu przysługuje immunitet. Zwrócenie uwagi to zamach na jego wolność

Ps. w Japonii kobieta w ciąży z gównem w ustach jest poddawana "publicznemu linczowi" (pogarda społeczna)


Z różnych perspektyw na to samo...

Podczas zajęć z historii, mój belfer powiedział kiedyś zdanie o identycznym sensie: "Ludzie za czasów PRLu nauczyli się cwaniaczyć i oszukiwać. Wszystko robili za plecami innych, załatwiali sprawy, a to kupili szynkę a to coś naprawili poza kolejkami. Rosła zależność od koleżeńskich układów, i to niestety trwa do dziś"

Dwa dni później na TVNie w programie "Firma" mówią o polskich przedsiębiorstwach, które rozkręcają interes w Dubaju. Reporter po wywiadzie z polską firmą produkującą puszki mówi: "Aby rozkręcić firmę w Dubaju należy głównie liczyć na kontakty ze znajomymi lokalnymi firmami!"

Jak to się dzieje, że w Dubaju oszukują i jeszcze zarabiają. A u nas działa Szara sieć (?) i nie widać takich wzrostów jak w ZEA.


Teoria spiskowa dla niuchaczy

Nikt nie lubi ZUSu i Prokomu, m. in przez

- sądzenie się ZUSu z Sergiuszem Pawłowicz o spec. KSI_MAIL i zrzucanie winy na Prokom w momencie przegrywania sprawy
- stworzenie monopolu Płatnika i poszerzenie monopolu Windows
- stworzenie bubla softwear'owego
- ustwienie przetargu na oprogramowanie biurowe

Macierewicz opublikował raport dotyczący WSI, w którym na stronach 338-339 znajdziemy:

Ane­ks nr 16 Zidentyfikowane osoby współpracujące niejawnie z żołnierzami WSI w zakresie działań wykraczających poza sprawy obronności państwa i bezpieczeństwa Sił Zbrojnych RP

Adam KAPICA Jako wiceprezes ZUS nadzorował kontrakt z Prokomem.

believe it or not?


Demokracja....

Po chuja nam ona skoro kilka lobbujących firm (Microsoft, Apple ..) decyduje za całe społeczeństwo?

Ciekawe czy doczekamy się rządu stanowczo sprzeciwiającego się DRMowi i kontrolowaniu użytkowników...

... a ja lecę dalej oglądać Korporację (2003)


Nauka i biznes w Polsce rozmawiają z rzadka

Według przygotowanego na zlecenie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW) raportu ARC Rynek i Opinia, 52% przedsiębiorców nie współpracowało w ciągu ostatnich 2 lat z naukowcami.

W Polsce utrzymuje się niski poziom innowacyjności przedsiębiorstw , polskie firmy nie inwestują w badania i rozwój. Pomimo to przedsiębiorcy, którzy nie podjęli współpracy z naukowcami twierdzą, że nie widzą takiej potrzeby lub możliwości. Główną barierą we współpracy jest ich zdaniem brak dostatecznych zachęt ze strony władz (37%) oraz zbyt wysokie koszty współpracy z ośrodkami naukowymi (32%).

Zarówno naukowcy jak i przedsiębiorcy skarżą się na brak ofert współpracy. Zdaniem 40% właścicieli firm naukowcy nie znają realiów biznesowych oraz rynku na którym działa przedsiębiorstwo. Z kolei naukowcy uważają, że przedsiębiorcy nie mają świadomości jakie korzyści mogą osiągnąć we współpracy z ośrodkami naukowymi. Za największą przeszkodę we współpracy z biznesem uważają właśnie inicjatywy ze strony przedsiębiorców (60%) oraz brak systemów zachęt ze strony uczelni (42%).

Zarówno naukowcy jak i przedsiębiorcy skarżą się na brak wartościowych informacji o możliwości współpracy (26% przedsiębiorców i 34% naukowców). Przedstawiciele ośrodków naukowych za poważną barierę uważają także brak pośredników we współpracy między biznesem a nauką.

