W kwietniu 2011 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji znowelizowało Krajowe Ramy Interoperacyjności, które w dotychczasowym brzmieniu obowiązywało przez 6 lat. Nowa wersja ustawy dopuszcza do obiegu w administracji państwowej rozwiązania Microsoftu: (Office) Open XML oraz stare, binarne formaty Office'a wyrzucone z aktu prawnego w wersji z 2005 roku, a także format XPS mający stanowić konkurencję dla ISO PDF-a. Szerzej o zmianach informowałem w maju 2011 r.
Przez te parę miesięcy próbowałem się dowiedzieć dlaczego? i na jakiej podstawie? Na moje listy odpowiadał Konrad Malinowski, który odsyłał odpowiedzi zaakceptowane przez Macieja Gronia, zastępcę dyrektora z Departamentu Społeczeństwa Informacyjnego MSWiA. Decyzją Ministerstwa korespondencję zakończono już 23 listopada 2011 r.
Oto moje pytania i propozycje oraz pocięte i poukładane odpowiedzi ministerstwa. W nawiasach zawarłem krótkie uzasadnienia bądź dowody twierdzeń dla czytelników nie będących w temacie na bieżąco.
ooblog.pl: Ponieważ nie istnieje oprogramowanie zdolne do wygenerowania dokumentu zgodnego z normą ISO/IEC 29500, należy usunąć format (OpenXML) z Krajowych Ram Interoperacyjności.
MSWiA: Podjęcie działań zmierzających w swej istocie do preferowania lub dyskryminowania jakiegokolwiek rozwiązania (...) byłby sprzeczne z obowiązującymi przepisami prawa i jako takie nie mogłoby stać się częścią obowiązującego systemu prawa.
ooblog.pl: Jeśli prawo zakazuje dyskryminacji jakiegokolwiek podmiotu, to muszę stwierdzić, że KRI nadal zachowuje swój dotychczasowy, błędny i niezgodny z prawem wydźwięk. Jeśli ustawa faktycznie musi uwzględnić każde rozwiązanie niezależnie od pochodzenia producenta to śpieszę poinformować o braku rozwiązań firmy Corel (WordPerfect Office), Apple (iWork), Ability Plus Software (AbilityOffice), SoftMaker Software (SoftMaker Office), Fundacji GNOME (GNOME Office) i stowarzyszenia KDE e.V. (KOffice / Calligra Suite).
(Choć wszystkie te pakiety są zdecydowanie mniej popularne od MS Office czy Open/LibreOffice, to ich obecność na rynku europejskim jest autentyczna, a każde wyżej wymienione rozwiązanie jest wykorzystywane do realnej pracy w przeciwieństwie do zawartego w KRI standardu ISO/IEC 29500, który jest normą na kartce papieru. Oprogramowanie Corel WordPerfect posiada 1,4% udziału w polskim rynku, a mimo to jest dyskryminowane przez rząd. Oprogramowanie generujące ISO OpenXML-a ma 0% udziału w światowym rynku, a jest popierane akceptowane przez rząd.
MSWiA: Informuję Pana, iż uzgodnienia międzyresortowe, trwające od kwietnia br. zostały zakończone. Projekt rozporządzenia poddany wielokrotnym konsultacjom, w tym ze stroną społeczną został przekazany 8 lipca br. Zespołowi ds. Społeczeństwa Informacyjnego Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego i zamieszczony w porządku obrad najbliższego posiedzenia tegoż zespołu
ooblog.pl: czy MSWiA w ogóle posiada i realizuje jakikolwiek program zapewniający neutralność technologiczną państwa?
MSWiA: MSWiA nie tworzy technologii a jedynie użytkuje, już istniejące mając na celu ochronę interesu publicznego, w tym zachowania przez Państwo możliwości swobody wyboru technologii w procesach informatyzacji realizacji zadań publicznych. (...) [treść z kolejnego listu] Ponadto należy wskazać, iż Europejska Strategia Interoperacyjności podkreśla, że
„europejskie administracje publiczne powinny dążyć do otwartości, uwzględniając potrzeby,
priorytety, aspekty historyczne, budżet, sytuację rynkową i szereg innych czynników”. Zalecenie to deklaruje potrzebę pragmatycznego i praktycznego przyjmowania zasad interoperacyjności. Administracje powinny kierować się więc nie tylko zagadnieniem otwartości, ale również praktycznymi czynnikami takimi jak stosowane do tej pory standardy czy formaty, liczba zachowanych dokumentów w takich formatach, obecność rynkową poszczególnych standardów oraz ich rozwój.
ooblog.pl: Microsoft Office nie obsługuje normy ISO/IEC 29500, tylko generuje dokumenty w "podobnym" formacie, zawierającym binarne wstawki co przeczy jego neutralności (...)
MSWiA: MSWiA nie jest właściwe do wypowiadania się w przedmiocie podniesionego przez Pana twierdzenia.
MSWiA: Odnosząc się do wypowiedzi panów Browna i Mahugha podnoszących kwestii zarzutu braku kompatybilności OOXML z pakietem MS Office 2007 Microsoft dla specyfikacji OOXML z normy 29500 zgodnie z ISO/IEC 29500-1,-2 oraz -3 2, pragnę wskazać, iż opinie te pochodzą z 2008 r. oraz z kwietnia 2010 r.
(Microsoft nadal nie wydał właściwej aktualizacji oprogramowania chociaż w międzyczasie (w czerwcu 2011 r.) opublikowano Service Pack do Office'a 2010. To oznacza że od blisko 5 lat oprogramowanie Office generuje pliki niezgodne z normą, a gminy na podstawie rozporządzenia MSWiA kupują oprogramowanie Microsoftu)
MSWiA: (...) kwestia zgodności dokumentów ze specyfikacjami powinna być rozważana w oparciu o wyniki ogólnie uznanego walidatora, a nie na podstawie dowolnie wybranych wpisów zamieszczonych w przestrzeni publicznej.
