polski projekt | planeta wiadomości | forum | rozszerzenia | szablony | OpenOffice.org w praktyce | | Jogger
OpenOffice.org Blog

11 lipca 2009, 18:44:12 Mistrz i Małgorzata

Kategorie: Kinematografia, Literatura, muzyka | 18:44:12

Dawno, dawno, dawno, dawno, naprawdę dawno temu, gdy moja dawna miłość sięgnęła po Mistrza i Małgorzatę Bułhakowa, ja zrobiłem to samo. Zacząłem się zaczytywać, lecz niestety skończyło się zaledwie na kilku rozdziałach. Nie pamiętam już co stanęło mi wtedy na przeszkodzie, jednak głowę daję, że były to jakieś paskudne egzaminy, sprawdziany, matury... łotewer. Książkę odstawiłem na półkę, gdzie jej miejsce czyli do domowej biblioteczki.

Wiele miesięcy później w Telewizji Państwowej, w kanale pierwszym udało mi się ujrzeć skrawek ekranizacji Mistrza i Małgorzaty. Owy urywek zachwycał muzyką. Aktorzy również przyciągali do ekranu. Jednak... każdy kto mieszka w tym uroczym kraju i jest zmuszany do płacenia za nadajnik, doskonale zdaje sobie sprawę, że ukochana Telewizja Państwowa rzetelnie wypełnia swoją misję tylko środku nocy, co właściwie uniemożliwia obejrzenie dobrego kina. I tutaj znowu z pomocą przyszły torrenty/warezy. :) Zassałem dziesięcioczęściowy serial, który leży sobie nietknięty już od piętnastu miesięcy. Postanowiłem, że nie obejrzę ekranizacji zanim nie przeczytam powieści, bo serial pewnie będzie słabszy od książki, a poza tym stracę motywację do jej przeczytania.

Potem nastał okres, w którym do gustu przywykło mi czeskie kino (m.in. Butelki Zwrotne, Wycieczkowicze, Bracia Karamazow), i to właśnie w Braciach Karamazow Petra Zelenki pojawił się motyw, w którym aktorzy teatralni odwołują się do rosyjskiej literatury pięknej. Film tak mi się spodobał, że aż zapragnąłem przeczytać powieść Dostojewskiego. Najzabawniejsze jest to, że z powodu własnej ignorancji, pomyliłem Bułhakowa z Dostojewskim i sięgnąłem ponownie po Mistrza i Małgorzatę sądząc, że to powieść pióra Fiodora Dostojewskiego. Przeczytałem pierwszy tom po czym miałem pauzę wywołaną sesją. Potem doczytywałem książkę, a dzisiaj dumnie mogę powiedzieć "done". ;)

Natychmiast zacząłem rewertować co wartościowsze stronice i projektować sobie w wyobraźni jeszcze dokładniejsze obrazy. Robiłem tak chyba z 7 razy, i z każdym razem uznawałem zakończenie za niebywałe dobre, ale i smutne. Zwyczajem geeka rozpocząłem kolekcjonować dane na temat powieściopisarza i filmu, z których wynikało co następuje:

  • Szkoda, że nie zapisywałem co zabawniejszych fragmentów!
  • Ocena książki: 4,5!
  • Bułhakow kreował Mistrza na swoje alterego? Bardzo smutne. :(
  • Bułhakow pisał Mistrza i Małgorzatę 12 lat, dokonywał wielu korekt a i tak zmarł nie ukończywszy swojego dzieła. Jeszcze smutniejsze. :(
  • Epilog z filmu jest po tysiąckroć gorszy od moich projekcji, a na dodatek wycięto wiele istotnych elementów, które chciałbym jednak zobaczyć. Zwyczajnie ich nie ma. Poza tym zejście tytułowych bohaterów - pomimo niemożności sfilmowania tego fragmentu - zostało sfilmowane, i to tak słabo, że człowiek wpada w dziwną konsternację.
  • Muzyka do filmu jest genialna!
  • Ulubiona scena z II tomu: Gdy naga Małgorzata leci na miotle, a naga Natasza na świniaku Mikołaju Iwanowiczu. ;)

Czytając powieść w pewnym momencie zatrzymałem swoją świadomość i pomyślałem sobie: "Cholera! ten Szatan to równy gość!". Jasne, płatał figle, ośmieszał, mordował oszustów i konfidentów sowieckich, ale czego innego można było się spodziewać po Szatanie? To właśnie dobre uczynki w specyficzny dla niego sposób sprawiają, że popadamy w syndrom sztokholmski. Zresztą to co dzieje się na późnych stronach I tomu, dobrze zapowiada cytat z początku powieści:

... Więc kimże w końcu jesteś?

- Jam częścią tej siły,
która wiecznie zła pragnąc,
wiecznie czyni dobro.

J.W. Goethe, Faust

tylko kto pamięta o takim urywku po paruset przeczytanych stronach, plus długiej pauzie w moim przypadku? Nikt! A każde wypowiedziane słowo było dobrze przemyślane, i dopasowane do jeszcze nie poznanych historii. Dla mnie to majstersztyk.

Uwaga, spojler! W poniższej sekcji znajdują się fragmenty wyjawiające zakończenie powieści!