MNiSW rozpoczyna kampanię informacyjną, której celem będzie prezentowanie możliwości oraz korzyści płynących ze współpracy. Zamierza podjąć także szereg innych działań, m.in. wspierać innowacyjną przedsiębiorczość akademicką a także promować tzw. projekty celowe. MNiSW zapowiada również nowelizację ustawy o zasadach finansowania nauki a także opracowanie projektu mającego wspierać patentowanie wynalazków. "Będziemy stymulować rozwój współpracy pomiędzy przedsiębiorcami a naukowcami. Zamierzamy podjąć kroki mające na celu ułatwienie komercjalizacji badań naukowych. Chcemy finansować najlepsze, najbardziej efektywne jednostki naukowe nastawione na współpracę z biznesem. Będziemy też motywować duże firmy do prowadzenia prac badawczych" - powiedział Olaf Gajl, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

W 2007 r. uruchomiony zostanie Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka, którego celem jest podniesienie innowacyjności polskiej gospodarki. W ciągu najbliższych 7 lat do dyspozycji przedsiębiorców i naukowców będzie 8 mld EUR. Środki te będzie można przeznaczyć na badania i rozwój nowoczesnych technologii oraz infrastrukturę sfery B+R.

src: http://www.idg.pl/news/103849.html


Mas-media zrobiły pośmiewisko z Kononowicza

Widział ktoś kiedyś takich hipokrytów jak Najsztub i Żakowski?

Kreują się na wszystko wiedzących, oskarżają o zrobienie z Kononowicza klowna sceny politycznej a sami robią dokładnie to samo, w tym samym momencie tylko w bardziej wyrafinowany sposób. No i na ich szczęście, oponenci byli bardzo zestresowani... Szkoda człowieka. Media nie rozumieją, że to miała być niby-alternatywa do przestępców w białych kołnierzykach. Dziwne, że nie doczepili się do bardziej obytego Waldemara 'Majora' Fydrycha, który startował z ramienia komitetu Gamonii i Krasnoludków. Ciekawe jakby wyglądała taka pyskówka...


Czy odejście Marcinkiewicza to oznaka działania mafii?

Gdyby nie ludzie siejący panikę nigdy nie dowiedziałbym się, że zmienia się nam premier. Parę kliknięć i znalazłem właściwe informacje.

Reportaże z wiadomości.onet.pl
Marcinkiewicz odchodzi, J. Kaczyński premierem?
Dziennikarze: Czy Pan ucieka? Gosiewski: Nie. (polecam!!)

I zastanawia mnie klika spraw. Może jakiś mądry człowiek powie mi co dalej?...

Mam nieodparte wrażenie, że rządzenie tym krajem to jakaś zabawa, plac zabaw dla rodziny Kaczyńskich. Zupełnie jak we włoskich filmach o mafii. Gdzie jeszcze na świecie władze sprawuje rodzina? Ale cicho... bo jeszcze zaskarżą mnie o poniżanie osoby prezydenta jak ten niemiecki FAKT...