(W przypadku normy OpenDocument nie ma takiego problemu, gdyż udostępniono narzędzie online. W przypadku normy OpenXML nie udało mi się znaleźć takowego, a ministerstwo nie wskazało właściwego narzędzia (bądź też nie potrafiło takiego wskazać, bo nie istnieje)
ooblog.pl: w jaki sposób MSWiA chce walczyć z problemem obiegu podróbek ISO Open XML?
MSWiA: Walka z wszelkimi niezgodnymi z prawem podróbkami funkcjonującymi w obiegu należy do organów których ustawowym zadaniem jest ściganie czynów zabronionych przepisami prawa.
ooblog.pl: Wcześniej dodanie różnych formatów Microsoftu do Ram bronił Pan argumentując to ich dominacją na rynku i zaszłościami historycznymi. Nie odpowiedział Pan natomiast co było powodem dodania bardzo niszowego i nowego formatu XPS (chociaż Ramy zawierają także PDF, który przecież jest otwartym, międzynarodowym standardem, a jego rywal takich atutów nie posiada).
MSWiA: ...
Po podniesieniu któryś raz z rzędu argumentu, że norma ISO/IEC 29500 nie ma zastosowania w rzeczywistości, pan Maciej Groń zaznaczył, że na obecny kształt rozporządzenia wpływ miały konsultacje społeczne. Ministerstwo wciąż trwało przy swojej opinii, podpierając się decyzją Polskiego Komitetu Normalizującego (PKN), który w 2008 roku przyjął propozycję standardu i zarekomendował ją w ISO. Odpowiedź ministerstwa brzmi:
(...) chcę zwrócić Pańską uwagę na fakt, iż norma ta została zatwierdzona przez krajową jednostkę normalizacyjną (PKN). Natomiast art. 18 ust 3 ustawy o informatyzacji wskazuje, że Rada Ministrów, na wniosek ministra właściwego do spraw informatyzacji, określi w drodze rozporządzenia Krajowe Ramy Interoperacyjności obejmujące zagadnienia interoperacyjności semantycznej, organizacyjnej oraz technologicznej, z uwzględnieniem zasady równego traktowania różnych rozwiązań informatycznych, Polskich Norm oraz innych dokumentów normalizacyjnych zatwierdzonych przez krajową jednostkę normalizacyjną.
W porządku. A jak dokładnie wyglądały te konsultacje i kto w nich uczestniczył? Kim są ludzie i kogo reprezentują oraz na jakiej podstawie wypracowali swoje stanowisko? W innym liście poprosiłem ministerstwo o wykaz firm i organizacji biorących udział w konsultacjach. W odpowiedzi dostałem ten oto wykaz:
Zgodnie z prośbą wyrażoną przez Pana przesyłam Panu listę organizacji i stowarzyszeń, które zadeklarowały swój udział w konsultowaniu dokumentu określającego Krajowe Ramy Interoperacyjności:
Polska Izba Informatyki i Teleinformatyki ul. Koszykowa 54, 00-675 Warszawa
Polskie Towarzystwo Informatyczne ul. Puławska 39 / 4, 02-508 Warszawa
Fundacja Widzialni ul. Warszawska 53, 42-200 Częstochowa
Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego ul. Wybickiego 3A, 31-261 Kraków
Fundacja Wolnego i Otwartego Oprogramowania ul. Staszica 25/8 60-524 Poznań
19 czerwca 2011 r. poprosiłem powyższe stowarzyszenia o nazwiska delegatów oraz o podstawę dla stanowiska ich przedstawicieli. Żadne z nich (pomijając Fundację Wolnego i Otwartego Oprogramowania) nie odpowiedziało do tej pory (stan na 16 stycznia 2012 r.)
Pewnym wspólnym mianownikiem dla tej sprawy może być Elżbieta Andrukiewicz.
Elżbieta Andrukiewicz pełni stanowisko przewodniczącego Komitetu Technicznego nr. 182 przy PKN-ie, z ramienia Polskiego Towarzystwa Informatycznego. Pani Andrukiewicz szerszy rozgłos zyskała w 2007 roku, gdy z różnych przyczyn, format ECMA OpenXML trafił na szybką ścieżkę standaryzującą w ISO.
Na początku procesem standaryzacji zajmował się komitet techniczny nr 171 (komitet ds. Sieci Komputerowych i Oprogramowania). W efekcie jego pracy standard Microsoftu został odrzucony większością głosów. Później z niejasnych przyczyn, pracę nad formatem przeniesiono do komitetu nr 182, któremu przewodniczyła pani Andrukiewicz. Był to już komitet nie ds. oprogramowania, a od Ochrony Informacji w Systemach Teleinformatycznych. Tam też dokonano powtórnego głosowania, w którym Microsoft osiągnął to czego chciał. Polski Komitet Normalizujący wysłał pozytywną opinię do ISO.
Zrobiono to pomimo wielu niejasności i protestów samych zaskoczonych ekspertów z KT 171. Już w 2008 roku, podczas drugiej tury w głosowaniu (w 2007 Microsoft certyfikacji nie uzyskał) doszło do poważnego braku konsensusu. W takiej sytuacji pan Tomasz Schweitzer (wiceprezes PKN) apelował o wstrzymanie się od głosu, lecz pomimo tego Elżbieta Andrukiewicz wysłała opinię "zatwierdzony". Należy tutaj dodać jeszcze, że apel prezesa PKN nie dotarł do wszystkich członków komitetu. Wewnętrzna korespondencja.... zgubiła się. Te i masa innych zastrzeżeń, łącznie z zarzutem posługiwania się materiałami korporacji podczas posiedzeń ISO, zostały zebrane i opisane w odrębnym artykule Mechanizmy machlojek Microsoftu.