Jedna rzecz, sprawia, że mam ambiwalentne uczucia jeśli chodzi o zakończenie. Woland przyprowadził mistrza w ciemne góry, przed oblicze Piłata, aby ten mógł go uwolnić (i zrobił to za niewypowiedzianym pełnomocnictwem skazanego przez Poncjusza Jeszui, co oznaczało przebaczenie). Tak też się stało, co dobrze opisuje zdanie "Bohater ten odszedł w otchłań, odszedł bezpowrotnie, ułaskawiony w nocy (..)". Następnie czytamy o losach Mistrza i Małgorzaty: "Tak mówiła Małgorzata, idąc z mistrzem w kierunku ich wieczystego domu, i wydawało się mistrzowi, że słowa Małgorzaty szemrzą, tak samo, jak szemrał i szeptał strumień, od którego się oddalali, i świadomość mistrza, niespokojna, pokuta igłami świadomość gasła. Ktoś uwalniał mistrza, tak jak on sam dopiero co uwolnił stworzonego przez siebie bohatera. Bohater ten odszedł w otchłań, odszedł bezpowrotnie, ułaskawiony w nocy (..)" (Roz. "Przebaczenie i wiekuista przystań", str. 528-529)

Czymże więc jest otchłań? Piekłem? Raczej nie, a jeśli tak, za co tam poszli? Czyśćcem? Może. Niebem? W żadnym wypadku!

Zawiłości sprawie dodają dwie wypowiedzi. Jedna szatana, który sugestywnie zmusza mistrza do wybrania otchłani, w której to będzie "przechadzać się ze swoją przyjaciółką pod drzewami wiśni", gdzie "wieczorami będzie słuchać muzyki Schuberta, będzie pisał gęsim piórem przy świecach". Dalej czytamy: "Tam, tylko tam! Czeka już na was dom i stary sługa, goreją świece, które wkrótce pogasną, ponieważ już niebawem powitacie świt. Tą drogą, mistrzu, tylko tą drogą!". Decyzja ta jest wynikiem prośby Jezusa, którzy przekazał ją Szatanowi przez usta Mateusza Lewity.

- On (Jezus - dopisek mój) przeczytał utwór mistrza - zaczął mówić Mateusz Lewita - i prosi cię, abyś zabrał mistrza do siebie i w nagrodę obdarzył go spokojem. Czyż trudno ci to uczynić, duchu zła?
- Nic dla mnie nie jest trudne - odpowiedział Woland - i ty o tym dobrze wiesz. - Milczał przez chwilę, po czym dodał: - A dlaczego nie weźmiecie go do siebie, w światłość?
- On nie zasłużył na światłość, on zasłużył na spokój - ze smutkiem powiedział Lewita.
(Roz. "Przesądzone zostają losy Mistrza i Małgorzaty", str. 497-498)

Mamy trzy warianty tłumaczące ten zamiar. Mniej i bardziej prawdopodobne.
1. Szatan na prośbę Jezusa oszukał mistrza i Małgorzatę (mamiąc ich rajem) i unicestwił ich świadomość (vide: unicestwienie świadomości/głowy Berlioza podczas balu Szatana, i jego słowa "Każdy dostaje to w co wierzy")
2. Mistrz i Małgorzata schodzą do najniższego piętra czyśćca, tak że się zatracają, mają urojenia (vide: strumień, piaszczysta droga, wieczysty dom), a od piekła dzieli ich kratka na wentylację. Wpadają otchłań piekielną i zamiast smażyć się w ogniach, giną.

3. lub po prostu, mamy inny niż Bułhakow pogląd na raj i piekło. Może w zamyśle Bułhakowa piekło to nie miejsce gdzie ludzie do końca świata mieli się męczyć, a zwyczajnie, miejsce, w którym przestawali istnieć (coś jak pozagrobowa kara śmierci) natomiast światłość to nasze niebo, gdzie za sprawiedliwe życie, człowiek mógł zachować swoją świadomość. Szatan tak jak w pierwszym wypadku, oszukał i omamił mistrza, po czym bohaterom pod wpływem przyjemnych iluzji, odebrano świadomość. Może Jezus uznał, że mistrz pomimo oderwania się od ziemskich ciężarów, i tak by strasznie cierpiał z bagażem wspomnień, a światłość nie byłaby nagrodą de facto? A Małgorzatę stracono ponieważ nigdy nie potrafiła żyć bez swojego mistrza.

W epilogu mamy jeszcze inne, niejasne nawiązanie. Były poeta, obecny profesor Instytutu Historii i Filozofii, Iwan "Bezdomny" Nikołajewicz Ponyriow, podczas pełni księżyca śni o Poncjuszu Piłacie oraz o tytułowych bohaterach. Piłat wraz z Jeszuą odchodzą ku księżycowi, a Mistrz i Małgorzata... też odchodzą ku księżycowi. Czy to było nawiedzenie przez stracone dusze, czy może urojenie wywołane wpływem księżyca? Czy otchłań to księżyc (Jezus patrzy na nas z Nieba, a Szatan z Księżyca ;-) ?

Tutaj kończy się fragment wyjawiający zakończenie powieści.

Na koniec, odchodząc od książki i wracając do filmu. Zachęcam do odsłuchania dwóch, podobnych utworów ze ścieżki dźwiękowej. Uważam, że to one nadają klimat filmowi, którego chyba już nie obejrzę. Szatańska muzyka wcale nie musi mieć łatki "death metal" ;)

Igor Korneliuk - Master and Margarita - Intro
Igor Korneliuk - Master and Margarita - Main theme

Jeśli Ci się spodobała i chcesz ją w dobrej jakości (320 kbit/s), zajrzyj do mojego schowka, lub ściągnij z torrenta. Jeśli interesują cię różne ekranizacje, zajrzyj do chomika. Jeśli interesuje Cię książka, zajrzyj do najbliższej biblioteki bądź księgarni. :)

4 komentarze

18 grudnia 2008, 12:35:08 Scott Lynch - Kłamstwa Locke’a Lamory

Kategorie: Literatura, Ogólne | 12:35:08

Wdech i wydech, wdech i wydech, wdech i wydech... - właśnie te czynności, tak charakterystyczne przy każdym porodzie, musiałem wykonywać, aby nie udusić się z wrażenia po skończeniu czytania ostatniej strony powieści.