Wyjątkowo włączyłem TVN24 i już ktoś mądry, autorytatywny rzekł: Odejście Kazimierza Marcinkiewicza spowoduje zachwianie się gospodarki i nie stabilizację w kraju (tak jakby kiedyś była..). A ja pamiętam jak PiS walczyło z PO o stołek premiera. Doskonale pamiętam jak zarzekali się Jeśli L. Kaczyński zostanie prezydentem, J. Kaczyński nie zostanie premierem, zarzekano sie w tej samej chwili, że PiS nigdy nie utworzy koalicji z Samoobroną... PO proponowało Rokitę a ponieważ PiS nikogo nie miało to wytrzaskało nie wiadomo skąd biednego Marcinkiewicza. Wywalili jedynego normalnego – Marka Belkę i obsadzili stołek jakimś gościem, który w polityce się nigdy nie pojawiał i nigdy nikt o nim nie słyszał. Pewnie jakiś agent ;-) Pamiętam jak polska blogosfera krzyczała – Marionetkiewicz - Marionetka w rękach J. Kaczyńskiego!. To co się stało, było chyba nawet do przewidzenia, bo żadna z obietnic PiSu nie została dotrzymana a ich przysięgi były nagminnie łamane. Nie miało być koalicji z Samoobroną – jest. Rodzina nie miała rządzić – możliwe, że będzie. Scenariusz jak z włoskiego filmu o mafii? Rodzina kontaktuje się z przestępcami (Lepper) i nieobliczalnymi ludźmi nawołującymi do agresji (Kurski). Nie rozumiem oponentów (lewaków), którzy krzyczą, że to będzie już koniec skoro kawał czasu temu wiedzieli dokładnie to samo a ich milczenie było przyzwoleniem na działalność mafii (kaczyńscy posługują się marionetką) <- niezła teoria spiskowa, ale ktoś ją przecież wymyślił! W naszym rządzie powstała juz pewna symbolika. Politycy to tchórze albo rzeczywiscie w sejmie działa mafia. Przyjęło się, że dobrzy, chcący naprawy kraju odchodzą bo nie będą pracować z przestępcami. Odeszła Gilowska, która wprowadzała plan PO, odeszedł premier, który wg spekulacji nie podobał się rodzinie,... odejść miał minister zdrowia (ale jeszcze nie odszedł). Czy to oznaka, że w sejmie panuje burdel nie do ogarnięcia czy może to, że politycy uciekają z niego gdy nie mają już sił do walki i w rzeczywistości są tymi dobrymi (tchórzami) ?

Zupełnie nie rozumiem dlaczego ten PiSior Gosiewski nie podał przyczyn dymisji Marcinkiewicza. Jak debil powtarzał "to zostało podane w papierach... blablabla... ". Włączam Fakty na TVNie a jakiś inny PiSior mówi, że to wykończenie psychiczne, które wywołały media (?!). Kolejna tajemnica, kolejna afera. Kaczyńscy nie pokazuja teczek, wywalają dobrych ludzi (?). Co się dzieje w tym kraju?

A co z PO? PiS znowu nie ma kandydata. Skoro podczas wyborów obiecali, że kaczka nie będzie premierem to niech bedą konsekwentni! Jan Rokita wydaje mi się dobrym kandydatem. Jest przynajmniej człowiekiem medialnym, oczytanym, umiejącym się wypowiedzieć czego nie można powiedzieć o mafii, która się jąka... Tylko, żeby go w przypadku wyboru nie zdymisjonowali po 3 miesiącach....


Zapłacisz za piwo! (złamano prohibicję)

Jeden przypadek złamania prohibicji wprowadzonej w Warszawie na czas papieskiej wizyty w mieście odnotowała stołeczna policja. Natomiast reporterom RMF FM udało się w ramach dziennikarskiej prowokacji kupić w czwartek alkohol w hotelowej restauracji Sejmu.

W czwartek i w piątek, na czas wizyty papieża Benedykta XVI w stolicy rząd wprowadził całkowity zakaz sprzedaży alkoholu. Obowiązuje on do północy w piątek.

W dzielnicy Wesoła w czwartek o 11 rano funkcjonariusze straży miejskiej zauważyli mężczyznę wychodzącego ze sklepu z reklamówką, w której miał sześć puszek piwa. Strażnicy wezwali policję. Mężczyzna przyznał, że kupił piwo w sklepie, z którego wyszedł. Miał przy sobie rachunek z kasy fiskalnej - powiedziała Ewa Dzienio z zespołu prasowego warszawskiej straży miejskiej.

Oficer prasowy komendy rejonowej policji Praga Południe Alina Wądołkowska poinformowała, że przesłuchano już ekspedientkę, która sprzedała mężczyźnie piwo. Kobieta powiedziała, że wiedziała o zakazie, przyznała się do winy i zadeklarowała dobrowolne poddanie się karze - powiedziała Wądołkowska.

Podkreśliła, że sprzedawczyni grozi kara grzywny za złamanie przepisu ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi.

Jak dodała, kara grzywny grozi również właścicielowi sklepu. Ponadto rozważamy możliwość wystąpienia o odebranie mu koncesji - powiedziała.