To jednak nie koniec szumu jaki zebrał się podczas przewodniczącej. 2 lutego 2011 roku Microsoft zorganizował konferencję pt. Standardy jako pomost łączący Open Source i oprogramowanie własnościowe dotyczącą otwartych standardów w administracji publicznej, gdzie po jednej stronie stała Elżbieta Andrukiewicz oraz Ryszard Dałkowski, manager strategii Open Source, Microsoft Sp. z o.o.
Jak się potem okazało, pan Dałkowski - owszem, był kierownikiem strategii Open Source - lecz tylko 4 miesiące. Wcześniej przez 14 lat pełnił rolę kierownika marketingu działającego w ramach rozwiań biznesowych (informacja z publicznego profilu Goldeline; stan na 1 lutego 2011). Widocznie firma uznała, że konferencja z udziałem takiego człowieka musi być skazana na metryczność.
***
Tak więc utkano ciekawą historię. Pani Andrukiewicz jest bardzo aktywną kobietą. Kiedy jej koledzy nie potrafią sobie z czymś poradzić, przejmuje ich pracę i pozytywnie opiniuje technologie Microsoftu. Kiedy dochodzi do nowelizacji podstaw prawnych, prawdopodobnie bierze w nich udział, a rząd akceptuje technologie Microsoftu. Gdy następuje potrzeba, bierze udział w konferencjach Microsoftu i promuje jego technologie. Znowu!
W przeszłości zdarzyło się jej postraszyć pozwem sądowym za szerzenie nieprawdziwych informacji (wg. samej zainteresowanej), a także ona lub ktoś z jej środowiska dokonywała rekonensansu opinii o jej aktywności w procesie standaryzacji.
***
MSWiA: W nawiązaniu do treści pisma otrzymanego drogą mailową w dniu 23 października br.
dotyczącego projektu Rady Ministrów w sprawie Krajowych Ram Interoperacyjności, minimalnych
wymagań dla rejestrów publicznych i wymiany informacji w postaci elektronicznej oraz
minimalnych wymagań dla systemów teleinformatycznych, chciałbym uprzejmie podziękować za
dotychczasowa korespondencję w tej sprawie oraz Pańskie zainteresowanie kwestią
Interoperacyjności. Muszę jednak wskazać, iż projekt przedmiotowego rozporządzenia został już
zaakceptowany przez Komitet Stały Rady Ministrów i aktualnie podlega procesowi notyfikacji
w Komisji Europejskiej. Z tego powodu dalsze zmiany nie są możliwe do wprowadzenia w treści
rozporządzenia.
Niemniej jednak pragnę podkreślić, iż w przypadku nowelizacji procedowanego rozporządzenia, treść merytoryczna niniejszej korespondencji zostanie rozważona i wzięta pod rozwagę jako istotny wkład.
Z poważaniem, Maciej Groń, Zastępca Dyrektora, Departamentu Społeczeństwa Informacyjnego, MSWiA
W tak dramatycznych chwilach potrzebne jest sprawne działanie rządu i, czasem nawet wbrew społeczeństwu, przeprowadzenie radykalnych reform. Zwłaszcza że to właśnie politycy w swojej krótkowzroczności doprowadzili do obecnej sytuacji.
Brak klasy Jeoriosa Papandreu podkreśla fakt, że to on i jego ojciec przyczynili się w dużej mierze do dramatycznej sytuacji Hellady. W sytuacji, która naprawdę wymaga odważnego działania, on zdaje się na społeczeństwo. [src]
Szkoda, że tego twierdzenia nie wypowiedział Sarkozy ani Merkel. Tak (już po upadku gorącokrwistych wieprzy) moglibyśmy zarzucać się cytatami, aż do smutnej śmierci. Oczywiście działania Niemiec i Francji idealnie wpisują się w ten antydemokratyczny nurt, ale kto o tym będzie pamiętał za 5 lat? Zaledwie 1% ludzi świadomych, że wolność to także obowiązek ponoszenia konsekwencji za swoje czyny.
Niestety skoro sami obywatele - jak w tym przypadku uczynił to Przemysław Kwiecień - wynoszą "demokrację" parlamentarną nad demokracją bezpośrednią, to dobrze być nie może.
Odnośnie Polski. Już pal licho, że jesteśmy wyspą o kolorze zielono zgniłym. Jednak wyciszanym (i nieznanym szerzej?) faktem jest, że Tusk wraz z PO systematycznie zadłuża naród, a różne części tego długu zataja upychając go a to w ZUS-ie, a to grabiąc zyski lasów państwowych. Z roku na rok rośnie liczba urzędników, rośnie ich uposażenie i premie, politycy pod koniec kadencji na odchodne wyciągają sowite odszkodowania, a przed wyborami rośnie płaca minimalna.
Obawiam się, że w 2015 lub co gorsza, w 2019 pojawią się głosy: Polacy sami są sobie winni. Wybrali Tuska, który przez 2-3 (swoje) kadencje zadłużał kraj, zamiast ciąć koszta. Była Grecja i były Włochy. Rząd to nie klub ślepych staruszków. W tak dramatycznych chwilach potrzebne jest sprawne działanie - nawet wbrew woli Polaków - i przeprowadzenie radykalnych reform. Zwłaszcza że to właśnie politycy w swojej krótkowzroczności doprowadzili do obecnej sytuacji.