"Kłamstwami Locke'a Lamory", zostałem obdarowany przez wydawnictwo MAG i właśnie wczoraj skończyłem je czytać. Gdybym napisał, że to dobra książka, popełniłbym niebywałą zbrodnię jaką jest umniejszenie jakości tej powieści bo to właśnie ona sama jest niebywała - jest tak niebywała, że po ostatniej stronie czuje się smutek, że to już koniec przygód tytułowego Locke'a a potem czuje się już tylko rozpierającą radość objawiającą się widoczną nadpobudliwością i żądzą, która wydziera się z twoich ust, i która krzyczy: "Dajcie mi więcej powieści Lyncha!".

"Kłamstwa Locke’a Lamory" to powieść przygodowa, w której znajdziemy wiele różnych cech, zręcznie i elegancko spojonych. Zawiera ona tonę humoru, 5 ton trupów, pól kilo dramatu, gram miłości (uff, ufff) i cały wagon historii o męskiej przyjaźni. Akcja charakteryzuje się nielinearnym ciągiem fabularnym. I bardzo dobrze!

Książka opisuje losy gangu grupki przyjaciół nazywającego się Niecnymi Dżentelmenami, w skład którego wchodzi tytułowy Locke Lamora, Jean Tannen, bliźniacy Calo i Galdo Sanza, Pędrak oraz Ojciec Łańcuch. W powieści pojawia się jeszcze Sabetha - członkinia Niecnych Dżentelmenów, jednak jej obecność jest bardzo symboliczna.

Akcja rozpoczyna się od momentu, gdy mały Locke ma zostać sprzedany przez swojego pana Złodziejmistrza do Świątyni Perelandra, gdzie urzęduje Bezoki Kapłan (Ojciec Łańcuch). Locke staje na rozdrożu, między życiem i śmiercią a od śmierci dzieli go symboliczny miedziak - bo na tyle zostało wycenione jego życie.

Książka jest naprawdę wciągająca i wiele osób już ją zrecenzowało, dlatego ja tego robić nie będę. Wstawię tylko kilka uwag. Początki są trudne. Lynch nakreślił świat pełen niezwykłych krain, którym nadano niezwykłe nazwy, ludzie posługują się niezwykłym językiem a niektóre opisy krain są niezwykle nużące. Czytając nazwy pewnych rzeczy odniosłem wrażenie, że źródłosłowem jest jakiś wyraz z języka węgierskiego. Czytelnik przez pierwsze 114 stron musi mentalnie wrócić do podstawówki i nauczyć się czytać ze zrozumieniem. Mi samemu przyszło to z trudem. Pierwszą "setkę" czytałem na raty, bardzo, bardzo długi czas, jednak - co jest rzadkością - im dalej w las tym lepiej! Następne 400 stron przeczytałem w niecały tydzień, gdzie dysponowałem paroma godzinami dziennie.

Moja ocena tej pozycji w BiblioNETce to 5.


Buszując po sieci odkryłem pewne ciekawostki. Pierwszą było to, że "Kłamstwa Locke'a Lamory" to zaledwie pierwszy tom z cyklu "Niecni Dżentelmeni", i że dostępny jest już drugi tom pt. "Na szkarłatnych morzach". Na anglojęzycznej Wikipedii odkryłem, że cały cykl ma składać się z aż 7 tomów.

  1. The Lies of Locke Lamora (June 2006)
  2. Red Seas Under Red Skies (July 2007)
  3. The Republic of Thieves (February 2009)
  4. The Thorn of Emberlain (forthcoming)
  5. The Ministry of Necessity (forthcoming)
  6. The Mage and the Master Spy (forthcoming)
  7. Inherit the Night (forthcoming)

Drugą niespodzianką było to, że Warner Brothers kupiło prawa do ekranizacji powieści. I teraz zastanawiam się czy tak rozciągnięcie powieści na siedem tomów nie jest m.in. wynikiem zakupu praw przez WB, i czy przez to historia Niecnych Dżentelmenów nie sflaczeje jak np. Złoty Kompas?


Wczoraj wszystkim napotkanym znajomym mówiłem: "Słuchaj! Przeczytałem niesamowitą książkę! Kłamstwa Locke'a Lamory! Jest tak dobra, że mózg mi się zagotował i wyparował!".
No właśnie, go on teraz jest? W stratosferze? :3

1 komentarz

09 października 2008, 18:06:56 Oriana Fallaci - Siła rozumu

Kategorie: Literatura | 18:06:56

Niedawno skończyłem czytać "Siłę Rozumu" Fallaci. Nie będę teraz, rozwodził się nad opisywaniem, co mnie w niej zaciekawiło lub zachwyciło a co zniesmaczyło. Napiszę tylko, że w BiblioNETce wystawiłem książce ocenę 4. Zanotowałem również parę fragmentów, które mógłbym w przyszłości wykorzystać do pracy czy w rozmowach o Islamie. A oto one:

Hallgrim Berg

9 września 1992 roku podczas Zgromadzenia Parlamentarnego Unii Europejskiej w Strasburgu głosowano nad przyjęciem sprawozdania, które sugerowało jeszcze bardziej tolerancyjne traktowanie norm Islamu a które zachęcało również do wprowadzenia studiowania Koranu na wydziałach prawa, teologii, filozofii i historii na uniwersytetach krajów Wspólnoty. Berg zabierając głos, powiedział:

"Panowie, tu już zaczynamy wpuszczać się w maliny. To sprawozdanie nie ma nic wspólnego z Kulturą Islamską widzianą z perspektywy czasu i nie jest tak niewinne, jak się wydaje. Nie jest przede wszystkim dlatego, że nie poświęca ani słowa ohydnemu traktowaniu kobiet w kulturze islamskiej. Ta rzeczywistość jest przez was całkowicie ignorowana, całkowicie zaciemniana pod pretekstem, że na temat Islamu Zachód opowiadał zawsze stek kłamstw. A ja nie będę głosował za sprawozdaniem, które zamiast zająć stanowisko na temat dramatu kobiet muzułmańskich, ukrywa go. Sprawozdaniem, które zamiast poruszyć kwestię Praw Człowieka w Islamie, unika jej. Sprawozdaniem, które choć mówi o Prawach Człowieka, nie żąda od Islamu poszanowania Praw Człowieka. Sprawozdaniem, które ponadto przemilcza prawdę o problemie palestyńskim, o szerzeniu się fundamentalizmu, o negatywnych aspektach Islamu. Aspektach, które z dnia na dzień rozrastają się w zatrważający sposób i które dławią Dialog Europejsko-Arabski. Panowie, wy nie usprawiedliwiacie dialogu. To monolog na cześć Islamu. Solilokwium, w którym w imię liberalnego myślenia, intelektualnej wspaniałomyślności, na rzeczy patrzy się tylko z jednej strony. Ale liberalne myślenie i wspaniałomyślność intelektualna nie przynoszą skutku, kiedy występują tylko po jednej stronie. Domagacie się na przykład wycofania materiałów szkolnych, w których nie mówi się o wkładzie-Islamu-w-rozwój-kultury-europejskiej. A oni? mamy jakiś powód, aby wierzyć, że oni zamierzają zrobić to samo, to znaczy uzmysłowić w krajach islamskich wielki wkład, jaki Chrześcijaństwo i wartości Zachodu wniosły gdziekolwiek i w cokolwiek? Żądacie też wprowadzenia do naszego systemu szkolnictwa, czyli na nasze uniwersytety, w szczególności na nasze wydziały prawa, studiów nad Prawem Koranicznym. A oni? Mamy jakikolwiek powód, by utrzymywać, że studiowanie naszych praw i naszej myśli zostanie wprowadzone na ich wydziały prawa, na ich uniwersytety, do ich szkół? Panowie, wasze sprawozdanie nie jest dokumentem o charakterze kulturalnym. To dokument polityczny, który służy jedynie poparciu interesów Islamu w Europie. W imię demokracji proszę, aby został ponownie przejrzany, przedyskutowany (..)"

po czym przewodniczący Zgromadzenia, Jacques Santer, odebrał mu prawo głosu. Wniosek Hallgrima Berga został odrzucony a sprawozdanie zostało przegłosowane. Oficjalnie stało się Recommandation 1162 sur à la Culture Européenne (fr).[1]

Informacja: Ten sam wpis dostępny jest również w zasobach Wikipedii.

Pedofilia jest legalna w islamie

Fragment ten jest potwierdzeniem tezy użytkownika Wykop.pl, który dodał znalezisko o takim samym tytule.

W roku 1979, czyli wtedy, gdy mułłowie i ajatollahowie zdetronizowali Szacha i utworzyli Islamską Republikę Iranu, Chomeini wygrzebał z Koranu rozmaite Sury. W szczególności te, które dotyczyły seksualnych zwyczajów szyitów. W oparciu o owe Sury, sporządził zbiór norm, które zebrał w vademecum zatytułowanym "Błękitna Księga", i pewne fragmenty owej "Błękitnej Księgi" zostały opublikowane we Włoszech ze zjadliwym tytułem"Dziesięcioro Przykazań Chomeiniego". Jakiś czas temu Dziesięcioro Przykazań Chomeiniego (których zresztą jest co najmniej dwadzieścia) ponownie wpadło mi w ręce. przeczytałam je jeszcze raz i... Jedno z nich mówi: "Jeśli kobieta utrzymuje stosunki cielesne z przyszłym mężem, ten po poślubieniu jej ma prawo żądać unieważnienia małżeństwa". Inne natomiast: "Małżeństwo z własną siostrą, z własną matką lub z własną teściową jest grzechem". Jeszcze inne: "Mężczyzna, który utrzymywał stosunki seksualne z własną ciotką, nie może poślubić jej córki, czyli swojej kuzynki". Jeszcze inne: "Muzułmańska kobieta nie może poślubić heretyka ani muzułmański mężczyzna nie może poślubić heretyczki. Jednakże muzułmański mężczyzna może utrzymywać związki pozamałżeńskie z kobietami żydowskimi i chrześcijankami". Inne: "Jeśli ojciec ma trzy córki i chce, aby jedna z nich wyszła za mąż, w momencie małżeństwa musi sprecyzować, którą córkę oddaje". Inne: "Małżeństwo może zostać unieważnione, jeśli po ślubie małżonek odkryje, że małżonka jest kulawa lub ślepa, lub dotknięta przed trąd czy inne choroby skóry". Inne (naprawdę przerażające, ponieważ dotyczy żon, które ukończyły dziewięć lat, doszły do wieku, od jakiego małżeństwo jest dopuszczalne). "Jeśli mężczyzna poślubia nieletnią, która skończyła dziewięć lat i przerywa natychmiast jej błonę dziewiczą, nie może więcej z niej korzystać". Inne (jeszcze bardziej przerażające, ponieważ wynika z niego, że dziewczynkę można posiąść, zanim skończy dziewięć lat): "Jeśli kobieta owdowiała lub została porzucona nie skończyła dziewięciu lat, może ponownie wyjść za mąż po owdowieniu albo porzuceniu, bez odczekiwania zalecanych czterech miesięcy i dziesięciu dni. Także, jeżeli z pierwszym mężem miała niedawno stosunki intymne". Inne: "Jeśli żona nie jest powolna mężowi i nie jest zawsze do dyspozycji dla jego przyjemności albo szuka wymówek, żeby go nie zabawić, mąż nie musi jej zapewniać ani jedzenia, ani ubrań, ani schronienia". Inne: "matka i córka, i siostra mężczyzny, który utrzymywał stosunki analne z innym mężczyzną, nie mogą poślubić tego drugiego. Jednakże jeśli ten drugi utrzymywał lub utrzymuje stosunki analne z krewnym swojej żony, małżeństwo pozostaje ważne". Wreszcie: "Mężczyzna, który miał stosunki seksualne ze zwierzęciem, na przykład owcą, nie może jeść jego mięsa. Popadłby w grzech". [2]

