polski projekt | planeta wiadomości | forum | rozszerzenia | szablony | OpenOffice.org w praktyce | | Jogger
OpenOffice.org Blog

24 sierpnia 2010, 19:56:49 “Żegnajcie i pieprzcie się”

Kategorie: Humor, Polityka, życie | 19:56:49

Kiedyś na blogu Pawła Wimmera przeczytałem o dodatku do Firefoksa, który miał pełnić funkcję schowka dla artykułów "do przeczytania później". Komentujący nie zostawili na nim (dodatku) suchej nitki, bo właściwie nie oferował niczego innowacyjnego - zawsze przecież można było dodać stronę do zakładek lub pozostawić jako aktywną kartę.

Ja się z tym podejściem zgadzam, a nawet wdrażam je w życie! I m.in. o tym będzie dzisiejsza notatka.

W październiku 2008 r., na główną stronę Wykopu przebił się artykuł Zarobił miliony na kryzysie dzięki "głupim traderom". Według Wykopu, od czasu jego publikacji minęły 22 miesiące, ale ja dopiero dwa tygodnie temu znalazłem czas, by go przeczytać. W tym momencie wypadałoby pochwalić Firefoksa, gdyż utrzymanie niemalże dwuletniej sesji po 15-25 kart pochłonęło około (tylko) 300 Mb pamięci. Czy to już się kwalifikuje jako rekord Guinessa?

Skupmy się jednak na artykule. Opisuje on historię Amerykanina, Andrew Lahde, szefa funduszu inwestycyjnego który w ciągu 12 miesięcy zarobił dla swoich klientów 888%, po czym ogłosił swoje odejście. Lahde podziękował za swoje wyniki „głupim traderom” oraz "nisko wiszącym owocom". Spakował swoje miliony, a po odejściu przypuszczalnie zajął się hodowlą konopi oraz hakowaniem Linuksa. :-}

Więcej informacji o przyczynach swojego wielkiego odejścia zamieścił w liście otwartym, zatytułowanym "Goodbye and Fuck You", którego tłumaczenie zamieszczam poniżej. List jest dosyć osobliwy i obawiam się, że bez zagłębiania się w źródła, nikt mi nie uwierzy, że to spójna całość, a nie powyrywane fragmenty. ;) W niektórych momentach Lahde nawiązuje również do wielkiego świata IT.

***

Nie piszę dziś, by się chwalić. Mając na uwadze ból, który niemal wszyscy doznają, byłoby to wysoce niestosowne. Nie piszę również po to, aby snuć przypuszczenia,jak w większości moich poprzednich listów. Zamiast tego, piszę, aby się pożegnać.

Ostatnio na pierwszej stronie Sekcji C „Wall Street Journal”, zacytowano wypowiedź pewnego menadżera funduszu inwestycyjnego, który również zamknął swój biznes (był to fundusz o kapitale zakładowym wynoszącym 300 milionów dolarów). Powiedział on: „Zdałem sobie sprawę, że nienawidzę tego biznesu”. Nie mogę się nie zgodzić z tym zdaniem. Byłem w tej grze dla pieniędzy. Nisko wiszące owoce, tj. idioci, których rodzice płacili za ich edukację w Yale, a później Harvardzie, były do zerwania. Ci ludzie, którzy (często) byli naprawdę niegodni przywileju edukacji, dostawali prawo do niej (lub przypuszczalnie dostawali) i osiągali szczyty w firmach takich jak AIG, Bear Stearns czy Lehman Brothers i na wszystkich poziomach naszego rządu. Wszystkie te zachowania wspierające Arystokrację, ułatwiają mi znajdowanie wystarczająco durnych ludzi do wykorzystania mojego biznesu w inny sposób. Niech Bóg błogosławi Amerykę.

Mój sukces zawdzięczam wielu ludziom, którym pragnę szczerze podziękować. Jakkolwiek, nie chcę, aby zabrzmiało to jak słowa hollywoodzkiego aktora odbierającego nagrodę. Zarobione pieniądze są wystarczającą gratyfikacją. Ponadto, ten niekończący się list kieruję również do tych osób, którym jestem wdzięczny, a oni już wiedzą o kogo chodzi.

Nie będę dłużej zarządzał pieniędzmi dla innych ludzi czy instytucji. Mam wystarczająco dużo własnego kapitału, do rozdysponowania. Może ci, którzy wiedzą, ile zarobiłem, będą zaskoczeni tym, że odchodzę z tak małym łupem wojennym, ale ja jestem usatysfakcjonowany wysokością swoich profitów. Ponadto, będę pozwalał innym próbować zgromadzić dziewięcio, dziesięcio i jedenasto cyfrowe sumy na ich kontach. Tymczasem ich życie będzie ssać. Ciągłe, następujące po sobie spotkania, rezerwowane na 3 miesiące do przodu, wyczekując swoich dwóch tygodni urlopu w styczniu, będąc jednocześnie przyklejonym do swojego BlackBerry lub podobnych urządzeń. Co jest w tym najistotniejsze? Nikt o nich nie będzie pamiętał za ~50 lat. Steve Balmer, Steven Cohen, i Larry Ellison – wszyscy popadną w zapomnienie. Nie rozumiem kwestii spuścizny. I tak prawie wszyscy ludzie na świecie zostaną zapomniani. Porzuć chęć pozostawienia czegoś po sobie. Wyrzuć Blackberry i ciesz się życiem.

Więc to jest to. Z całym należytym szacunkiem. Ja wysiadam. Proszę nie oczekiwać odpowiedzi na e-maile czy wiadomości głosowe w jakiś normalnym przedziale czasowym lub w ogóle. Andy Springer i jego firma będą kierować zamknięciem funduszu. Oni od zawsze byli zatrudnieni przez firmę Springer i tylko jeden (dobrze nagradzany) straci pracę.

Nie interesują mnie żadne interesy, w których ktoś widziałby mnie w roli wspólnika. Aktualnie nie mam zdania na temat żadnego rynku, mogę jedynie rzecz, iż sprawy będą szły gorzej przez jakiś czas, możliwe, że lata nawet. Obecnie siedzę na uboczu i czekając, obserwuję rynek. Po tym wszystkim, siedzenie i wyczekiwanie jest jak robienie pieniędzy na cudzych błędach. Mam w końcu trochę czasu, aby zadbać o swoje zdrowie, które zostało zrujnowane przez stres, który nawarstwiał się od dwóch lat, jak również o całe moje życie – w którym musiałem rywalizować o miejsce na studiach, stanowisko w pracy i o pieniądze na start – z tymi wszystkimi, którzy dostali te „dobra” od bogatych rodziców, a których ja nie miałem. Może merytokracja jest częścią nowej formy rządów, który potrzebuje być ustanowiony.

Na posiedzenie amerykańskiego rządu, miałbym skromną propozycję. Po pierwsze, pragnę zwrócić uwagę na oczywiste wady, przez które proces legislacyjny trwał w Kongresie przez ostatnie osiem lat, a gdzie miały miejsce drapieżne praktyki udzielania kredytów przez głównie nieistniejące instytucje. Te instytucje regularnie napełniają kasę obu stronom w zamian za odrzucenie przepisów mających na celu ochronę obywatela. To skandal, lecz zdaje się, że nikt o tym nie wie, lub nikt się tym nie przejmuje. Odkąd odeszli Thomas Jefferson i Adam Smith, jestem zdania, że nie ma już wystarczająco godnych filozofów w tym kraju, przynajmniej tych skoncentrowanych na poprawie rządu. Kapitalizm funkcjonował przez dwieście lat, ale czasy się zmieniają, a systemy stają się skorumpowane. George Soros, człowiek posiadający oszołamiające bogactwo, ogłosił, że wolałby zostać zapamiętanym jako filozof. Moja sugestia jest taka, by ten wspaniały człowiek zainicjował i zasponsorowal forum dla wielkich umysłów, które zebrałyby się, by stworzyć nowy system rządów, które rzeczywiście reprezentowałyby nasz wspólny interes przy równoczesnym tworzeniu nagród wystarczająco atrakcyjnych, by przyciągnąć najlepsze i najzdolniejsze umysły, aby służyć w rolach rządowych bez korupcji. To forum mogło, by być podobne do tego, którego użyto do stworzenia Linuksa, a który konkuruje z Microsoftem, niemalże monopolistą. Wierze, że to jest odpowiedź, ale na razie system jest wyraźnie rozbity.