Logika powszechnie przyjęta przez tzw. demokratów parlamentarnych. Upaństwowić dług, sprywatyzować zysk.
Jeszcze w okresie przed i po wyborach w 2007 roku ganiono PiS za to, że obniżył podatki zamiast obniżać zadłużenie. Wszak była dobra koniunktura do redukcji długu. Teraz jesteśmy zieloną wyspą, mamy największy wzrost w Europie i liberalny rząd. No to gdzie te reformy, za których brak tak krytykowano poprzednią ekipę? Oby nie zostały przesunięte na ten nieszczęsny 2019 rok.
Ps. My, eurocentrycy, stosujemy spychologię do poprawy własnego samopoczucia. Mawiamy: leniwe greckie świnie, komuchy z Włoch i iberyjskie obiboki niech płacą za swoje długi. A parę dni temu radio nadało (za PAP) wypowiedź rozgoryczonej kobiety: Dlaczego my, pracowici Chińczycy mamy płacić za długi leniwych Europejczyków. Ta wypowiedź doskonale obrazuje, że proces przemieszczenia się "centrum świata" powoli, ale i stale przesuwa się z Zachodu na Wschód.
Pps. Gaz łupkowy jest szansą na stworzenie polskiego odpowiednika Statens pensjonsfond – Utland. Moglibyśmy w końcu zacząć oszczędzać na emerytury jak cywilizowani ludzi. Co w tym czasie robi władza? Usiłuje ściągnąć krzyż.
Jeśli pliki mnie nie okłamują, to około 15 stycznia 2010 roku dowiedziałem się o zakwalifikowaniu na kurs prawa jazdy kategorii C finansowany ze środków Unii Europejskiej. Kurs ten prowadził lokalny LOK i kosztował wtedy 1950 złotych (aktualnie kosztuje 2050 zł). Kurs trwał cały rok i był podzielony na dwie półroczne części, gdzie w każdej połowie upchnięto stu pięćdziesięciu (+ 1) kursantów!
Z LOK-u wyniosłem różne wspomnienia. Oto część z nich:
Omówienie teorii w dużej części polegało na obejrzeniu długiego, nudnego filmiku, który omawiał podstawy typu co to jest omijanie, wymijanie, wyprzedzanie, droga, jezdnia, samochód itd. Zaskakujące? Nie. LOK posiada tylko jedną salkę i połączył grupę "C" z grupą "B". W ten sposób wyrabiają większy obrót masami i ich pieniędzmi.
Unijno-LOK-owy kurs angielskiego to wielki hoax. Przyszedł jakiś studencina (choć przedstawił się jako nauczyciel szkoły językowej) i wykonał test na sprawdzenie poziomu zaawansowania. I chociaż było to bez sensu - wszyscy trafili na kurs podstawowy, bo tylko ten jest finansowany! - to pozorowanie rzetelności trwało w najlepsze. Egzamin wyglądał tak, że wpisywaliśmy w pola nazwy owoców.
Badania lekarskie to kolejny hoax. Optyk próbowała zbadać dioptrie moich szkieł, jednak jej mikroskop tego nie potrafił. Winne oczywiście były moje zabrudzone okulary, ale i to nie było najgorsze. Najbardziej boli mnie przepuszczenie przez lekarkę kolegi Błażeja... Błażej był górnikiem ± po pięćdziesiątce, który notorycznie wszystko zapominał. Zapominał nawet daty i godziny umówionego spotkania na pojutrze! Zwykłem na niego mówić śmierć-na-drodze, bo właśnie tym jest starszy człowiek z objawami choroby Alzheimera.
Kierownik Grzyb naciągał naiwnych kursantów na wszystkim, na czym się dało. Wielu bezmyślnie opłaciło z góry tzw. psychotesty chociaż ich ważność jest ograniczona czasowo i wyrabia się je cyklicznie. One oczywiście się przydają, ale w momencie rozpoczęcia pracy z tym prawem jazdy. Najpierw więc należy zdać egzamin i zdobyć masę kosztownych certyfikatów, a dopiero potem zdać testy psychologiczne. Sęk w tym, że wg oficjalnych statystyk, zdawalność na kategorię C to 50% (src: WORD Katowice). W rzeczywistości są to jednak około 3 osoby na 11 podchodzących do egzaminu. Kursanci oczywiście zdobyli testy po "dobrej cenie u znajomej lekarki", ale pewnie około dwustu pięćdziesięciu na trzystu się one w ogóle nie przydały.
LOK-owy MAN: większy, dłuższy, cięższy i z inną skrzynią biegów niż na egzaminie. To wszystko dla naszego dobra, gdyż "jeśli nauczycie się jeździć tym autem, nauczycie się jeździć wszystkimi". Dobrze wiedzieć tylko dlaczego jedno lusterko trzymało się na drucie, inną część zżerała rdza, a auto odpalało się na przycisk? I jednak na kursie brakowało mi jazdy egzaminacyjnym samochodzie. Podczas egzaminu właściwego wielu po prostu robiło karpia i oblewało, bo "skrzynia była zbyt czuła".
(1) Pierwszy egzamin oblałem "na mieście". Cudzysłów jest tu konieczny, gdyż oblano mnie na skrzyżowaniu zaraz za bramą WORD-u. Nie zatrzymałem się przed zieloną strzałką warunkową. Czasami się zapomina o takich rzeczach, gdy skrzyżowanie jest całkowicie puste, ale dura lex, sed lex.