Jestem chrześcijanką-ateistką

Jestem chrześcijanką-ateistką. Nie wierzę w to, co rozumiemy pod pojęciem Boga. Już to napisałam w mojej pierwszej "Sferze Armilitarnej". Od dnia, w którym zdałam sobie sprawę, że nie wierzę (rzecz, która nastąpiła bardzo wcześnie, czyli kiedy jako dziewczynka zaczęłam głowić się nad przerażającym zagadnieniem: jest-Bóg-czy-też-go-nie-ma), myślę, że to ludzie wymyślili go z samotności, bezsilności, rozpaczy. Czyli po to, by dać odpowiedź na zagadkę egzystencji, aby złagodzić nierozwiązywalne pytania, które życie rzuca nam w twarz... Kim jesteśmy, skąd przybywamy, dokąd idziemy. Co było przed nami i przed tymi światami, miliardami światów, które z taką precyzją krążą po wszechświecie. Co będzie z nami później... Myślę, że wymyślili go także ze słabości, czyli ze strachu przed życiem i umieraniem. Życie jest bardzo trudne, umieranie jest zawsze nieprzyjemne, a idea Boga, która pomaga stawić czoło tym dwóm zjawiskom, może przynieść bezbrzeżną ulgę: rozumiem to dobrze. W gruncie rzeczy zazdroszczę tym, którzy wierzą. Czasami jestem o to wręcz zawistna. Nigdy jednak do tego stopnia, by wzbudzić w sobie podejrzenie, czyli nadzieję, ze ów Bóg mógłby istnieć. Że przy tych wszystkich miliardach światów miałby czas i sposoby, żeby mnie odnaleźć, zatroszczyć się o mnie. Ergo, daję sobie radę sama. jakby to nie wystarczyło, źle znoszę Kościoły. Ich dogmaty, ich liturgię, ich rzekomy autorytet duchowy, ich władzę. A z księżmi nie za bardzo dochodzę do porozumienia. Nawet gdy chodzi o osoby inteligentne lub bez winy, nie jestem w stanie zapomnieć, że służą tej władzy, i zawsze przychodzi moment , że mój wrodzony antyklerykalizm znów się pojawia. moment, w jakim uśmiecham się do zjawy mojego dziadka ze strony matki, który był dziewiętnastowiecznym anarchistą i śpiewał: "Bebechami księży wydusimy królów." Mimo to, powtarzam, jestem chrześcijanką.

