Gdy powiedziało się A, trzeba także powiedzieć B.
Podrzuciłem link do swojej notatki jednemu z newsmenów DobrychProgramów. W odpowiedzi przeczytałem kilka gorzkich słów oraz obietnicę wyjaśnienia sprawy. Postawiono mi między innymi zarzut robienia złej prasy oraz robienia szopki w celu zdobycia poklasku w komentarzach (i pewnie za przytoczenie tych słów też mi się dostanie). Nie mogę nie przyznać częściowej racji autorowi tych zarzutów. Spoglądając na komentarze do wcześniejszego wpisu, nie można też nie zauważyć tych komentujących, którzy wylewali pomyje na serwis, w stworzenie którego włożono mnóstwo energii, a który ma teraz 5 milionów czytelników.
Mogłem też stworzyć coś w stylu "złej prasy", ale czy faktycznie to zrobiłem? Wiedząc jak emocjonalnie reagują ludzie na tak chwytliwe hasła jak "kradzież", dopilnowałem by moje rzeczywiste intencje były wystarczająco dobrze uwypuklone na końcu notki. Później je rozszerzałem, gdy uznano je za niewystarczające.
A dlaczego napisałem "coś w stylu "złej prasy"? Bo nie uważam, aby wortal takiej miary jak DobreProgramy mógł brać odpowiedzialność za niedoświadczonych newsmanów, pospolitych świeżaków, którzy odbywają tylko staż. Natomiast w ogóle nie zgadzam się z zarzutem zdobywania poklasku w komentarzach. Niby w jakim celu? Aby zwiększyć liczbę odsłon i móc wstawić reklamy kontekstowe? Przez cały dzień uzbierało się 15 komentarzy. A może chciałem tylko połechtać swoje ego?
Dajmy sobie z tym spokój. Tak czy inaczej, postanowiłem wyłączyć komentarze do tego wpisu, a poprzedni wpis przeniosłem na wyższy poziom, by dalej nie robić złej prasy, i aby pamiętać jak nie pisać, niewyważonych notatek.
Przechodząc do meritum. Z redakcją tego serwisu dobrze się dogadywałem od bardzo dawna. Podsyłałem niusy lub dawałem cynk o nowych wydarzeniach, publikowano moje wywiady lub informowano publikę o nich na stronie głównej. Wszystko było (i jest) lepiej niż tylko OK. Potem zobaczyłem niusa, który uznałem za przeróbkę mojego, opublikowanego na OSNews.pl. Pierwsza myśl jak przyszła mi do głowy, to, że faktycznie ktoś "ukradł" moją informację, natomiast słowo "ukradł" miało mieć zdecydowanie humorystyczno-głupkowaty wydźwięk, i taki miało wśród kamratów, którym pokazywałem wiadomość ("kradną moje dane, czy to już jest marka?
"). Panom z DobrychProgramów, gdy zobaczyli nagłówek, na pewno nie było do śmiechu, ale mnie to bawiło (nie śmieszne to co śmieszne, ale to co kogo bawi). Bawiło tym bardziej, że ani ja, ani nikt ze znajomych nie traktował tego poważnie. Wytłuściłem swoje intencje na samym dole strony, aby do każdego dotarły. Nagłówka nie można też było brać poważnie z innego, prostego powodu. Jestem osobą, która dzieli się tekstami na licencji CC, a fotografiami na CC i PD. Znaczenie zdania "kradzież własności intelektualnej" w moim słowniku nie występuje. My po prostu na nowo wypowiadamy te same słowa, które ktoś wcześniej wypowiedział. Mimo wszystko muszę przyznać, że prawdopodobnie większość komentujących mogła odebrać ten nagłówek na opak (tylko dlaczego? Czyżby nie umieli czytać bądź nie czytali całej treści?). To kolejny powód dla którego zdecydowałem się ukryć wpis.
"Kradzież" to był pierwszy, niepoważny i niefortunny problem, który postawiłem. Drugi, ten istotniejszy i rzeczywisty to niepodanie źródła. Gdy już ukryłem wpis, odezwał się do mnie Docent z oficjalnym stanowiskiem. Nie zdążył z jego publikacją w komentarzach, więc mam obowiązek przedstawienia go tutaj.