(2) Trudno. Zapłaciłem 160 złotych za egzamin praktyczny i dostałem kolejny termin na za miesiąc. Za miesiąc znowu oblałem, tym razem przy cofaniu na łuku. Nie zatrzymałem całego auta w kopercie.
(3) Trudno. Zapłaciłem 160 złotych za egzamin praktyczny i dostałem kolejny termin na za miesiąc. Za miesiąc znowu oblałem, tym razem przy cofaniu na łuku. Po parkowaniu hak wystawał poza kopertę. Gdy ponawiałem manewr, noga ze zdenerwowania skakała na sprzęgle, tak jakby dostała ataku padaczki. Wykonałem na łuku za duży skręt i zahaczyłem lewym lusterkiem o pachołek. "Uuu, ale Pan nawalił. Szkoda. A wie pan, że też mam syna o imieniu Mateusz? A wszystkie Mateusze to krnąbrne chłopaki. " - usłyszałem od dowcipnego egzaminatora.
Przybity, przygnębiony, złamany i bez forsy postanowiłem zrobić pauzę, która trwała bardzo długo. Jednak w tym roku parę rzeczy zmotywowało mnie do ponownego podejścia. Względny osobiste, relacje z obecnym pracodawcą i działania Donalda Tuska.
W maju wyznaczono mi termin na 10 czerwca 2011 roku. Data symboliczna, bo 10 czerwca 2010 odniosłem porażkę, ale tym razem miało być zupełnie inaczej!
Przez blisko miesiąc, dzień w dzień powtarzałem testy które oczywiście uległy zmianie. Obligatoryjnie musiałem wykupić dodatkowe godziny jazd. Więcej niż sam chciałem, bo Minister Infrastruktury wie ode mnie lepiej jaki jest poziom moich umiejętności. Za 400 złotych wyjeździłem 5 godzin jazd, a za 182 złote opłaciłem egzamin (160 zł - praktyczny, 22 zł - teoretyczny). Dodatkowe jazdy są przymusowe jeśli już trzy razy oblało się egzamin. Teoria przedawnia się po pół roku.
I właśnie wczoraj nastał sądny dzień. Było nas jedenastu, lecz tylko siedmiu zdało teorię i przeszło na plac manewrowy. Plac przeszło tylko trzech, lecz zwycięsko z miasta wróciły tylko dwie osoby.
Niesamowity odsiew. Na 11 zdających osób tylko dwie osoby zdały, a przypominam o rzekomej 50% zdawalności... Teraz - dzień po - gdy już ochłonąłem uznaję wszystkie zadania za dziecinnie proste i do powtórzenia w każdej chwili. :-> I chociaż zdałem dopiero za czwartym razem, a pierwsza porażka wynikała jasno z mojego błędu - uważam, że system jest patologiczny i do zreformowania np. na wzór irlandzki.
OSK (Ośrodki Szkolenia Kierowców) często nie uczą jazdy, a bezmyślnego powtarzania schematów obrotu kierownicą, aby tylko zmieścić auto między pachołkami. To nie ich wina tylko Ministerstwa Infrastruktury, które nałożyło idiotyczne warunki. Jeśli brakuje ci 5 cm "do ściany" przy jeździe na wprost - masz błąd i oblewasz. To nic, że w życiu po prostu byś dojechał te centymetry nie stwarzając zagrożenia. Jeśli przy cofaniu na łuku hak wystaje poza linię - masz błąd i oblewasz. To nic, że rampy pod ciężarówki są tak zbudowane, że zabezpieczenia uniemożliwiają uszkodzenie czegokolwiek. Zresztą łuk jest pierwszą przeszkodą, na której zazwyczaj ginie 70% zdających. Aby zaliczyć ten manewr musisz albo mieć cholerne szczęście, albo musisz oszukiwać. OSK uczą oszukiwania, a na dodatek robią to źle tworząc poczucie fałszywego bezpieczeństwa.
O socjaliźmie
Kurs na C kosztował blisko 2 tysiące złotych, które zapłacił za mnie podatnik Europaństwa. Z własnej kieszeni zapłaciłem 902 złote ± 4 złote - 8 złotych opłat manipulacyjnych.
Robiłem ten kurs z przekonaniem jego ukończenia. Co prawda dopiero po roku odkryłem w sobie moc jego ukończenia, ale zrobiłem to! Kurs finansowany z Unii nie nakładał na beneficjentów żadnych warunków (poza rekrutacyjnych). Jeśli kolega Błażej-śmierć-na-drodze nie zdał egzaminu w ogóle (a 3 razy na pewno go nie zdał), to rząd Unii zmarnował 2 tysiące złotych tylko na tej jednej osobie, a przypominam - było ich około 300.
LOK - z racji bycia najgorszym OSK w mieście - nadal kontynuuje wciskanie "darmowych" kursów za unijne pieniądze. Jak widzę na stronie, zorganizowali już czwarty program. 4 programy * 300 osób * 2000 złotych = 2,400,000 złotych. A ilu kierowców faktycznie "wyprodukowali"?
Kierowcy samochodów o masie powyżej 3,5 tony mają przesrane. Prawo jazdy kategorii C nie upoważnia do jazdy samochodem tak jak jest to w przypadku kategorii B. Aby móc prowadzić taki samochód należy mieć prawko kat. C (najlepiej C+E co kosztuje drugie 2 tysiące) + kwalifikację (co kosztuje od ~ 3 tysięcy [przyśpieszona dla osób powyżej 21 lat]) do ~ 6 tysięcy [pełna dla osób poniżej 21 lat]) + (niekonieczne) kurs na przewóz materiałów niebezpiecznych (tzw. ADR-y; cena od ~ 500 do ~ tysiąca złotych). Tak więc, aby w ogóle móc zacząć pracować w takim zawodzie, na wstępie należy wyłożyć 5 tysięcy złotych i zdać wszystkie egzaminy w pierwszym terminie. Aby móc dobrze zarobić należy wyłożyć od 7 tys do 8 tys.