Poinformowała też, że mężczyzna, który kupił piwo został przesłuchany jako świadek. Wskazał sklep i ekspedientkę, która sprzedała mu alkohol. Zostanie poddany nadzorowi dzielnicowego - powiedziała.

Reporterom RMF FM, w ramach dziennikarskiej prowokacji w czwartek udało się kupić w hotelowej restauracji Sejmu szklaneczkę whisky i piwo. Dopiero po interwencji reporterów w lokalu wywieszono kartkę z informacją o zakazie sprzedaży alkoholu.

Jak informuje RMF na stronie internetowej, reporterka stacji złożyła wniosek o odebranie sejmowemu bufetowi koncesji na sprzedaż alkoholu.

Rzecznik marszałka Sejmu Marka Jurka Szymon Ruman nie chciał komentować zajścia w restauracji sejmowej. Marszałek nie odpowiada za restaurację sejmową - powiedział Ruman. Jak dodał, należy w tej sprawie kontaktować się z Kancelarią Sejmu. Do czasu nadania depeszy PAP nie udało się skontaktować z szefową Kancelarii Sejmu Wandą Fidelus-Ninkiewicz.

Zdaniem wicemarszałka z PO Bronisława Komorowskiego, parlament powinien albo zachowywać się mniej na pokaz, pouczając Polaków, czy mają pić alkohol, czy nie, albo bardziej dbać o to by kwestia sprzedaży alkoholu w Sejmie była regulowana bardziej "rygorystycznie" regulowana. W środę Sejm przyjął uchwałę ustanawiającą 1 czerwca (Dzień Dziecka) dniem bez alkoholu. (reb) [src]
No i ktoś ładnie to podsumował w komentarzach

w tym sklepie co sprzedali piwo pewnie wywala kobite,cofna koncesje,wlasciciel zaplaci kare,a w sejmie no coz......pewnie nic...tam jest przeciez: prawo i sprawiedliwosc...blahahahahah [src]


Kto tu jest hipokrytą?

"Washington Post" oskarżył Unię Europejską o stosowanie podwójnej miary w stosunkach z dyktatorskimi państwami - byłymi republikami dawnego ZSRR. Jak przypomina dziennik, Unia wprowadziła niedawno sankcje wobec Białorusi za sfałszowanie wyborów przez rząd prezydenta Alaksandra Łukaszenki, ale najwyraźniej zmierza do zatwierdzenia nowej umowy handlowej z Turkmenistanem, totalitarnym reżimem w Azji Środkowej.

Dyktator Saparmurad Nijazow uwięził lub wypędził z kraju wszystkich dysydentów, część zamknął w szpitalach psychiatrycznych, i ogłosił się dożywotnim prezydentem.

W artykule redakcyjnym waszyngtoński dziennik zwraca uwagę, że reżim w Turkmenistanie, gdzie panuje stalinowski kult Nijazowa, jest o wiele bardziej represyjny niż na Białorusi, ale w odróżnieniu od tego ostatniego kraju, Turkmenistan posiada wielkie złoża gazu ziemnego.

Komisja Europejska zwróciła się ostatnio do Parlamentu Europejskiego, żeby zaaprobował umowę handlową z Turkmenistanem. Umowa została na razie zatwierdzona przez komisję ds. handlu europarlamentu i czeka na głosowanie przez całą izbę.

"Część turkmeńskiego gazu ziemnego jest już eksportowana do Europy przez Rosję i rządy europejskie, mocno uzależnione od importu gazu, coraz bardziej interesują się ostatnio zwiększeniem dostaw z Azji Środkowej"- pisze "Washington Post".

Gazeta z ironią komentuje wyjaśnienia unijnych urzędników, że zatwierdzenie umowy z Turkmenistanem nie wiąże się ze sprawą gazu i podawane przez nich argumenty, iż nie należy "izolować" Nijazowa, który jakoby ostatnio podjął pozytywne kroki, godząc się na "dialog o prawach człowieka".