Witam,
Reprezentuję redakcję vortalu dobreprogramy i chciałbym napisać tutaj kilka słów wyjaśnienia.
Po pierwsze, wszelkie kwestie związane z możliwymi naruszeniami praw autorskich traktujemy bardzo poważnie. Podjęliśmy zatem wszelkie starania, by razem z Nicolassem - autorem spornego newsa - wyjaśnić całą tę sytuację. Z przeprowadzonej w redakcji analizy treści materiału, analizy treści informacji dostępnych na blogu OpenOffice i mojej najlepszej wiedzy wynika, że nie ma mowy o jakimkolwiek, nawet częściowym plagiacie. News istotnie wykazuje pewne podobieństwa, ale z całą pewnością nie pozwalają one stwierdzić, że materiał opublikowany przez Nicolassa był inspirowany treścią Questa.
Po drugie, osobiście jestem wręcz zaskoczony pretensjonalną formą powyższej publikacji. Kategorycznie nie zgadzam się z tytułem "Okradli mnie z własności intelektualnej", nawet jeśli to bądź co bądź poważne oskarżenie miałbym traktować "z przymróżeniem oka". Quest, znamy się osobiście, mogliśmy o tym po prostu porozmawiać - mam głęboką nadzieję, że w przyszłości unikniemy niepotrzebnych i bezzasadnych publicznych oskarżeń.
Chwila! Plagiat to podpisywanie się pod cudzym tekstem swoim nazwiskiem. Tutaj chodziło tylko o podanie źródła. Jak się później dowiedziałem: "poprzez plagiat mam na mysli jakiekolwiek zapozyczenie badz inspiracje". W takim razie czy to koniec? Chyba tak. Arbiter uznał, że materiał jest w stu procentach autorski, nie ma jakichkolwiek zapożyczeń a źródło zostało podane w treści wiadomości jako link. Tudzież nie mogę zgodzić się z tą opinią. Uważam, że istnieją całkiem poważne przesłanki, aby sądzić, że to osnews.pl jest źródłem.
Przede wszystkim są to szczegółowo opisane elementy, których opis nie jest dostępny w źródle (GullFOSS), do którego linkował Nicolass. Nie ma tam wzmianki o podglądzie styli dla slajdów, fontów, obiektów czy pokazu prezentacji 3D. W źródle nie ma też niczego takiego jak "odwrócona Wstążka". Tekst ten jest moim, błędnym określeniem na pływający pasek narzędzi (Floating Toolbar), który wymyśliłem na szybko, gdy sklejałem niusa na kolanie. Microsoftowa Wstążka to "toolbar, combined with a tab bar" i tak naprawdę analogią do Wstążki w tym prototypie jest "Tabbed Toolbar". Kolejna rzecz to ostatni akapit informujący o tym, że Impress jest punktem startu. Tego również nie ma w niusie. Informacja ta pojawia się dopiero w komentarzu projektanta do odpowiedzi komentującego.
Dziwne, że nikt z arbitrów nie dopatrzył się zapożyczenia (nawet błędnego tłumaczenia). Nie ma już co drzeć kotów, zostawiam tę sprawę w spokoju, aczkolwiek uważam, że ten newsman nie jest do końca szczery. Ja, aby się o tym dowiedzieć musiałem rzucić okiem na prototyp, a on to wyczytał ze źródła, które o tym nie informuje...
Ps. Na końcu muszę wziąć DP w obronę przed tymi, którzy nazywają serwis wylęgarnią trolli. Jakby to powiedzieć.. nihil novi sub sole.
To normalne, że na 5 mln czytelników, znajdzie się mnóstwo komentujących trolli. Nie sposób tego ogarnąć. Jednak siła i popularność tego sajtu tkwi w bazie aplikacji i częstości pojawiania się niusów. I tutaj poziom jest dobry. A w tym roku, jak dobrze przypuszczam, pojawi się nowa odsłona witryny z kategoriami dla Linuksa i MacOS X, co przemieni DobreProgramy częściowo w serwis społecznościowy. Już widzę oczami wyobraźni Linuksowych Fanboyów odpływających z LinuxNews.pl do DP.pl ;) Czy wy też wyobrażacie sobie te wojenki?