Do 10 września 2010 roku KW (Kwalifikacja Wstępna) kosztowała maksymalnie 900 złotych, a były i ośrodki, które wykonywało ją już od 500 złotych. Cena wynikała z tego, że stara kwalifikacja "zjadała" ~25 - 30 godzin, podczas gdy nowa "zjada" aż 140 godzin (przyśpieszona) lub 280 (pełna). Jeszcze w zeszłym roku wielu ludzi - w tym ja - mogło samodzielnie lub z pomocą niewielkiego kredytu bankowego samemu opłacić kurs szkoleniowy, jednak potem jakaś "mądra" głowa (Cezary Grabarczyk?) uznała, że większa ilość godzin wykładów i częstsze siedzenie na krześle spowoduje... no nie wiem, mniej wypadków? Teraz ci ludzie z prawem jazdy na ciężarówki faktycznie są skazani na bezrobocie, nikt przecież nie weźmie 3-6 tysięcy złotych kredytu tylko dla jednego certyfikatu.
W ten oto sposób Donald Tusk "walczy" z bezrobociem, popychając jednocześnie Polaków w objęcia Unii przepełnionej miłością do uciskanego proletariatu. Bo skoro Polaka nie stać na samodzielne i odpowiedzialne podwyższanie kwalifikacji, to co innego ów Polak ma zrobić jak nie skorzystać z unijnych dotacji? A czy jego wdzięczność, za spadającą z nieba mannę, będzie miała jakiekolwiek ograniczenia? Oczywiście, że nie. Kiedyś zyskiwał klient i sprzedawca, a cena nie przekraczała tysiąca złotych. Teraz zyskuje urzędnik i Matuszka Unia redystrybuując nawet sześciokrotność poprzedniej kwoty.
Można oczywiście wypiąć się na eurodotację i skorzystać ze starych, niedobrych PUP-ów. Tak też postąpił kolega, z którym zdawałem rok temu. Urząd sfinansował mu kwalifikację pod warunkiem pracy u przewoźnika, którego wskaże urzędnik. Konsekwencją tej decyzji jest brak wypłaty za ostatnie dwa miesiące (czterech tysięcy złotych!). Półroczna PUP-owska umowa kończy się za miesiąc, więc istnieje duże ryzyko, że kolega pół okresu (kwartał) przepracował całkowicie za darmo. Urzędowi (oddział Tarnowskie Góry) gratuluję partnerów, a urzędnikom sprawności z weryfikacji pracodawców.
Kolejny cud socjalistycznego rządu ministra Tuska to zapowiedź zmiany bazy pytań. Już w 2010 roku (gdy zdawałem pierwszy raz) zmodyfikowano pytania. Teraz - w 2011 dodano 93 nowe i zmodyfikowani 46 pytań. Wśród nich znalazły się takie jak: "co to jest samochód?", "co to jest kolejka turystyczna?", "kto wydaje prawo jazdy?" itd. Jak informuje serwis testy-na-prawo-jazdy.com.pl: w 2012 roku pytań będzie około 3 tysiące! W moich testach (kat. C) było ich około 240.
Chciałbym lekko zasugerować, że ktoś w rządzie z premedytacją niszczy narodową spedycję. Te zmiany są gospodarczo fatalne i ucierpi na nim cały nasz kraj. Kierowców będziemy sobie sprowadzać z Ukrainy, albo Bułgarii. Zyskają na tym dotychczasowi kierowcy, którzy za jakiś czas staną się osobami mocno pożądanymi. Z powodu zawyżonych wymagań pensje takich osób będą iść mocno w górę, a zawód dla innych chętnych będzie zwyczajnie zablokowany.
15 kwietnia br. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji pod wodzą ministra Jerzego Millera opublikowało projekt nowelizacji Krajowych Ram Interoperacyjności.
KRI jest rozporządzeniem, które określa minimalne wymagania dla rejestrów publicznych i wymiany informacji w formie elektronicznej oraz minimalnych wymagań dla systemów teleinformatycznych. Mówiąc prościej: jest to podstawa prawna pod przetargi, na której opierają się jednostki administracji publicznej.
Ostatnia stabilna wersja prawa pochodzi z 11 października 2005 roku, czyli niemal sprzed sześciu lat.
Choć pewnie nie wszyscy o tym pamiętają, rozporządzenie te wywoływało wiele emocji, głównie przez zapisy popychające Polskę ku wykorzystaniu neutralnych i de facto wolnych standardów, ignorując dotychczasowe zamknięte formaty monopolisty.
Rozporządzenie z 2005 roku definiowało format Microsoft .doc jako standard obowiązujący wyłącznie dla odczytu dokumentów, a OASIS ODF 1.0 jako otwarty format wymiany danych na linii urząd - obywatel.
Kwietniowa nowelizacja wprowadza zapisy ograniczające wykorzystanie wolnych standardów i rozluźnia restrykcje wobec własnościowych standardów Microsoftu.
Na korzyść Microsoftu wprowadzono zapisy dopuszczające stosowanie:
.doc - w pełnym zakresie (wcześniej tylko do odczytu)
.xls - w pełnym zakresie (wcześniej format nie występował)
.ppt - w pełnym zakresie (wcześniej format nie występował)
ISO/IEC 29500 (.docx, .xlsx, .pptx; wcześniej format nie występował)
Problem w tym, że nie istnieje oprogramowanie, które byłoby w stanie odczytać dokumenty zapisane w standardzie ISO/IEC 29500. Sam Microsoft (ustami Douga Mahugh) zapowiedział obsługę normy dopiero w Office 15, który powstanie w nieokreślonej przyszłości (Office 2010 to Office 14).