Na koniec, póki ktoś to jeszcze czyta, chciałbym skupić uwagę odbiorców na problemie alternatywnej żywności i źródeł energii. Nie zobaczycie tego w telewizyjnej reklamie BP - „Poczuj się dobrze, pracujmy nad zrównoważonym rozwojem”, czy w ADM-owej. Powinniście wiedzieć, że konopie są w użyciu od co najmniej 5,ooo lat jako surowiec do wyrobu ubrań i żywności, jak również tego, co jest otrzymywane z ropy naftowej. Konopie to nie marihuana i vice versa. Konopie są rodzaju męskiego i przypominają zielsko, stąd slangowa nazwa. Oryginalna amerykańska flaga była wyprodukowana z materiału składającego się z konopi, podobnie było z papierem, na którym została wydrukowana nasza konstytucja. Była jeszcze przez nasz rząd używana podczas II Wojny Światowej i została zdelegalizowania po jej zakończeniu. W czasie kiedy coraz częściej mówi się o samowystarczalnym źródle energii, dlaczego jest zakaz uprawy tej rośliny w naszym kraju? Ah, kobieta. Żeńska diabelska roślina – marihuana. Dzięki niej odlatujesz, śmiejesz się, i nie wywołuje kaca. W przeciwieństwie do spożywania alkoholu, czego elektem są bójki w barach lub bicie żony. Dlaczego więc ta nieszkodliwa roślina jest nielegalna? Czy to brama do twardych narkotyków? Nie, taką bramą powinien być alkohol, w tym kraju tak niezwykle silnie reklamowany. Moja opinia o nielegalności marihuany jest taka, że korporacyjna Ameryka, nad którą panuje Kongres, raczej sprzeda ci Paxil, Zoloft, Xanax i inne uzależniające leki, zamiast pozwolić ci na hodowlę rośliny, nie mając z tego żadnych zysków. Ta polityka wydaje się śmieszna. To uzależnia nas od zagranicznych źródeł energii. Inne kraje dosłownie śmieją się z naszej głupoty, w szczególności Kanada, a także kilka państw europejskich (zarówno wschodnich i zachodnich). Mógłbyś nie wiedzieć tego, gdyby odciągające uwagę i opłacone przez rząd media, chociaż oni i tak nie zamierzają wejść w szczegóły w to, kto w tym tygodniu naśmiewa się ze Stanów Zjednoczonych. Ludzie, proszę! Przestańcie retorycznie dyskutować i zacznijcie myśleć, jak naprawdę osiągnąć samowystarczalność.

Żegnam i powodzenia.

Wszystkiego najlepszego.

Andrew Lahde

***

Prawda, że prorocze? Andrew Lahde ma w tej chwili 39 lat. Pewnie troszkę już wydał ze swoich 80 milionów bucksów, ale musi się też cholernie cieszyć z życia. Sprawdziło się jego proroctwo. "Nisko wiszące owoce" zarządzające AIG (American International Group) doprowadziły firmę do bankructwa, a w konsekwencji do zmiany marki na całym świecie, co ma zataić fakt marnotrawienia publicznych i prywatnych pieniędzy.

Skoro już wtedy wróżenie tak dobrze mu wychodziło, może warto go posłuchać w innych kwestiach? Panie Ellison – nie morduj pan OpenSolarisa, bo i tak zostaniesz zapomniany. Uwolnij go i daj sobie siana. :) Czytelnicy, sprzedajcie swoje srajphony i G1 z Androidem. Hodujcie konopie i palcie nimi w piecu, nie bijcie żon i walczcie z monopolem Microsoftu. :))

5 komentarzy

20 sierpnia 2010, 19:29:34 Plik powodujący przepełnienie bufora drukarki w Windows?

Kategorie: Humor, Microsoft | 19:29:34

Mam pewien ciekawy problem z drukarką, którego nie mogę rozgryźć. Może i tym razem joggerowa brać coś poleci?

Historia problemu jest dosyć zawiła i przypomina C-C-Combo jakieś przewlekłej choroby.

Rzecz dzieje się w krainie zwanej Windows XP, w królestwie HP LaserJet M1005 MFP. Stanowisko jest firmowe, a potencjalnie szkodliwe pliki są tworzone przez tzw. Górę Trzymającą Władzę, której nie można zwrócić uwagi, że coś spieprzyli. Problem jest rozwiązywany zdalnie.

1. Zaczęło się od trywialnej czynności. Skończył się tusz i należało wymienić pojemnik. Tutaj z góry zaznaczam, że przed tą czynnością, drukarka pracowała i nie sprawiała jakichkolwiek problemów. Po wymianie pojemnika, na monitorku na drukarce wyskoczył błąd. Zniknął lubiany napis "Gotowy" i wyskoczył "Zakleszczenie papieru". Co mogło być powodem tego komunikatu? Jak się dowiedziałem (od drogiej Pani Gosi, która dowiedziała się tego nie wiem skąd :), źródłem mogło być a) niedomknięcie klapy, b) faktyczne zakleszczenie papieru c) nie pamiętam.

Oczywiście klapa była domknięta, a papier fizycznie nie był zakleszczony. Zajrzałem do pomocy HP (Jak rozwiązać problemy z urządzeniem? > Podczas drukowania w urządzeniu ciągle zacina się papier. Jak można rozwiązać ten problem? / Urządzenie cały czas sygnalizuje zacięcie papieru mimo, iż papier nie jest zacięty.) i zastosowałem się do wskazówek (przeczyściłem rolki) - niestety bezskutecznie. Trudno, poleciłem wezwać fachowca.

2. Przybył bożyszcze wszystkich Kryś i Goś i rzucił czar wskrzeszenia. Historię z tego dnia znam tylko z relacji. Fachman podłączył drukarkę do swojego laptopa oraz uruchomił skaner antywirusowy na blaszaku. Werdykt zabrzmiał jak wyrok śmierci. Zawirusowany komputer oraz.... popsuty port! Kuracja: przyjęcie blaszaka na serwis, na pół dnia. Leczenie było dla nas nie do przyjęcia. Nie ze względu na czas, ale ze względu na dane oraz hasła w nim zapisane. Oczywiście Pani Prezes nie powiedziała "nie", tylko kazała dać sobie trochę czasu do zastanowienia się. W między czasie, ja miałem znowu przyjrzeć się drukarce.

3. Przybyłem do biura z ESET NOD32 Antivirus 4.x, który dostałem podczas HotZlotu (ślicznie dziękuję chłopaki! ;). Gdy aktywowałem program, Pani Gosia wyjawiła mi, że także zamówiony specjalista korzystał z tego programu, jednak później, gdy skanowanie się zakończyło, odinstalował go.

Z instalacją tego programu miałem masę problemów. Nie mam pojęcia czy mogę je wiązać z problemem z drukarką, ale instalacja w niestandardowych ustawieniach (tzn. ze zmianą partycji z C na D) kończyła się błędem i anulowaniem procesu. W następstwie był tworzony profil w C:\Documents and Settings\NAZWA_UŻYTKOWNIKA\Dane aplikacji\ESET, który blokował reinstalację. Również pliki w nim zawarte (*.xml) były nie do ruszenia i nie do usunięcia. Dopiero odpalenie trybu awaryjnego pozwoliło na ich kasację.