Jestem nią, chociaż odrzucam wiele nakazów chrześcijaństwa. Na przykład tę historię z nadstawianiem drugiego policzka, z wybaczaniem. (To błąd, który rozzuchwala zło i którego nigdy nie popełniłam). A jestem nią, ponieważ podoba mi się myśl leżąca u podłoża chrześcijaństwa. Przekonuje mnie. Pociąga mnie do takiego stopnia, ze nie znajduję w niej żadnej sprzeczności z moim ateizmem i z moim laicyzmem. Mówię o myśli Jezusa z Nazaretu, oczywiście, nie o tej przetworzonej czy wypaczonej przez Kościół Katolicki, a także przez Kościoły Protestanckie. Myśli, chcę przez to powiedzieć, która przechodząc nad metafizyką koncentruje się na Człowieku. Która uznając wolną wolę, czyli przywracając Człowiekowi świadomość, czyni nas odpowiedzialnymi za nasze postępowanie, panami naszego losu. Dostrzegam hymn na cześć Rozumu, na cześć rozsądku, w tej myśli. A ponieważ tam, gdzie jest rozsądek, tam jest i wybór, gdzie jest wybór, tam jest i wolność, dostrzegam w niej hymn na cześć Wolności. Jednocześnie dostrzegam w niej zwycięstwo nad Bogiem wymyślonym przez ludzi z samotności, bezsilności, rozpaczy, słabości, ze strachu przed życiem i przed śmiercią. Dostrzegam w niej zmierzch abstrakcyjnego, wszechwładnego, bezwzględnego Boga niemal wszystkich religii. Zeusa, który spopiela swoimi pierunami, Jehowy, który szantażuje swoimi groźbami i zemstą Allacha, który dręczy swoimi okrucieństwami i niedorzecznościami. I zamiast tych niewidzialnych, niedotykalnych tyranów pomysł, na który nikt nigdy nie wpadł, a w każdym razie nikt o nigdy nie rozgłosił. Pomysł Boga, który staje się Człowiekiem, czy też pomysł Człowieka, który staje się Bogiem, Bogiem samego siebie. Bogiem z dwiema rękami, i dwiema nogami, Bogiem z krwi i kości, który trudzi się, żeby przeprowadzić lub próbować przeprowadzić Rewolucję Duszy. Który opowiadając o Stwórcy zasiadającym w Niebie (inaczej kto by go słuchał? kto by go zrozumiał?) przedstawia siebie jako jego syna i tłumaczy, że wszyscy ludzie są jego braćmi, a zatem synami tegoż Boga, i że mogą robić użytek ze swojej boskiej cząstki. Robić z niej użytek, czyniąc Dobro, które jest owocem Rozumu, Wolności, siejąc Miłość, która bardziej jeszcze niż uczuciem jest rozumowaniem. Sylogizmem lub raczej entymematem, z którego wyciągasz wniosek, że dobro jest inteligencją, a zło głupotą. Bogiem, wreszcie, który dramatowi Etyki stawia czoła jak człowiek. Z umysłem człowieka, z sercem człowieka, ze słowami człowieka, z czynami człowieka, bynajmniej nie z łagodnością! Nie ze słodyczą, nie z czułością pozwólcie-dzieciom-przyjść-do-mnie! Jak człowiek daje w skórę faryzeuszom, rabinom, którzy kupczą religią. Jak człowiek stawia czoło zagadnieniu laicyzmu: oddajcie-cesarzowi-co-cesarskie-a-Bogu-co-boskie. Jak człowiek powstrzymuje łajdaków, którzy zamierzają ukamienować cudzołożnicę: -kto-jest-bez-winy-niech-pierwszy-rzuci-kamień. jak człowiek grzmi przeciwko niewolnictwu, a kto kiedykolwiek wcześniej grzmiał przeciwko niewolnictwu?!? Kto kiedykolwiek powiedział, że niewolnictwo jest nie do przyjęcia, nie do dopuszczenia, nie do pomyślenia? Jak człowiek, wreszcie, bije się sam ze sobą. gryzie się, trapi się, błądzi, cierpi, bez wątpienia grzeszy i w końcu umiera. Umiera nie umierając, ponieważ życie nie umiera. Zawsze się odradza, zawsze zmartwychwstaje, jest nieśmiertelne. I wraz z refleksją nad Rozumem, idea Życia, które nie umiera, to punkt, jaki przekonuje mnie najbardziej. Który mnie najbardziej pociąga. Ponieważ widzę w nim odrzucenie Śmierci, apoteozę Życia. Namiętność do Życia, które jest złe, tak, zjada samo siebie, ale jest Życiem, a przeciwieństwem Życia jest nicość. To, krótko mówiąc, wartości, na których opiera się nasza kultura [3]

Ilość a nie jakość głupcze!

Garibaldi (..) wyparł Papieża (..) zabrał mu Państwo Kościelne, wysłał go do Watykanu. Wypędzając go, nauczył nas laicyzmu, koncepcji-wolnego-Kościoła-wolnym-Państwie. Nauczył nam także innych rzeczy nie do pogardzenia. Na początek miłości do ojczyzny. Dumy z własnej tożsamości narodowej. Wartości honoru, obowiązku, godności. Dobrych manier, szacunku dla starszych, walorów jakości, czyli zasług. Politycznie Poprawne miernoty zawsze negują zasługi. Zastępują zawsze jakość przez ilość. Lecz to jakoś wprawia świat w ruch, moi drodzy, nie ilość. Świat idzie naprzód dzięki tym nielicznym, którzy posiadają przymioty, którzy są wartościowi, którzy coś dają, nie dzięki wam, którzy jesteście liczni i głupi. Ale faktem jest, że walka wyniszcza, męczy. A stanie u steru deprawuje. [4]