Kolejnym błędem tego rozporządzenia jest dopuszczenie binarnych i własnościowych formatów jako dozwolonych dla przechowywania danych państwowych (a nie w formie tylko do odczytu dla utworzonych już wcześniej).
Dokumentem określającym sposób i zakres archiwizacji danych państwowych jest Instrukcja kancelaryjna (zob. rozporządzenie z 18 stycznia 2011 r.) . Od strony 777 D.U (strony 32 w PDF-ie) zaczyna się wykaz spraw i tzw. kategorii archiwalnych dla różnych jednostek administracji. Dla większości jednostek kategorią przymusową jest kategoria "A", co określa obowiązek archiwizacji e-dokumentów przez 50 lat wieczność!
Kto jednak weźmie odpowiedzialność za system teleinformatyczny, gdy w 2061 roku historyk lub po prostu zwykły obywatel zapyta o podstawę dla jakiejś decyzji, a archiwalny dokument w .doc-u zwyczajnie nie będzie chciał się otworzyć w Office'ie 2078? Jerzy Miller? Oj, on chyba tego nie dożyje.
Na niekorzyść neutralnych standardów wprowadzono przywiązanie do normy ISO/IEC 26300, podczas gdy poprzednia wersja rozporządzenia nawiązywała do konsorcjum OASIS - faktycznego twórcy normy, który aktywnie ją rozwijał. ISO niestety występuje w tym związku jako przyklepywacz
Krytycy standardu ODF wskazywali np. na brak szyfrowania dokumentów (rzekomo niezbędnego w urzędach miast). Problem ten został rozwiązany 17 marca br., kiedy to członkowie OASIS ogłosili ukończenie prac nad normą OpenDocument 1.2, definiującą m.in szyfrowanie dokumentów algorytmem AES-256.
Niestety bieżąca wersja rozporządzenia odwołuje się do ISO ODF 1.0 nieopisującego szyfrowania dokumentów. Prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem byłoby odwoływanie się do normy OASIS ODF 1.2 lub chociaż zestawienie dwóch wersji standardu obok siebie i danie wyboru, jakim niewątpliwie cieszy się Microsoft. Bo tylko ta firma - posiadając osobliwy przywilej nie przysługujący innym - może zaoferować produkty spełniające jej własne standardy (.doc(x) faktycznie rozwijany) i pseudo-standard z pieczątką ISO (.docx).
Oprogramowanie typu OpenOffice.org czy Lotus Symphony oczywiście obsługuje standard ISO ODF 1.0, jednak aby korzystać z normy z 2006 roku należy dokonać jednej, trywialnej zmiany. Oczywiście pakiet Microsoft Office także obsługuje normę ISO ODF. I wcześniej wspomniane pakiety obsługują również ISO OpenXML, Microsoft OpenXML i binarne formaty Office'a. Teoretycznie można by było ich użyć do archiwizacji e-dokumentów w formacie OpenXML, jednak osobiście czuję dużą niepewność co do ich "trwałości" i możliwości otwarcia w 2061 roku.
Myślę też, że już najwyższy czas przestać tworzyć papierowe standardy, a zacząć myśleć o przyszłości kraju ministrze Miller. Nie ma wątpliwości, że dopuszczenie takich formatów jak .doc czy OpenXML do Krajowych Ram Interoperacyjności nie służy obniżeniu kosztów naszej e-administracji, a czemuś zupełnie innemu...
Z pozostałych zmian: dodano format Microsoft XPS (aspirującego do bycia konkurentem dla PDF-a) oraz zastąpiono RAR przez 7-ZIP.
Kilka zdań na koniec.
MSWiA określa skrótowy standard zapisu danych (Open XML) i jego pełną nazwę. Stąd wiemy, że Open XML to Office Open Document. Moja podejrzliwość wobec niecnych praktyk Microsoftu podszeptuje, że to efekt kampanii dezinformacji, choć może faktycznie istnieje jakiś standard ISO OOD, a ja po prostu nie wiem o jego istnieniu. Proszę o wytłumaczenie.
Ps. Gdybyś chciał (tak, Ty czytelniku) stać się elementem konsultacji społecznych ministra Jerzego Millera, pochwalić lub skrytykować go za nową ustawę, pisz na minister@mswia.gov.pl. Gdybyś chciał uzyskać informację z zakresu działania MSWiA, pisz na kancelaria.glowna@mswia.gov.pl
Jako zabrzanin chciałbym przestrzec współobywateli przed partyjnym "nie robieniem polityki". Najlepszym tego przykładem jest osobiste zaangażowanie wiecznie młodego, Ukochanego Przywódcy Tuska, którego gęba obrzydza wszystkie bilbordy w biednych dzielnicach. Również:
Nie robieniem polityki jest propaganda Adama Malczewskiego przeciwko komitetowi obecnej prezydent Małgorzacie Mańce-Szulik (Zabrze).