Instalacja na domyślnych ustawieniach przebiegła powierzchownie bezproblemowo. Gdy NOD32 się załadował, wyskoczył komunikat iż, program został błędnie zainstalowany i wymagana jest jego reinstalacja. Zresetowałem Windows i czerwony alert zamienił się w zielony komunikat o gotowości do pracy. Zaktualizowałem sygnatury i przystąpiłem do skanowania. Nastąpiło mozolne skanowanie dysków, które trwało i trwało....

Przy około 95% postępu zauważyłem, że na monitorku od drukarki wyświetla się status "Gotowy". I wtedy to do mnie trafiło! Odpaliłem Writera i spróbowałem wydrukować pustą stronę. Zadziałało! Pasek postępu doszedł do stu procent, a na koniec pozwoliłem Nodowi usunąć dwa złe pliki.

Pani Gosia zachwycona zaczęła bić mi pokłony, a ja sobie tylko pomyślałem: O jakim popsutym porcie mówił ten facet? Dlaczego chciał zabrać do siebie komputer?

4. Następnego dnia dostałem telefon alarmowy. Drukarka znowu nie drukowała. Wziąłem się do tej pracy przez klienta VNC. Tym razem jednak było to coś innego. Wybierając drukarkę z panelu sterowania, pojawiał się błąd: Nie można zakończyć operacji. Usługa buforowania wydruku nie jest uruchomiona. Google stwierdziło, że to popularny błąd. Microsoft stwierdził, że jest na tyle popularny, że warto zautmatyzować jego rozwiązanie. Z zasobów Microsoft Support można pobrać pliczek RestartPrintSpooler.msi, który go rozwiązuje. Łatka usunęła drukarkę, którą pierwszy raz zainstalowałem na nowo (tzn. przez dodaj/usuń sprzęt > sterowniki z CD).

Pytanie tylko, skąd to się wzięło? Tak czy inaczej, drukarka działała, a pisma były niewydrukowane. Mało myśląc, a dużo klikając, wybrałem pliki Worda przysłane przez centralę na maila. Próba ich wydruku niestety wywołała powyższy błąd o buforze. Szybko ponownie odpaliłem RestartPrintSpooler.msi, zresetowałem komputer i wykonałem wydruku pustej strony we Writerze (tutaj odkryłem, że po instalacji łaty i przed resetem wystarczy odświeżyć /Drukarki i faksy zamiast od nowa instalować sterownik). Zadziałało. Ponownie zleciłem wydruk *doców. Ponownie zobaczyłem błąd. Uznałem, że przyczyna może leżeć gdzieś w O.penO.ffic.e.org. Myliłem się, bo Word Viwer również dawał ciała. Otwarty dokument wyeksportowałem do PDF-a. Zadziałało! PDF-y się drukowały!

Przeskanowałem system programem Malwarebytes Anti Malware i usunąłem znalezione szkodniki (najpierw 30, a potem jeden + klucze odpowiedzialne za nieaktywne ostrzeżenia z Windows Security (wyłączyłem je manualnie)).

Cóż więcej mogłem zrobić? NOD32 był aktualny i działał w tle. MAM powinien usunąć resztę zaszytego tałatajstwa. Nie działały tylko .doce, więc uznałem, że to ich wina. Zaleciłem eksport każdego dokumentu do PDF-a i poszedłem spać. ;)

5. Dzisiaj dostałem kolejny telefon alarmowy. Nie drukowały się PDF-y. Wyskoczył nawet błąd. :) Po raz wtóry przeinstalowałem RestartPrintSpooler, co pozwoliło na jako takie funkcjonowanie biura.

Pytanie do mędrców joggera. Co ma zakleszczony papier i rzekomo uszkodzony port do błędu buforowania i wybiórczo popsutych plików? Jak to ugryźć?

17 komentarzy

16 sierpnia 2009, 00:11:58 Nieprawdopodobne walki Questa z cygańską mafią.

Kategorie: Humor, życie | 00:11:58

12.08.09

Targowisko w Zabrzu zajmuje obszar niemały oraz nieciekawy. Tabuny kurzu oraz toczące się krzaki rodem z westernu przewijają się po pokątnych ścieżkach. Nieprzyjemny pył zapycha dziurki u nosa. Krzaki plątały się pod nogami, uniemożliwiając normalny chód. Obecny dzień w wyjątkowy sposób skupił wiele niezwykłych osobliwości. Można było spotkać, co jest rzeczą niecodzienną, wielu Cyganów, którzy właśnie w tym dniu wyszli ze swoich gett. Czekoladowe kropki połyskujące złotymi wisiorami i bransoletami zalały targ..

Wyruszyłem w głąb targowiska z misją odszukania mojego Firefoksa. Tylko na jednym stoisku znalazłem dobrze wygarbowaną lisią skórę, ale zbyt wyliniałą. Wyruszyłem dalej, jeszcze głębiej, i głębiej, i głębiej, zanurzając się w ciemności. Na mojej drodze stanął najeżony kocur-dachowiec. Kocur ów był zaniedbany, miał czarną przypaloną sierść, otwarte rany, z których sączyła się ropa, skaczące pchły, ale też wielkie, i intensywnie niebieskie ślepia. Przegoniłem dachowca machając na niego ręką i powtarzając "sio, sio, sio!". Kot jeszcze bardziej się zjeżył, ale ustąpił drogi.

Na uliczkach widać było dziwne poruszenie, wśród kupców i wśród kupujących. Jedna klientka, gdy usłyszała echo kociego miauczenia, wpadła w dziwny trans. Zapadła w bezruch, a następnie obruszona spytała czy usłyszałem ten omen. Zignorowałam lokalne zabobony i ruszyłem inną ścieżką. Ścieżka z każdym moim krokiem, stale zwiększała swoją szerokość, tak, że nowa droga z szerokości przypominała dwupasmową autostradę. Na tej zakurzonej autostradzie bawiły się Cygańskie dzieci.

Wtedy nastąpiły dwie kolejne po sobie dziwne rzeczy. Pierwszą było zdanie sobie przeze mnie sprawy, że jestem nieodpowiednio ubrany a ubrany byłem w... garnitur. Drogą rzeczą była nagła chęć rywalizacji. Zacząłem biec przed siebie. Nie dlatego, aby gdzieś dobiec, a po to, aby wyprzedzić wszystkie cygańskie dzieci. Biegłem tak i mijałem je kolejno. Przy co sprawniejszych rywalach przyśpieszałem tak, że obraz otoczenia zaczął się zatrzymywać bądź rozmazywać. Rozłożone i odgięte do tyłu ręce pozwalały szybciej prześlizgać się przez szorstkie podmuchy wiatru. W końcu zostałem tylko ja i jeden cygański chłopiec, a w tym oszalałem biegu zaczęliśmy się zbliżać do ogromnej, metalowej i pordzewiałej kopuły podobnej do tej z filmu MadMax. Wtedy stało się coś dziwnego. Rzeczywistość zamarzła w czasie, ale nie my! Ciągle biegnąc, obróciłem się w kierunku rywala i podskoczyłem zatrzymując się na kilka setnych sekund w powietrzu. Cygańskie dziecko w osłupieniu popatrzyło na mnie, wówczas ja, wisząc w powietrzu wyciągnąłem nogi i mocnym kopnięciem wypchnąłem je poza tor biegu. Biegłem dalej a za moimi plecami widziałem tylko tabun kurzu. W powietrzu czuć było zwycięstwo.