"Łukaszenka uznałby takie wytłumaczenia za mało wiarygodne" - pisze "Washington Post". [src]

Jak nic innego śmierdzi to podstępem amerykańskiego rządu. Mogę się założyć, że gdyby Unia Europejska nie podjęłaby kroku mającego na celu uniezależnienie się od dostaw gazu od Rosji, zrobiła by to wielka ameryka. Każdy dba o swoje podwórko. Nam (Europie) nie wolno na handel z jakimś Turkmenistanem bo chcemy mieć porządek w Europie. Skoro dla świętego spokoju załatwiamy Łukaszenke to musimy się zajmować wszystkimi krajami na świecie. Wielka ameryka nie ma komunistów za granicą i nie grozi jej odcięcie od ropy i gazu jak Polsce. Wielka ameryka nie tworzy uni z krajami Europy. A jaki kraj rozpętał wojnę w chęci pozyskania złóż ropy? A czyj prezydent spotkał się z Hu Jintao? A jakie wielkie korporacje zezwalają na inwligacje Chińczyków, filtrując ich rozmowy z słów "demokracja", "wolność", "Dalej Lama" ? Oczywiście: USA! Bush! Amerykańskie! Pieprzony symbol demokratycznej potęgi, który wszystkich poucza "jak być dobrym krajem" a sama hameryka jest gorsza od Unii Europejskiej. Tylko, że My staramy się uniezależnić od Rosjan a oni narzucić swoją wolę wszystkim dookoła. Ciekaw jestem co by zrobił Bush na miejscu europejskich urzędników. Z jednej strony Rosja z złożami i Białoruś rządzona ręką dyktatora, który ma poparcie Putina + świadomość, że w przyszłości Białoruś może wejść do UE i może być to korzystne dla całej Europy a z drugiej możliwość handlu z jakimś zadupiem, które oferuje nam złoża ale nie dotyczy ono bezpośrednio spraw politycznych Europy. Skoro amerykanie są tacy praworządni to czemu Microsoft podpisał papier na ponad 500 mln dolców z prezydentem Chin? Czy w Chinach panuje lżejszy reżim niż na Białorusi i Turkmenistanie, że ameryce wolno z nimi handlować a nam nie wolno?

....
Mam tylko nadzieję, że polski rząd i UE przyczynia się do obalenia Łukaszenki i rozwinie się handel Ukraina/Białoruś => Polska. To czego teraz potrzebujemy to uniezależnienie się od tej cholernej Rosji. A amerykanów trzeba pierdolić i nie wierzyć w hasełka "Polska, największy przyjaciel USA!" :?


Chwila reflekcji o życiu społecznym i życiu kraju

Jest godzina 00:08, nikogo nie ma w domu, dookoła cisza a w tle leci Marek Grechuta - Dni których nie znamy . Idealna chwila aby zatrzymać się w tym szalonym wirze jaki opanował świat i zrobić to co wyróżnia nas od zwierząt i polityków - pomyśleć przez chwilę nad życiem i otaczającym nas środowisku.