Ideowy faszysta, kryptokomunista

Umarła nie opłakiwana, ta dama minionej chwały, która dowodziła Risorgimento i Wojnami o Niepodległość. Która dała nam Konstytucję i Parlamenty, i demokrację, i powszechne wybory. Umarła jak nędzna ulicznica. Pohańbiona, poniżona, niepomna tych szlachetnych rzeczy, których nas nauczyła. I już się nigdy nie odrodziła. W rzeczywistości Musssolini nie był człowiekiem Prawicy. Wywodził się z partii socjalistów, z Czerwonego Tygodnia. Był w więzieniu z Nennim, redagował Avanti!, wychwalał wzięcie Pałacu Zimowego , podziwiał Lenina i Trockiego. Jego Narodowa Partia Faszystowska nie była partią prawicową. Tak jak Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników Hitlera była lub chciała być, lub mówiła, że jest partią rewolucyjną. Jego Czarne Gałgany nie były arystokratami w stylu Federica Confalonieriego albo Massima d'Azegilo, albo Cavoura. Były proletariuszami i drobnomieszczaństwem, wywrotowcami wywodzącymi się z wulgarnej i agresywnej Lewicy, która zawsze była nieszczęściem Włoch. (Nieprzypadkowo całe rzeki atramentu zostały wylane na temat czerwonych korzeni faszyzmu, na temat czerwonej natury faszyzmu). A tym mniej z Prawicy była owa Demokracja Chrześcijańska, która po upadku faszyzmu wyciągnęła dłoń po Włochy i trzymała je w garści przez czterdzieści lat. Była partią ludową, populistyczną i ludową, partią demochrześcijańską. A co do partii liberałów, to w okresie powojennym była ona już tylko zjawą. Klubem przegranych, którzy mogliby się pomieścić, jak mówili ich przeciwnicy, w budce telefonicznej. A dzisiaj słowo prawica brzmi jak obelga. Rodzaj wyzwiska, zniewagi, i sam Kawaler wypowiada je z rzadka i ostrożnie. W istocie usprawiedliwia je zawsze uspokajającym terminem Centrum, tym samym, którym Lewica zasłania się bezwstydnie, i gdy tylko może, cytuje De Gasperiego albo don Sturza. (Pewnego razu, naprawdę, cytował Luigiego Einaudi. Co sprawiło mi dużą przykrość ze względu na Einaudiego. Innym razem cytował wręcz Carla Rossellego. To coś, za co chciałam mu wydrapać oczy. Jednak zazwyczaj preferuje chadeków.)

A zatem powiedz mi: kto dzisiaj we Włoszech jest z Prawicy? Kto z lekkim sercem używa słowa, które brzmi jak obelga, jak wyzwisko, jak zniewaga? Kto się identyfikuje z pełną chwały damą, zmarłą w pohańbieniu, w poniżeniu, niepomną tych szlachetnych rzeczy, których nas nauczyła? Z pewnością nie ci, którzy nazywają swoją partię Sojuszem narodowym: historycznie i ideologicznie to popłuczyny po nijakim Włoskim Ruchu Społecznym, który w swoich czasach był popłuczynami po Republice Społecznej Mussoliniego. A zatem są ludźmi tej prawicy, która od Lewicy różni się zaledwie tym, co na stadionach odróżnia jedną drużynę piłki nożnej od drużyny jej przeciwników: kolorem koszulek i spodenek, stylem gry, wystarczy ponownie przeczytać artykuł, który 17 czerwca 1944 roku (na pięćdziesiąt sześć dni, zanim Alianci oswobodzili Florencję) ukazał się w Italia e Civiltà, czasopiśmie, które to faszystowscy republikanie z Salo drukowali w Toskanii. Artykuł, który głosili: "Niechaj wiedzą Roosevelt i Churchill, i ich wspólnicy, że najbardziej światli faszyści zawsze uważali komunizm za jedyną żywą i przeciwną wobec nich siłę. Prawdziwego nieprzyjaciela rozpoznawali zawsze, bardziej niż w Rosji, w plutokratycznej Anglii i plutokratycznej Ameryce. faszyści nigdy nie godzili się na wiele punktów komunizmu, istotnie, ale także zgadzali co do wielu innych. A ściślej, co do tego, czego i jedni, i drudzy nie chcą: anachronicznego, liberalnego społeczeństwa, mieszczańskiego, kapitalistycznego". I dalej: "Niech wiedzą zatem Rooseveltowie i Churchillowie, i ich wspólnicy, że tam gdzie zwycięstwo nie przypadłoby Trójporozumieniu , większość ideowych, ocalałych z tragedii faszystów przeszłaby na komunizm. Zawiązałaby z nim porozumienie i tak przekroczyła fosę, która dzisiaj oddziela te dwie rewolucje."[5]

Opis tortur

Poniższa treść to fragment listu, który Fallaci skierowała do szefowej Czerwonych Brygad, która to publicznie (pomimo sądowego zakazu), podczas swojej rozprawy, w której była oskarżona o zabicie policjanta, wygłosiła odezwę wychwalającą "wartościowy nacjonalizm iracki" po tym jak "Ruch Oporu" iraccy terroryści zamordowali dziewiętnastu Włochów.

(..) Nie ma Pani żadnego prawa do używania terminu Ruch Oporu. Nie ma Pani żadnego prawa do porównywania islamskich rzezi z walką, którą nasi ojcowie (albo niektórzy z naszych ojców) prowadzili, żeby przywrócić wolność, w której Pani się urodziła i którą wykorzystuje jak szakal. Czy panie wie, o czym mowa, kiedy mówi Pani o Ruchu Oporu?!? Mowa o szubienicach, o plutonach egzekucyjnych, o piecach krematoryjnych. Mowa o przesłuchaniach prowadzonych za pomocą tortur. O wyrywanych paznokciach, o spalonych podeszwach stóp, o biciu kijem po twarzy, o niedopałkach gaszonych na sutkach i na oczach, o rażeniu prądem genitaliów i waginy, o urynie oddawanej do gardła, aż się dusisz. O rzeczach, krótko mówiąc, w obliczu których umarłaby Pani ze strachu. Na biegunkę i ze strachu. Pani wyborowi strzelcy, idem. Mowa także o śmierdzących i ciemnych celach, gdzie do spania masz tylko mokrą posadzkę, a, żeby się wypróżnić, kubeł po brzegi pełen gówna. Gdzie myszy gryzą twoje rany, a karaluchy pływają w powodującej mdłości zawiesinie, którą strażnicy nazywają zupą. I żadnych parlamentarzystów, którzy się nad tobą użalają, żadnych dziennikarzy, którzy dają ci rozgłos. Panienko, to łatwe, pozować na bojowniczkę w ustroju wolności i demokracji. To łatwe, głosić i siać śmierć w kraju, który morderców nie każe karą śmierci. [6]

Czytałem:


Fallaci Oriana. Siła Rozumu, Warszawa 2004, Wydawnictwo Cyklady, Wydanie pierwsze.