Zawróciłem, by pomóc małemu cyganowi. Pomogłem mu wstać i z uśmiechem podziękowałem za wspaniałą rywalizację. W ten czas dobiegł do nas jakiś dorosły, też Cygan, na oko w wieku 30-35 lat. Zaczął coś wykrzykiwać w swoim ojczystym, dla mnie niezrozumiałym języku. Wśród tego słowotoku pojawiały się też pojedyncze polskie wyrazy, które brzmiały jak bełkot. Zrozumiałem tylko tyle, że jeśli jeszcze raz tknę jego syna, to mnie zajebie. I wtedy stała się trzecia dziwna rzecz. Dorosły cygan wyjął ze swojej kieszeni pilot, z mała ilością przycisków. Wcisnął jeden, wielki i czerwony. Nim się zorientowałem, leżałem na ziemi powalony przez niesamowicie silny cios. To jednak nie był cios zadany z pięści człowieka. Gdy przewaliłem się na bok, zobaczyłem nad sobą wiszącą kopułę, która wcześniej była moją metą. Oprócz kopuły widziałem tylko linę, na której ona wisiała oraz kawałki garnituru i mojej krwi na jej krawędzi. Czułem straszne pieczenie na plecach.

Dostałem za swoje. To mnie nauczyło nie kopać dzieci, gdy czasoprzestrzeń jest zakrzywiona. Srogo pokaleczony zmierzałem w kierunku wyjścia. Będąc już u bram, zaczepiło mnie inne cygańskie dziecko, i wyraźnie coś chciało. Nie mówiło po polsku, ale koniecznie chciało, abym za nim podążył. Poszedłem. Na miejscu okazało się, że mój znajomy z wyścigu stał się ofiarą. Był jeden, otoczony i osaczony przez inne cygańskie dzieci. Był związany i kopany. Podszedłem do agresorów, a ci zrobili trzy kroki wstecz. Oswobodziłem ofiarę z więzów i podszedłem do przywódcy gangu. Chwyciłem gnoja za ramiona, uniosłem w powietrzu i zacząłem trząść nim, tłumacząc, że nie ma prawa znęcać się nad słabszymi. Gnój umarł. Powieki mu opadły a głowa osunęła się na prawe ramię. Mięśnie zwiotczały.
Dlaczego? Kurwa, dlaczego?! Zrobił to z premedytacją! - pomyślałem.

Położyłem zwłoki na piasku. Mając w pamięci ten dziwny pilot, kopułę i zadziornego Cygana, szybko zacząłem kierować się ku wyjściu. Za późno. Cały klan już tam na mnie czekał. Dokładnie to jakieś 7 metrów na lewo, od bramy targowiska. Przy bramie spotkałem znajomego, z którym nie widziałem się już od przeszło 8 lat. Łukasz maszerował z jakimś kamratem. Miał na sobie dziwny uniform archeologiczny i torbę z przyrządami do eksplorowania przestrzeni. Wyciągnął do mnie dłoń i przywitał się w tym samym stylu, w jakim to robił 8 lat temu. To dziwne, bo przez te 8 lat nieraz widzieliśmy się na ulicy, ale nigdy się do mnie nie odezwał. Odpowiedziałem na gest przyjaźni i pomaszerowałem za nimi. Weszliśmy w wąskie uliczki, które otoczone były przez stare, walące się kamienice z mnóstwem tajemniczych przejść. Łukasz prowadził, a ja zabezpieczałem tyły. W jakimś momencie koledzy skręcili w prawo, wchodząc w nieznaną piwniczkę. Gdy się obróciłem, ich już nie było.

Łukasz, Łukaszzz! Gdzie jesteście?! - krzyczałem, jednak nie uzyskałem odpowiedzi. Wszedłem w piwniczkę, do której mogli wejść moi towarzysze. Była mała, wąska, słabo oświetlona. Skąpe promienie światła wpadały przez nierównomiernie wyżłobioną szczelinę w ścianie. Miała ona kształt przypominający trochę poziomy prostokąt, trochę elipsę. Szpara po prawej stronie była węższa od lewej części. Żaden człowiek nie mógł się przez nią prześlizgnąć, ale mimo to ja spróbowałem. I nie udało mi się. Nerwowo zacząłem szukać... czegoś. Wnet dostrzegłem z górnej partii ściany przebijające się promienie światła kształtujące się w kwadrat o wymiarach jednego metra. Bez namysłu, jak to możliwe, że go wcześniej nie zauważyłem, z całą dostępną mocą wypchałem ten kwadrat. Oślepił mnie napływ światła słonecznego. Z pewnym trudem udało mi przejść przez tajemne przejście, unikając tym samym egzekucji.

Zdyszany oparłem się plecami o ścianę i podparłem kołyszące ciało sztywną ręką. Pod dłonią, która przywarta była do lodowatego betonu, poczułem coś śliskiego, lepkiego i ruchliwego. Spostrzegłem, że siedzę w gnieździe ohydnych szczypawic. Niezidentyfikowane śliskie i lepkie "coś" to była robacza krew i robacze bebechy, które przykleiły się do mojego ciała, kiedy usiadłem na ich gnieździe. Szybko podskoczyłem w amoku i wstałem. Znajdowałem się chyba wtedy na trzecim piętrze jakiegoś wieżowca. Jeszcze szybciej przeskoczyłem na najbliższy balkon. Balkon ten był bardzo chwiejny. Nie załamywał się jak normalne budowle. Po prostu wyginał i ciągnął się w dół i na boki jak wygina i ciągnie się jadany, gumowy wąż dostępny w pobliskich delikatesach. Podczas przeskoku, z zewnętrznej kieszonki marynarki wypadły mi trzy rzeczy: dokument, żółty długopis i jakaś trzecia rzecz.

Balkon ten był oblężony przez różne anteny, antenki, kable, monitory i tajemniczą mechanikę. Jak się później okazało się, na owym balkonie swoją siedzibę miała współpracownica Owsiaka, która zbierała krew w ramach kolejnej edycji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

W czym mogę pomóc? - usłyszałem od kobiety w średnim wieku.
- Ja, eee.
- Może zechciałby Pan oddać krew?
- ... no dobrze.
- Potrzebuję Pana dowodu osobistego. O, a tutaj proszę się podpisać
- Chwila, gdzieś tutaj miałem dowód osobisty i długopis - odburknąłem oklepując marynarkę i kiszenie spodni.

- Nie mam! Nie mam! - Wykrzyknąłem te słowa wpadając na balkon i wymachując dookoła zaciśniętymi pięściami. Nagle, ni stąd nie zowąd, poczułem dziwny uścisk na mojej lewej pięści. Nerwowo odwróciłem głowę i ujrzałem cygańską kobietę, w wieku 45 lat, w długiej szarawej sukni, która... pochłonęła moją pięść. Po prostu trzymała ją w szczęce i zaciskała zęby. Wgryzała się w knykcie i doprowadziła do krwawienia. I zaczęła cedzić przez zęby:
- Jesteś uzależniony od heroiny! Masz HIV-a, i za niedługo umrzesz! - mówiła to z makabrycznym uśmieszkiem na twarzy.
- Co ty bredzisz kobieto? Jestem czysty i zdrów jak ryba! Chyba że..ty..specjalnie wgryzłaś mi się w dłoń, by zmieszać naszą krew? - wymawiając końcówkę tych słów zacząłem w dzikim szale wywijać lewą ręką, tak by zrzucić pasożyta. Nic to nie dało, kobieta tylko mocniej zaciskała zęby. Zacisnąłem palce prawej dłoni w pięść i zacząłem okładać ją po głowie. Biłem w czoło, w potylice i żuchwę. Za trzecim mocnym uderzeniem w policzek, wypadła jej szczęka. Czułem jak jej przesuwające się zęby trą o moje kostki.

Zdyszany i poraniony, utrzymujący w połowie prostą pozę tylko dzięki sztywnej prawej nodze, odwróciłem się w kierunku wolontariuszki WOŚP, i mówię:
- Badania krwi, tak? To już wiem skąd ta dziwna propozycja.