Z pewnością w ostatnim czasie sporo się wydarzyło. Część osób odeszła, część osób *przybyła*. Jako, że żyje w błogiej nieświadomości "co się dzieje w kraju", żyje mi się lżej niż dotychczas. Brak stresu, zajmuje się tylko szkołą i nie wściekam się na PiS... Jednak w tym chorym świecie panuje "przeklęta" równowaga. Gdy życie stało się prawie bezstresowe, miałem więcej czasu by przyjrzeć się swoim równieśnikom i kolegą (to robota dla Kolekcjonera Informacji! ™ :P). Zdałem sobie sprawę, że nasze państwo w przeciągu najbliższych 50 lat rozpadnie się, możliwe, że zniknie z map jeśli sytuacja gospodarcza, ekonomiczna i polityczna się nie zmieni. Obecnie krajem rządzi ród kaczorów, którzy stracili poparcie wszystkich ludzi. Nie mają poparcia normalnych ludzi bo oni głosowali na każda inną, lepszą partię niż PiS/LPR/Samoobrona. Stracili poparcie Dzikiego Wschodu gdyż okazało się, że kiełbasa przedwyborcza dla ludzi niewykształconych jest zbyt przeterminowana. Jeśli dojdzie do kolejnych wyborów to wątpliwe jest aby tysiące robotników, rolników i innych ludzi z klasy robotniczej zagłosowało ponownie na partie oszołomów. Nie zagłosują oni na lewice... oni po prostu nie pójdą do urn wyborczych gdyż ich nadzieje już teraz zostały zawiedzione. Przypuszczam, a jest to bardzo prawdopodobne, że jeśli odbędą się kolejne wybory to frekwencja wyniesie mniej niż te żałosne 51%. Mieszkam w mieście Zabrze. Do czego zmierzam... Na normalne partie (wg w/w mapki ) głosowali ludzie wykształceni, mieszkający w miastach, pragnący rozwoju państwa przez tworzenie silnej gospodarce opartej na tworzeniu nowych miejsc pracy a nie wspierania wiecznie upadających pół buraków... Zaobserwowałem, że dzisiejsza młodzież z pokolenia na pokolenie jest coraz głupsza, nie uczy się i na niczym jej nie zależy. Oczywiście są wyjątki, które kiedyś staną się przykładowymi wybitnymi jednostkami. Moje obserwacje opieram na własnych doświadczeniach szkolnych i środowiskowych więc nie jojcz... W dzienniku mojej klasy zapisanych jest 28 osób, niespełna 10 z nich uważam za normalnych obywateli tego kraju, którym należy się szacunek. Cała reszta do grupka debili i wagarowiczów co przechodzi do klasy na "warunkowych dwójach" z frekwencją 51 do 49 procent. Z tej dziesiątki mogę wyłonić grupkę 5 inteligentnych osób, z czego tylko 2 mają pojęcie, że istnieje polityka i biorą bierny udział w polityce. Tzn, jedna 18-sto letnia dziewczyna i ja (kiedyś bardziej się interesowałem polityką ale zdrowe jest ważniejsze). Do klasy chodzi jeszcze jeden chłopak, który "interesuje" się polityką. Zagłosował on na Luppera bo "to taki chuj i cwaniak! wyzywa wszystkich i nie ponosi konsekwencji". Z klasy liczącej 28 osób tylko może 3 by zagłosowały a tylko 2 z nich zagłosowały by z chęci ratunku kraju. Co z pozostałą częścią klasy? A no nic... debile się nie interesują własnym krajem. Inną poważna sprawą jest fakt zbyt małej wg mnie liczby godzin z WOSu i zerowej liczby godzin z etyki. Mamy katechetę, który stawia ocenę na bazie strzału czy uda ci się otworzyć Biblię na wybranej księdze w przeciągu 25 sekund. Młodzież jest karmiona durnymi reklamy z sieczkarni, ma zerowy stopień empatii i nie używa własnego mózgu. Zamiast uczenia się co jest moralne, etyczne i jak powinien zachować się obywatel tylko gra w karty na lekcjach ;\ Kolejnym problemem, który wynika to nieuctwo. Jak mamy mieć wykształcone społeczeństwo skoro młodzież tylko gra w karty? Uczniowie nie chodzą na zajęcia a jeśli już łaskawie ruszą swoje dupy to przychodzą nieprzygotowani lub się spóźniają po 15 min. Brakuje im autorytetów. Od razu do głowy przychodzi mi założenie z pozytywizmu - praca u podstaw, które powinno być natychmiast u nas wdrożone - ale czy to jest możliwe? Najpierw to chyba powinniśmy wyedukowac polityków, którzy zamiast reprezentować przyzwoity poziom zachowują się jak bure suki :D Czuję, że w naszym kraju następuje stopniowo regres... :( Jeśli młodzież nie będzie chodzić do szkoły, nie będzie się kształcić, nie będzie interesować się polityką to kto będzie wybierał kompetentnych polityków, którzy mieli by rządzić krajem? Kaczyński po wpadce z krzyżem dla gen. Jaruzelskiego zaczął poprawiać swój imidż i chwalić się jak dobrze mu się układają stosunki z kanclerz niemiec czy prezydentem Francji. Jednak nie tak dawno podczas wizyty w USA zagroził Bushowi, że jeśli nie zlikwidują wiz to on zacznie rozdawać wizy na przylot do Polski. Kretyn! :[ I co sie stało? Wizy dostaną młodzi, wykształceni i używający mózgu. Pewnie uciekną z kaczystanu jak tylko będzie okazja. To straszne... kraj opuści "elita", która sprzeciwia się rządom PiSu, LPRu i Samoobrony. Bo po co się męczyć za 700 zł/m-c skoro można zarabiać 2 tys dolarów/m-c. A przecież wystarczyło inwestować w rozwój i przedsiębiorczość a nie brać ciągle dotacje dla rolników. Gdzie te inwestycje Googla, IBMa, Hundaya i innych przedsiębiorców? Gdzie te miejsca dla nastu tysięcy młodych, i chętnych do pracy za godziwe pieniądze inżynierów, marketingowców, tłumaczy? Pewnie w USA, Anglii albo w Słowacji, która "ukradła" nam inwestycję bo jej grupa trzymająca władze jest bardziej kompetentna niż ta u nas. Tym sposobem w najbliższym czasie w kraju zostaną debile wierzącym na słowo samozwańczym polityką. Taaak, przy obecnej włady i obecnemu systemowi ten kraj popadnie w ruinę.