[1] Akapit ten został stylistycznie przeredagowany na potrzeby Wikipedii. Sens wypowiedzi nie uległ zmianie. Nazwisko przewodniczącego Zgromadzenia nie występuje w treści książki. Zostało ono wyszukane w Wikipedii po datach urzędowania, które były niekompletne, co za tym idzie, nie daję stu procentowej gwarancji na prawdziwość nazwiska. Fragmenty te znajdziemy na stronach 175-176, 185-187.
[2] Strony 239-241 (pierwszy akapit rozdziału 11.)
[3] Strony 205-209 (dwa pierwsze akapity rozdziału 9.)
[4] Strona 222
[5] Strony 224-227
[6] Fragment liściku. Strona 200

Ps. W książce zaciekawiły mnie jeszcze trzy kwestie. Dlaczego lewica tak usilnie propaguje wyparcie chrześcijaństwa przez Islam (chodzi o proletariat, wybory..), wypowiedź Włoszki, która przeszła na Islam i odgraża się zniszczeniem Zachodu poprzez... ogromną liczbę urodzeń dzieci oraz fragment o wpędzanie Włochów w kompleksy przez krajowych oraz zagranicznych polityków. Identyczna sytuacja znana z Polski. Niestety nie zaznaczyłem tych fragmentów. Może ktoś pomóc?

10 komentarzy

18 lipca 2006, 00:22:42 pro publico bono czyli o dostępności książek

Kategorie: Literatura | 00:22:42
W tym kraju jest strasznie ciężki dostęp do książek. Z bibliotekach są dostępne jedynie oklepane, wszystkim znane książki w małych nakładach. Gdy chciałem wypożyczyć "Przewodnik po etyce" okazało się, że takiej książki nie ma (za to był "Unix dla opornych" autorstwa Mad doga ;-) Poszperałem po internetowych księgarniach i okazało się, że książka kosztuje 42 zł. Z kosztami przesyłki "za pobraniem" byłoby to Jeśli już znajdziemy interesującą dla nas książkę to okazuje się, że jest poza naszym zasięgiem finansowym.

2 komentarze

20 maja 2006, 20:22:32 Futurystyczna wizja eutanazji

Kategorie: Literatura | 20:22:32
Dziś pod kursor wpadła mi kolejna pozycja, którą umieszczam w katalogu /eBooki. Napisałbym recenzję ale nie wiem jak zacząć by nie wyjawić ciekawych faktów... :) Mogę napisać jedynie, że jest to książka o nieschematycznej fabule. Akcje są dynamiczne a postacie barwne i zaskakujące. Naprawdę warto przeczytać!

Tomasz Kołodziejczak - Wstań i idź

typ: .pdf
waga: 330 kB
objętość: 47 stron

1 komentarz

09 kwietnia 2006, 18:53:22 Literatura....

Kategorie: Dumanie, Literatura | 18:53:22
Fragment Lalki, Bolesława Prusa:

(..) Z domu pan Ignacy wychodził rzadko i na krótko i zwykle kręcił się po ulicach, na których mieszkali jego koledzy albo oficjaliści sklepu. Wówczas jego ciemnozielona algierka lub tabaczkowy surdut, popielate spodnie z czarnym lampasem i wypłowiały cylinder, nade wszystko zaś jego nieśmiałe zachowanie się zwracały powszechną uwagę. Pan Ignacy wiedział to i coraz bardziej zniechęcał się do spacerów. Wolał przy święcie kłaść się na łóżku i całymi godzinami patrzeć w swoje zakratowane okno, za którym widać było szary mur sąsiedniego domu, ozdobiony jednym jedynym, również zakratowanym oknem, gdzie czasami stał garnczek masła albo wisiały zwłoki zająca. Lecz im mniej wychodził, tym częściej marzył o jakiejś dalekiej podróży na wieś lub za granicę. Coraz częściej spotykał we snach zielone pola i ciemne bory, po których błąkałby się, przypominając sobie młode czasy. Powoli zbudziła się w nim głucha tęsknota do tych krajobrazów, więc postanowił natychmiast po powrocie Wokulskiego wyjechać gdzieś na całe lato. - Choć raz przed śmiercią, ale na kilka miesięcy - mówił kolegom, którzy nie wiadomo dlaczego uśmiechali się z tych projektów. Dobrowolnie odcięty od natury i ludzi, utopiony w wartkim, ale ciasnym wirze sklepowych interesów, czuł coraz mocniej potrzebę wymiany myśli. A ponieważ jednym nie ufał, inni go nie chcieli słuchać, a Wokulskiego nie było, więc rozmawiał sam z sobą i - w największym sekrecie pisywał pamiętnik.

Całość można wydrukować z tej strony
Przy okazji chciałbym polecić tekst Marii Konopnickiej - Mendel Gdański! Bardzo dobra nowela. Przez zastosowanie dialektyzacji trochę ciężko się czyta lecz warto... To co mnie skłoniło aby polecic tą nowelkę to ostatni paragraf...

1 komentarz

Kontakt JID: quest-88@jabberpl.org
@: adres joggera w domenie o2.pl

Kategorie Archiwum
Nawigacja ↑ W górę


BlogRoll
Status

Powered by Jogger