Wystarczyło, że zrobiłem krok ku "wolontariuszce", a z sufitu, niczym przerażony nietoperz, spłynął na mnie obcy mężczyzna. Nie wiadomo skąd się wziął, ale wiadomo jak wyglądał. Był 56 letnim starcem, z łysiną z przodu i lekkim siwym włosem z tyłu czaszki. Sama czaszka była głęboko pomarszczona a skóra miała barwę ciemnej żółci i brudu. Oczy niezidentyfikowanego koloru, podkrążone wielkimi nakładającymi się na ciebie fałdami skóry i brudu. Zębów praktycznie nie miał, nie licząc trójki i dwójki z góry oraz jedynki z dołu. Zęby były czarne i wypływała z nich dziwna maź. Dziąsła odchodziły z poranionych szczęk. Sama postura starca była.. charakterystyczna. Drobny szkielet z cienką warstwą skóry.

Dziadyga naskoczył na mnie trzymając w swych bezzębnych wargach trzy zanieczyszczone igły. Nic nie mówił tylko siłował się ze mną, i próbował wbić mi je w szyję. Nasza siłaczka trwała dobrych kilka chwil. Zluzował uścisk lewej ręki i lekko rozsunął wargi, tak by móc gibko przechwycić lecące w powietrzu igły. Nie udało mu się to. Silnym uderzeniem w jego lewe ramię odciągnąłem jego dłoń od celu. Przechwyciłem upadającą śmierć. Igły wbiłem mu w oczy. Dwie w prawe oko a trzecią w lewe.

Całkowicie pokiereszowany, zwyciężając niezliczoną liczbę przedziwnych wrogów, wyszedłem na parking szukając swojego samochodu. Nie mogłem jednak znaleźć swojej Ibizy. Nie było jej na miejscu, gdzie wcześniej ją zaparkowałem. Po obu stronach miejsca gdzie zaparkowałem, wciąż stały te same samochody, lecz w środku, gdzie miał stać mój, stał dziwaczny samochód-pokraka. Miał wysokie zawieszenie, ogromne koła bez felg, zamiast karoserii wszędzie były zespawane ze sobą rurki tworzące kontur obcego mi samochodu terenowego. Niepewnie sięgnąłem po pilot i wcisnąłem przycisk otwierania drzwi. Otworzyło...

Wsiadłem i odpaliłem pokrakę kierując się szybko do apteki z laboratorium. Samochód został ciekawie stunningowany przez nieznajomego dowcipnisia. Pod siedzenie podpięto gaz, tak, że wystarczyło usiąść i wcisnąć sprzęgło. Hamulec nie działał, a jego rolę zastąpiło właśnie sprzęgło. Kierownica skręcała, samochód jednak stawiał opory. Z wielki trudem dojechałem do apteki zlokalizowanej przy placu Krakowskim, zaraz za skrzyżowaniem. Pędem wbiegam do apteki krzycząc:
- Ugryzła mnie osoba zarażona wirusem HIV! Natychmiast potrzebuję zażyć leków antywirusowych!

Ekspedient zaskoczony sytuacją zaniemówił. Za to jego klient, mężczyzna w wieku lat trzydziestu, właśnie kupujący truskawkową pasę do zębów swojej dziewięcioletniej córce, wydarł się, informując, że mam zaczekać w kolejce, aż skończy robić zakupy.

Wybiegłem z apteki z zamiarem znalezienia następnej. Za rogiem wpadłem na dużego i postawnego człowieka wraz z grupkę młodzieży. Ów człowiek okazał się być druhem drużynowym grupy harcerskiej.

- Co się z Panem dzieje? - usłyszałem od barczystego olbrzyma w brązowo-zielonym stroju, a od którego bił szczery uśmiech.
- Potrzebuję leków antywirusowych! Gdzie jest następna apteka - nerwowo ripostuję.
- Proszę się uspokoić i pozwolić mi się opatrzyć - odpowiedział, zaprowadzając na trawnik oddalony o jakieś 2-3 metry i robiąc opatrunek z przyulicznych mleczy, innych kwiatów oraz ziół.

....

CDN_JD.

Wszelkie i wszystkie prawa do druku, ekranizacji i zmonetyzowania tej popieprzonej fabuły należą do mnie. :)

4 komentarze

18 lipca 2009, 21:29:14 [Wywiad] Jaworzno na Linuksie: Fakty i plany

Kategorie: Humor, moje_twory | 21:29:14

Do przeczytania na łamach JakiLinux.org oraz na DobreProgramy.pl (rzuć okiem także na nius). Od razu ostrzegam. Wywiad jest bardzo długi, a jego objętość można liczyć na 10 stron o formacie A4.

W tej notatce zbieram komentarze do publikacji. Nie te dotyczące treści, ale te dotyczące mnie samego. Dosyć zabawnie jest czytać opinie o tym, jaki jestem tendencyjny. Na szczęście nikt jeszcze odkrył i nie "krzyknął na głos" kim jest mój pracodawca, więc niech przedstawienie trwa! ;)

DobreProgramy@News

Michał | IPHASH : AI-TM-FR-QB | 18.07.2009, 17:30 Mozilla/5.0 (Windows; U; Windows NT 5.1; pl; rv:1.9.1.1) Gecko/20090715 Firefox/3.5.1
Strasznie stronniczy autor wywiadu... ;/
Wojtek1984 | IPHASH : T8-MP-UD-PQ | 18.07.2009, 18:50 Mozilla/5.0 (Windows; U; Windows NT 5.1; pl; rv:1.9.1.1) Gecko/20090715 Firefox/3.5.1 (.NET CLR 3.5.30729)
Ten wywiad chwilami przypomina małą kłótnię.
Jacek | IPHASH : VW-VV-UM-89 | 18.07.2009, 19:23 Opera/9.80 (X11; Linux x86_64; U; en) Presto/2.2.15 Version/10.00
Questowi-88
co to za cyrk?? ten gość nie ma imienia i nazwiska? Czy się nie przyznaje do tego co zrobił?
Tar | IPHASH : T0-0S-N0-6P | 19.07.2009, 08:50 Mozilla/5.0 (X11; U; Linux i686; en-US; rv:1.9.0.3) Gecko/20081007 Firefox/3.1b1 (Debian)
@Quest-88
Miej jaja publikować pod własnym nazwiskiem.

@Redakcja
Zapewne znacie nazwisko swojego autora, ale należy się to także czytelnikom. Oraz: publikowanie tekstów podpisanych pseudonimem trąci amatorką. (Szanujące się redakcje nie zgadzają się na szantaż autorów uzależniających publikację od przedstawiania ich pseudonimem).

DobreProgramy@Wywiad

Jakub | IPHASH : 88-F5-AH-QJ | 18.07.2009, 16:31 Mozilla/5.0 (X11; U; Linux i686; en-US) AppleWebKit/531.5 (KHTML, like Gecko) Chrome/3.0.194.3 Safari/531.5
Dobry wywiad, chociaż nie oszukujmy się autor miał wyrobioną opinię i dawał temu wyraz nie raz (na 100% wynalzł jakieś błędy OpenOffice do zacytowania przed wywiadem...).
Sławek | IPHASH : UQ-DF-N0-AO | 18.07.2009, 19:12 Mozilla/5.0 (X11; U; Linux x86_64; pl-PL; rv:1.9.1.0) Gecko/20090623 SUSE/3.5.0-7.1 Firefox/3.5
Ciekawy wywiad. Gdzieś tak w środku/pod koniec zszedł z poziomem, lecz na końcu się poprawił.
grrr | IPHASH : P4-T0-CF-GR | 19.07.2009, 14:40 Mozilla/5.0 (X11; U; Linux i686; pl-PL; rv:1.9.1) Gecko/20090703 Shiretoko/3.5
Wywiad ciekawy, mimo kiepskiego poziomu ze strony Pana 'Quest-88'

7 komentarzy

08 lipca 2009, 20:48:39 Katolicy nie kłamali

Kategorie: Humor, życie | 20:48:39

Katolicy nie kłamali mówiąc, że od oglądania porno traci się wzrok!