Politycy-chamy-durnie się awanturują, młodzież-durnie-nieuki się opierdala a z tego świata odchodzi coraz więcej cenionych ludzi. W ciągu ostatnich trzech lat ponieśliśmy ogromną stratę, odeszli od nas: Czesław Niemen, Czesław Miłosz, Karol Wojtyła, Jan Nowak Jeziorański, Hanka Bielicka i ostanio Stanisław Lem. Jest to normalna kolej rzeczy. Człowiek sie rodzi i umiera. Wygląda jednak przerażająco to, że wśród tego chaosu jaki panuje w naszym kraju nie ma perspektyw na żadną wschodzącą gwiazdę, która zabłysła by na arenie między narodowej. Stare pokolenie, ludzie którzy zyskali uznanie na całym globie schodzą z tego świata, młodzi ludzie nie mają ambicji aby zostać kimś, zresztą kto taki? Człowiek, który opuszcza 49% zajęć w szkole i nie interesuje się sprawami własnego kraju?... kolejni demagodzy pokroju Luppera? Zdecydowanie to niemożliwe, zresztą taki jełop nie zrobiłby nic dobrego dla świata.
W chwili kiedy odszedł Lem, czułem wielki żal, że nie wiedziałem nic o Polaku o którym pozytywne echo odbiło się nawet za oceanem. Nie znałem żadnej z jego książek, nie przeczytałem nigdy "Solarisa"... Grzebiąc w Internecie znalazłem rysunki z "Dzienników Gwiazdowych". Jest to malutka namiastka tego co pozostawił po sobie ten wielki Polak. Niedawno przeglądając usernet odkryłem Ireneusza Betlewicz i jego ilustracje z książki (4 ostatnie do niej nie należą). Niektóre z nich są bardzo podobne do rysunków Lema. Poszperałem w googlach aby dowiedzieć się więcej. Odnalazłem jego opis na Amun. Jest to bardzo ciekawa i obszerna lektura ale warta poświęcenia czasu. Zdałem sobie sprawę, że w naszym kraju są jeszcze ludzie kultury, tylko niestety nie są oni lansowani jak Doda Elektroda czy Mandaryna ;\ Jednak to co mnie zasmuciło to fakt, że sa to ludzie niepełnosprawni z śmiertelnymi chorobami. Często gdy słyszę w telewizji, że np. w wypadku autobusowym zginęło 50-ciu licealistów, zadaję sobie pytanie "czemu akurat to spotkało tych młodych ludzi? czemu do cholery giną młodzi ludzie a Lupper nie może zostać przejechany przez tira?". Ludzie, którzy są przyszłością tego kraju giną na niebezpiecznych drogach a samozwańczy politycy dławią się gotówką podatników.

.... może ciąg dalszy nastąpi


Wiceminister edukacji Jarosław Zieliński szuka żołnierzy wśród dzieci i młodzieży

Poglądy ekologiczne, antywojenne i pacyfistyczne niosą "szkodliwe treści wychowawcze" - uważa PiS- owski wiceminister edukacji Jarosław Zieliński.