Wczoraj odbyłem swoją pierwszą w życiu wizytę u okulisty. Pani posadziła mnie na fotelu i kazała patrzeć przez różne szkła w swoich tajemniczych goglach. Po kilkunastu minutach od badania i po rozmowie, chciała umówić się na drugie spotkanie, w sobotę wieczór (niestety nie na randkę ;-). Nie ma pewności czy moje pogorszenie się wzroku jest wynikiem jakiejś postępującej choroby (np. moja matka i jej siostrzenica mają astygmatyzm, ja podobno nie) czy to przesunięcie-czegoś-w-oku (tutaj jest miejsce na trudną nazwę). Badanie ma sprawdzić czy wada jest rzeczywiście wynikiem zbyt długiego siedzenia przy PC, czy choroby. Zabieg ma trwać minimum 40 minut i polegać na zakraplaniu oczu oraz na pobudzaniu ich za pomocą impulsów elektrycznych (WTF?). Po takim zabiegu źrenice będą nienaturalnie szerokie, co spowoduje tak ogromne rozmazanie obrazu, że wręcz ślepotę.

Niewiarygodne? Brzmi jak tortura? Pewnie tym właśnie to jest - niewiarygodną torturą! Jeśli przeżyję (w jednym kawałku), ciąg nastąpi..

10 komentarzy

11 czerwca 2009, 20:27:38 W 1989 r. wszystko się zaczęło.

Kategorie: *Office, Humor | 20:27:38

Microsoft wydał swojego Office'a dokładnie 1 sierpnia 1989 r., czyli niespełna 20 lat temu.

Zaś jego (największy?) konkurent powstał w 2000 r., czyli 9 lat temu.

Sun przez 11 lat nie zajął specyficznej niszy (jak Apple), która mogłaby przynosić zyski, ani nie stworzył dobrego oprogramowania (jak Mozilla), które przyciągnęłoby tłumy. Pomimo otwarcia kodu, działania zgodnie z modnym ruchem i współpracy z kilkoma międzynarodowymi firmami, liczba programistów projektu oscyluje w granicach setki, a listę deweloperów zamyka piętnastka studentów. Sunowi udało się za to upaść cenowo do takiego stopnia, że został wykupiony przez innego gracza. Cóż, może przyszłość pod szyldem OOOo (Oracle OpenOffice.org?) będzie jaśniejsza.

Na razie pozostaje czekać na niespodziankę, którą zgotuje nam Microsoft 1 sierpnia. Może wydadzą jubileuszowy krążek MS Office z wizerunkiem Wałęsy? :D

7 komentarzy

05 października 2007, 22:03:04 Jedyna słuszna opcja.

Kategorie: *Office, Humor, Microsoft, życie | 22:03:04
darmowy hosting obrazków

3 komentarze

26 stycznia 2007, 12:23:15 Najnowszy Testament opracowany wg nauk B.G. ;-)

Kategorie: Humor, Microsoft | 12:23:15
Nieźle się przy tym uśmiałem :) Źródło znajdziesz tutaj, ja dopasowałem tekst tak by walidował się z polskim słownikiem.


Najnowszy Testament

Bill Gates urodził się i nauczał w wieku XX. Był to czas znaków mrocznych i klęsk straszliwych zapowiadających koniec świata. Oto ustępy z Najnowszego Testamentu (v2.5), które zostały spisane przez autorów natchnionych i znających życie Billa.

1. Nauka o supportingu

Przystąpił do Billa jeden z uczniów i spytał: "Panie co mam robić, gdy jakiś palant dzwoni na linie serwisową z banalnym problemem? Czy mam mu wyjaśniać aż 7 razy?" Na to Bill mu odrzekł: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci. Nie 7 lecz 77 razy, ten bowiem kupi nowego Windowsa, kto poradził sobie z poprzednim."

2. Nauka o procesorach

Wtenczas Bill nauczał swoich uczniów w parku. Przystąpili do Niego obłudni użytkownicy Macintosha i spytali: "Mistrzu, w czym procesory AMD ustępują INTELom? Przecież są szybsze, tańsze i tak samo zgodne." I byli szczęśliwi, wiedząc, ze zadali pytanie, na które najwięksi mędrcy bali się odpowiadać. Lecz On tylko rzekł im: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam. Procesory INTELA są lepsze od AMDków, tak samo jak stary Quake II jest lepszy od kolorowego Quake'a III. Tylko ten wejdzie do Doliny Krzemowej, kto używa komputera z Windows i procesorem Intela." Zdumieli się słysząc tak śmiałą i trafną odpowiedź. Wielu szemrało przeciwko Niemu i nazywało lamerem miedzy sobą, gdyż nie mogli znaleźć rady na Jego naukę.

3. Spotkanie z DOSowcami

Bill natenczas wszedł na sympozjum DOSowców i rzekł do nich: "Pokój z wami, moje dzieci. Niech spłynie na was laska Microsoftu." Lecz oni, nie bacząc na wątłość Billa, zaślepieni gniewem rzucili się na Niego. Gdy razem z uczniami zdołał już uciec wystarczająco daleko ci pytali się Go: "Mistrzu, dlaczego nie rozkazałeś ziemi, aby ich pochłonęła, albo, dlaczego nie spaliłeś ich wzrokiem?" Lecz On odpowiedział im tylko: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam. Jest czas strzelania i czas zbierania health'ów."

4. Uzdrowienie opętanego

Bill wraz z uczniami przebywał w gościnie u bogatego kupca. Natenczas przyprowadzili do Niego człowieka szalonego. Toczył on piane z ust i złorzeczył przeciwko Microsoftowi: "Billu Gatesie, nie boje się Ciebie. Linux jest lepszy od NT-ka, sprawniejszy, stabilniejszy, bardziej wygodny, tańszy..." Lecz Bill tylko rzekł: "Zły duchu, zostaw tego usera" I zły duch odszedł, a człowiek śmiał się i tańczył wraz z rodzina, chwaląc Windows i jego twórcę. Użytkownicy Macintosha zaś, widząc to pytali się: "Kim On jest, że ma moc wypędzania złych duchów", lecz uczniowie Jego mówili: "Czyż nie widzicie w Jego słowach kodu źródłowego?" Lecz oni nie widzieli, gdyż znali tylko Apple'a i byli ślepi na świętą naukę.

5. Rozgrzeszenie lamera

Natenczas przystąpił do Billa człowiek, który miał bana na wszystkich polskich kanałach. Bill zaś, widząc jego skruchę, rzekł: "Czy żałujesz przeklinania i puszczania floodów na głównym?" Ten zaś odrzekł: "Żałuje". Wtedy Bill rzekł: "Idź do domu, a przywitasz autoopa na każdym kanale, na jaki wejdziesz" Uczniowie Jego, widząc jak traktował grzesznika, dziwili się bardzo, On zaś odrzekł im: "Czyż nie rozumiecie, że należy dbać o lamerów, gdyż nas utrzymują? Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam. Ten tylko wejdzie do Doliny Krzemowej, kto dwóm lamerom sprzeda trzy kopie Windows."

6. Przypowieść o miłosiernym userze.

Pytali się uczniowie Billa: "Mistrzu, czy to prawda, że ludzie z szybszymi komputerami są lepsi?" Wtenczas Bill zebrał ich kolo siebie i powiedział: "Pewien człowiek wyrzucił przez okno symulacje golfa z 94 roku, bo mu się znów zawiesiła. Przypadkiem szedł tym chodnikiem użytkownik PIV 1,5 Ghz + 256 MB RAMu + GeForce II + dysk 60 GB. Spojrzał na grę i poszedł dalej. Szedł, tedy również właściciel Athlona 1,2 Ghz + 128MB RAMu + TNT2 Ultra + dysk 20 GB. Podniósł ja, obejrzał i ponownie wyrzucił. Przypadkiem jednak przechodził tamtędy użytkownik P200 MMX + 32 Mb RAMu + VooDoo1 + dysk 3,2 GB. Zabrał grę do domu, wyczyścił, wsadził w ładne pudełko i tego samego dnia opchnął na aukcji internetowej jako nowy dodatek do Diablo II. Który z nich zasługuje na wejście do Doliny Krzemowej?" Uczniowie zaś odpowiedzieli zgodnie: "Ten trzeci".

7. Nauki Johna Carmacka

Nauczał wtedy pewien pustelnik i programista imieniem John Carmack. Lecz gdy dowiedział się o przybyciu Billa rzekł: "Oto ja was chrzczę wodą, lecz Ten, który przychodzi chrzcić was będzie czystym silikonem." Pytali Billa uczniowie o Johna Carmacka, On zaś odrzekł im: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam. John to twórca Quake'a, największy z proroków. Lecz nawet najbiedniejszy z Doliny Krzemowej ma więcej forsy od niego." Lecz gdy powiedzieli Mu o uwiezieniu Johna przez graczy Unreal Tournament strapił się bardzo, gdyż wiedział, że i Jego czas próby się zbliżał.

8. Uwięzienie Billa

Wtenczas uwieziono Billa za praktyki monopolistyczne. Było z Nim w celi dwóch skazańców. Jeden zawołał pełen pychy: "Jeśli jesteś władcą Microsoftu, panem Doliny Krzemowej to czemu nie rozkażesz swoim prawnikom nas uwolnić?" Lecz drugi odrzekł mu: "Cicho głupcze, Ten tutaj nic nie uczynił, a my słusznie cierpimy za hackowanie rządowych serwerów." I rzekł do Billa: "Panie, gdy już stad wyjdziesz, wspomóż sędziów przysięgłych małą zapomogą w moim imieniu." Lecz On odrzekł mu: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci. Jeszcze w tym tygodniu będziesz siedział kolo Mnie w zarządzie"

9. Nauka o biednym userze

Gdy nauczał [Bill], zbliżył się do niego przedsiębiorczy user i rzekł: "Panie, używam legalnego softu, nie campuje, gdy gram w Quake'a, zawsze rejestruje nowego Windows. Co mam jeszcze robić, by wejść do Doliny Krzemowej?" Na to Bill mu odrzekł: "Kup najnowszy pakiet Microsoft Office ze zniżką". Zmieszał się wtenczas user bardzo i odszedł smutny, gdyż pakiet ten kosztował tyle co nowy komputer w podstawowej konfiguracji. Natenczas rzekł Bill do swoich uczniów: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam. Prędzej Quake III będzie robił 50 klatek na Voodoo2, niż biedny user wejdzie do Doliny Krzemowej."

7 komentarzy

17 stycznia 2007, 22:09:38 Co jeszcze będzie Open?

Kategorie: Humor, Open Source | 22:09:38

4 komentarze

01 stycznia 2007, 15:29:49 Alegoria do działań Microsoftu w Dilbercie ;)

Kategorie: Humor, Microsoft | 15:29:49

Z życia Dilberta

Interpretacja wydarzeń!

<< Do moich osiągnięć w tym miesiący mogę zaliczyć otwarcie załącznika, który ktoś mi przysłał w e-mailu.
>> To ci zajęło cały miesiąc?
<< To nie było takie proste. Monopol Microsftu doprowadził do sytuacji, w której nasze pakiety biurowe kupione za grubą kasę nie dają rady otworzyć plików utworzonych w nowszych wersjach!
<< Chciałem ściągnąć Viewera, ale przez monopolistyczną pozycję Microsoftu zaniedbano rozwój Internet Explorera na 5 lat! Strona hostująca Viewery została stworzona zgodnie ze standardami, których nie obsługuje IE więc nie mogłem nic zdziałać.
<< Microsoft wypuścił nowszą wersję Internet Explorera oznaczony numerkiem 7.0. Chciałem ją pobrać ale potem okazało się, że nas system nie jest wspierany! Zmusiło mnie to do nabycia Windows Vista!
<< Gdy zainstalowałem Viste, która zawiera IE7 okazało się, że mało jaka aplikacja nam działa. System łączności przez komunikatory nie działał, bo wykorzystywały IE6, kreator od kombajnu HP nie chce działać w Viście. Do tego producent u którego wykupiliśmy subskrypcję na bazę antywirusową nie przystosował swojego software'u i nasze cenne dane są wystawione na pastwę wirusów. Znaczną część oprogramowania byłem zmuszony zaktualizować, a antywirusa na serwerze zastąpić innym rozwiązaniem.
<< Potem okazało się, że nasz dysk jest za mały i musiałem zmodernizować sprzęt!
>> I w tedy udało ci się otworzyć ten plik z e-maila?
<< Tak, śmieszny był.. o kocie


ROTFL :-) oświecił mnie mouser

1 komentarz

26 listopada 2006, 11:31:51 Microsoft spamuje Padu-Padu® ?

Kategorie: Humor, Microsoft | 11:31:51
Ah te nooby..

Ktoś rozsyła mily wygaszacz ekranu- TH - "superman.zip". Jeśli go rozpakujecie w swoim komputerze, to stracicie wszystko! Wasz twardy dysk zostanie zniszczony, a ten "ktoś" uzyska Wasze nazwisko i haslo (password) przez Internet. Nie rozpakowujcie w żadnym wypadku tego wygaszacza ekranu!

O ile wiadomo, wirus został puszczony w obieg od wczoraj. Ta informacja zostala opublikowana wczoraj rano przez Microsoft. Wirus tworzy plik tekstowy w c: /windows/thaurus/jest/super/gosc.txt i tam przetrzymuje dane ktore nastepnie zostaja wyslane przez internet. Prosimy Was o rozpowszechnienie tej informacji do wszystkich. Waszych znajomych, ktorzy mają dostep do Internetu. Prosze skopiujcie i wyślijcie te informacje do kogokolwiek aby ten wirus mogł zostać zablokowany.

Poinformujcie wszystkich ktorych macie na liście znajomych GG i innych przyjacioł info z sieci

A potem ja tym noobom muszę formatować Łindołs :)

Dodaj komentarz

26 października 2006, 22:58:02 A jak dorośniesz to kim chcesz zostać?...

Kategorie: Humor | 22:58:02
Cebulowym Joe ;-)

Dzięki Adaś ;]

1 komentarz

12 października 2006, 20:00:46 Wybierz najlepszą definicję...

Kategorie: Humor | 20:00:46
trolla B-)

1 komentarz

11 października 2006, 16:06:53 SUPER PARTIA KU*WO!!!

Kategorie: Humor, Polityka | 16:06:53

:D znalezione u negriego

8 komentarzy

10 października 2006, 18:18:15 Małżeństwo wg księdza-kucharza :)

Kategorie: Humor | 18:18:15

Mniam... :P

A to cudze, małe herezje. Muszę mu je koniecznie pokazać ;]

Dodaj komentarz

25 czerwca 2006, 10:36:18 *Domo* World

Kategorie: Humor | 10:36:18
Związku z obecnym stanem politycznym w naszym kraju, wielu ludzi ucieka na zachód a inni marzą o ucieczce na daleki Wschód. Znalazłem stronę Japończyka, który jednak marzy o "ucieczce" na daleki Zachód czyli do Polski :O Na swojej stronie opisał czemu Japonia jest do bani i jeśli gdzieś jechać to czemu akurat nie wybierać tego kraju :P Oprócz tego zamieścił krótką informację o zaletach w tym kraju. Jedna tak mnie rozśmieszyła, że chciałbym się nią podzielić :)

Jeśli jeszcze nie tracisz ochoty na życie w Japonii, to moze sądzisz, ze ta strona cała to przesada. Więc przechodzimy do pozytywych stron tego kraju, chociażby bardzo, naprawde, bardzo trudno je znaleźć.