Minister wysłał oficjalny list do kuratoriów oświaty, w którym przestrzega przed ekologami i działaczami antywojennymi. Zgodnie z jego wytycznymi, szkoły powinny zamknąć przed nimi drzwi - opisuje "Trybuna".

Według gazety, to przedsmak tego, czym zajmie się planowany PiS-owski instytut wychowania. "Trybuna" uważa, że w szkole będzie miejsce tylko dla nachalnie wciskanej do głów ideologii narodowo-katolickiej.

Stanowisko MEiN wiceminister Zieliński wysłał do kuratoriów 9 marca. Niektórzy kuratorzy oświaty skrupulatnie podeszli od pomysłu Zielińskiego i w specjalnych listach do dyrektorów szkół zalecili stosowanie się do wytycznych MEiN. Takie listy wystosowali m.in. kuratorzy w Gdańsku, Poznaniu i Szczecinie.

List zawiera instrukcję, jak wychowywać dzieci i młodzież w wieku szkolnym, która najczęściej nie ma "w pełni ukształtowanego systemu wartości". Zdaniem ministra, by kształtować ich odpowiedni, dojrzały stosunek do współczesnych wydarzeń politycznych i społecznych, szkoła powinna zamknąć swoje drzwi na "atrakcyjne hasła pacyfistyczne, ekologiczne, antywojenne".

Instrukcja Zielińskiego wywołała oburzenie wśród działaczy społecznych, pedagogów i naukowców - pisze "Trybuna". - Przeraża mnie treść tego listu, który zaleca wprowadzanie edukacji propagującej militaryzm, postawę wojenną i bez wrażliwości ekologicznej - mówi dr Tomasz Wiśniewski, filozof z Uniwersytetu Warszawskiego.

- Paranoja - ocenia dr Filip Ilkowski, politolog i działacz Inicjatywy Stop Wojnie. - Jeżeli minister edukacji uważa, że mówienie o pokoju jest szkodliwe, to pachnie mi światem z książki Orwella - dodaje.

[src]

Informacje o pośle IV RP:
http://www.sejm.gov.pl/poslowie/posel5/451.htm

Szkoda, że pan zieliński nie stracił nóg w jakiejś wojnie albo nie dostał paraliżu od pasa w dół, w tedy może nie pouczałby pedagogów jak mają 'wychowywać' dzieci albo przynajmniej nie głosiłby takich bzdur. Polska, największy sojusznik Busha będzie szkolić nie czułych na ludzkie życie (i środowisko) morderców, bo przecież postawa wojenna jest dobra a pacyfikacja zła. Dziecko wychowujące się w przekonaniu, że działania wojenne są normalnym zjawiskiem nie będzie miało jakichkolwiek zahamowań. Bo przecież w pudełku z obrazkami w każdym filmie się mordują, w każdych wiadomościach mówiących o Chinach czy Izraelu usłyszymy o morderstwach. No i szkoła popiera wojnę; "Drogie dzieci, a jak dorośniecie to nie zostaniecie policjantem czy strażakiem tylko żołnierzem, pojedziecie do Iraku i będziecie zabijać tamtejszych mieszkańców..., a teraz otwórzcie książkę na stronie 14 i przyjrzyjcie się uważnie jak nasi sojusznicy rozcierają mózgi Irakijczyków na ścianie.. Ciekawe jak zareaguje na to ONZ. I co z tą Polską?


Dotacje

Polski blog OpenOffice'a to ciekawe artykuły, newsy i poradniki dostępne zupełnie za darmo. Jeśli jednak chcesz pomóc autorowi w utrzymaniu bloga prześlij kilka złotych na poniższe konto:

Mateusz Zasuwik
66 1140 2004 0000 3102 5404 3290 (mBank)
14PoEDKmkn3b14eehNMw1hcs5Uc563hcra (BitCoin)

Kontakt

XMPP: quest-88@jabberpl.org

E-mail: quest-88@o2.pl

Wyszukiwarka

Archiwum