1) Otwórz się, DOMO!

Jakby w bajce, czasem słowo ma magiczną siłę. W Japonii to słowo magiczne nie jest sezamem, ale DOMO. Slowo domo zastępuje wszystkie zwroty używane w życiu codziennym, jak, na przykład: dzień dobry, dobry wieczór, przepraszam, dziękuję, itd. itp. To znaczy, że możesz powiedzieć we wszelkich wypadkach to magiczne slowo domo. To znaczy, że nie trzeba sie uczyć jezyka japońskiego pod warunkiem, że nie będziesz w Japonii dłużej niż 10 dni.

Jak jesteś w Japonii i masz kłopot z sąsiadem, który, na przykład, pije nawet aż do czwartej rano i bardzo hałasuje.

Ty: (pukając do sąsiednich drzwi) Domo. (Halo!)
Sasiad (S): Nandayo, omee, kono gaijin nanka yoka? (Co ty, cudzoziemcu, czego chcesz?)
Ty: Domo. (Przepraszam, że tak późno.)
S: Nanka yoka tte ittendayo. (Mowię, czego chcesz.)
Ty: Domo. (Mam parę słów do Ciebie.)
S: Sorede, nandayo? (No i co?)
Ty: Domo. (Pan hałasuje, poproszę o ciszę.)
S: Wakattayo, neryaa iindaro. (Wiem, mam juz spać.)
Ty: Domo. (Dobrze, że pan zrozumiał.)
S: Shitsurei. (Przepraszam.)
Ty: Domo. (Do widzenia.)

Wszystko pójdzie dobrze, jeśli będziesz mówić domo. Po prostu, słowo domo to jakby magiczne polskie słowo k**wa w specyficznym środowisku.

Niesamowita jest ta Japonia :D Całość tekstów Jina Matsuki znjadziemy na jego stronie :)

4 komentarze

21 czerwca 2006, 20:09:35 I znowu Giertych :)

Kategorie: Humor, Polityka | 20:09:35
Ministerstwo edukacji chce zmniejszyć liczbę godzin wf-u w szkołach. Według pomysłu resortu, uczniowie mieliby zajęcia trzy razy w tygodniu, a dotychczasowa czwarta godzina stałaby się dodatkową godziną z historii.

Minister Roman Giertych w rozmowie z IAR tłumaczy, że uczniowie nic na takiej zmianie nie stracą. Dodaje, że szkoły powinny szukać pieniędzy na pozalekcyjne zajęcia sportowe. "To będzie o wiele lepsze. Dzisiaj niektóre ważne przedmioty mają po 2 godziny, a wf - cztery" - mówi Giertych.

W zeszłym tygodniu minister edukacji zapowiedział rozdział zajęć z historii na historię Polski i historię powszechną. W skład tej pierwszej miałyby wejść elementy wychowania patriotycznego.

Dodatkową, czwartą godzinę wf-u wprowadzono za czasów rządu SLD. [src]

No to czekamy na riposte ze strony TeVałEnu pod tytułem: Minister edukacji pogrąża nasz biedne dzieci w fali otyłości. Kiedy cała Europa alarmuje o zwiększającej się skali zgonów spowodowanych przez choroby serca i wątroby wywołane otyłością, min. Roman Giertych jako jedyny w UE zamiast mobilizować nasze pociechy do ćwiczeń i ruchu na świeżym powietrzu, odbiera im szanse na zdrowe i normalne życie

A może coś takiego już było? :D A może TVN nie jest taki świński jak się wydaje?

Osobiście wolałbym nie wprowadzać takich zmian. To oznacza, że z jednej godziny mniej można uciec ze szkoły :D

4 komentarze

16 czerwca 2006, 19:41:07 Polityczne chomiksy i sport ;) specjalna edycja!

Kategorie: Humor | 19:41:07
Autorem chomików jest Artur Kurasinski.
Grafika przedstawiająca chomiki została pobrana z serwisu http://chomiks.com

2 komentarze

15 czerwca 2006, 21:16:23 Rozporek

Kategorie: Humor | 21:16:23
Zadzwonił telefon a na wyświetlaczu zobaczyłem komunikat "numer prywatny". W słuchawce było słychać śmiechy i muzykę. Wiedziałem, że to dżołk, więc rozpocząłem rozmowę z obcym facetem.

>> Dzień dobry. Czy to Z........?
<< Dzień dobry. Tak. A kto mówi?
>> Mam problem z komputerem, słyszałem, że pan jest w tym dobry...
<< Nie za bardzo. Przepraszam, ale skąd pan ma mój numer?
>> Od znajomego. Może mi pan pomóc?
<< Moge spróbować...
>> Bo wie pan. Włączyłem komputer i zaciął mi się rozporek.
<< Słucham? Mógłby pan powtórzyć?
>> Bo wie pan. Włączyłem komputer i zaciął mi się rozporek. Można to jakoś przez Internet rozwiązać?
<< (WTF?) Mógłby pan jeszcze raz powtórzyć?
>> Włączyłem komputer i zaciął mi się rozporek. Da się przez neta oblokować rozporek?
<< Eee, nie.
>> Dlaczego nie? Teraz wszystko się robi przez Internet?!
<< Po prostu się nie da. Proszę się zwrócić do swojego dostawcy sprzętu.
>> (połączenie zerwane..)

1 komentarz

09 czerwca 2006, 14:38:04 Microsoft Office Live Meeting

Kategorie: *Office, Humor, Microsoft | 14:38:04
Za Alphą :)

Dodaj komentarz

14 maja 2006, 17:42:49 Niekończąca się piosenka

Kategorie: Humor | 17:42:49
o_O

11 komentarzy

13 maja 2006, 11:15:39 Kaczyński ;)

Kategorie: Humor, Polityka | 11:15:39
Filmik z serii "nasz kochany prezydent" ;) Nie róbcie z tego awantury i nie nasyłajcie na mnie policji ;) Nie jestem wrogiem PiSu, ale troszkę się uśmiałem.. ;)

1 komentarz

14 kwietnia 2006, 11:20:03 Internet Explorer ma zespół downa :D

Kategorie: Humor, Open Source | 11:20:03
Firefox Flicks, czyli krótkometrażowe reklamówki trwające 30 sekund są już wyselekcjonowane. Reklama ma trafić do TV więc musi mieć odpowiedni poziom, adekwatny do intelektu ameryknaów ;-) Niektóre są normalne, nudne, życiowe a niektóre śmieszne. Wyłoniłem 3 filmiki, z czego tylko 1 się zakwalifikował do półfinału. Aby je obejrzeć wymagany jest QuickTimes i Flash

#1 Przeglądarki takie jak IE, Netscape i Safari mają downa*
pozycja #1

#2 Mozilla przegania małe, niebieskie "E"
pozycja #2

#3 IE & pornograficzne pop-up'y
pozycja #3

Ciekawostką jest to, że w 1 filmie nie ma Opery :P Czyżby się nie zakwalfikowała do naszego zespołu? :P Druga ciekawostka dotyczy 3 filmu. Przeglądając działa na FF Flicks.com można spotkać się z tendencją pokazywania IE jako starej, niedorobione, dziurawej i przepuszczającej pop-up'y imitacji przeglądarki. Obramowanie okna i zachowanie IE wskazuje, że jest to badziew z Win98. Wiadomo przecież, że toto dopiero po zainstalowaniu SP2 do XP blokuje pop-up'y - za to Firefox jest pokazywany zawsze w niebieskim, brzydkim okienku wskazującym na styl Luna w XP. To są jakaś nieczyste zagrywki.. :D

11 komentarzy

Kontakt JID: quest-88@jabberpl.org
@: adres joggera w domenie o2.pl

Kategorie Archiwum
Nawigacja ↑ W górę


BlogRoll
Status

Powered by Jogger