Dlatego też przestrzegam. Adam Malczewski nie jest zatroskanym obywatelem, a kandydatem do Rady Miasta z ramienia Platformy Obywatelskiej. Co więcej, kandydat ten posłużył się powyższym bilbordem do pozyskania głosów bazując jedynie na oskarżeniach - a jak wszyscy normalni ludzie wiedzą - człowiek jest niewinny dopóki winy nie udowodni mu niezależny sąd. Bilbord - wg relacji z *.gazeta.pl - kosztował 7 tysięcy złotych i został powieszony na kamienicy, której pan Malczewski jest współwłaścicielem. Mnie osobiście zaskakuje jego finansowe poświęcenie na rzecz "świadomego wyboru" obywateli. Do tego, głosy (jeśli jakieś zdobył) są zbierane na rzecz partii matki i aferzysty Mirosława Sekuły, który rywalizuje z obecną prezydent. Ponadto ten facet jest tak "dobry", że dostał 11 miejsce na liście, na 12 możliwych.
Zapamiętajcie gębę człowieka, który pragnie medialnego rozgłosu:
Na koniec kilka słów wyjaśnień. Owszem, Mańka-Szulik zadłużyła bardziej miasto (227 mln wobec 63 mln u jej poprzednika), jednak widać, że pieniądze te poszły na rozwój miasta. Wyremontowano centrum, zbudowano rondo na ulicy Korfantego gdzie dochodziło do wielu wypadków i zbudowano duży park rozrywki przy osiedlu Kopernik, gdzie jest boisko do tenisa i koszykówki, miniścianki wspinaczkowe i rurki dla dzieci, plac zabaw oraz ściany dla graficiarzy. Dla starszych (i w ogóle) ludzi postawiono masę ławek ze stolikami, na których są namalowane pola do gry w szachy/warcaby. Również zmodernizowano (od zewnątrz) dwa tramwaje i przeprowadzono generalny remont budynku Zespołu Szkół nr 10 w mojej dzielnicy. Do tego dobudowano nowoczesną salę gimnastyczną (zawierająca trybuny i wysoką ściankę wspinaczkową). Budżet dodatkowo został obciążony przez koszty budowy DTŚ-ki (Drogowej Trasy Średnicowej), po tym jak rząd cofnął unijną dotację. A zgadnij, którego premiera to był rząd!
Nie we wszystkich kwestiach zgadzam się z panią prezydent (zamiast obecnego ronda wolałbym po prostu namalowane koło i znak "Rondo", tak jak to się robi w Anglii i we Francji), ale widać, że ta kobieta ma plan naprawy miasta, który stopniowo realizuje. A jest to wyjątkowo trudne mając w radzie wściekłych radnych.
Nie twierdzę też, że jest super prezydentową, ale nie można jej zarzucać, że niczego nie zrobiła. A takie zarzuty wysuwali jej aktualni oponenci (m.in Łukasz Urabńczyk (syn poprzedniego prezydenta; do Rady startuje również jego siostra!), czy Borys Borówka (kiedyś niezależny kandydat, teraz startuje z ramienia PiS-u)). Niestety, ale ani pieniądze, ani czas nie są z gumy i wszystko trzeba realizować stopniowo. Obecna rada zdaje się widzieć tylko potknięcia i opóźnienia, pomijając całkowicie sukcesy Małgorzaty Mańki-Szulik.
Chciałbym jeszcze wspomnieć o pani Elżbiecie Kaczmarek-Huber z organizacji Obywatelski Ruch Obrony Mieszkańców (OROM). Choć nie miała okazji sprawować władzy, od wielu lat pełni rolę społecznika i działa w kilku lokalnych stowarzyszeniach na rzecz pomocy mieszkańcom. O ile Mańka-Szulik pomaga poprzez usprawnianie miasta, o tyle Kaczmarek-Huber styka się bezpośrednio z ludzkimi problemami.
W ostatnim czasie zorganizowano debatę, w której udział wzięła właśnie Elżbieta Kaczmarek-Huber i Mirosław Sekuła (brakło obecnej prezydent oraz Borysa Borówki z PiS-u). I o ile postawą Sekuły jestem rozczarowany, to pani E. K-H. wydała się być osobą kompetentną i zorientowaną w wielu problemach. Jeśli czegoś nie wiedziała, nie kłamała jak Sekuła.
Każdej osobie, która pragnie samodzielnie wyrobić sobie zdanie polecam obejrzeć debatę: część 1, część 2, część 3.
Na koniec słowo o Mirosławie Sekule. Wracając tutaj (do Zabrza) musiał mieć świadomość, że praca parlamentarzysty będzie rzutowała na jego kandydaturę.
Kiedyś na blogu Pawła Wimmera przeczytałem o dodatku do Firefoksa, który miał pełnić funkcję schowka dla artykułów "do przeczytania później". Komentujący nie zostawili na nim (dodatku) suchej nitki, bo właściwie nie oferował niczego innowacyjnego - zawsze przecież można było dodać stronę do zakładek lub pozostawić jako aktywną kartę.
Ja się z tym podejściem zgadzam, a nawet wdrażam je w życie! I m.in. o tym będzie dzisiejsza notatka.
W październiku 2008 r., na główną stronę Wykopu przebił się artykuł Zarobił miliony na kryzysie dzięki "głupim traderom". Według Wykopu, od czasu jego publikacji minęły 22 miesiące, ale ja dopiero dwa tygodnie temu znalazłem czas, by go przeczytać. W tym momencie wypadałoby pochwalić Firefoksa, gdyż utrzymanie niemalże dwuletniej sesji po 15-25 kart pochłonęło około (tylko) 300 Mb pamięci. Czy to już się kwalifikuje jako rekord Guinessa?
Skupmy się jednak na artykule. Opisuje on historię Amerykanina, Andrew Lahde, szefa funduszu inwestycyjnego który w ciągu 12 miesięcy zarobił dla swoich klientów 888%, po czym ogłosił swoje odejście. Lahde podziękował za swoje wyniki „głupim traderom” oraz "nisko wiszącym owocom". Spakował swoje miliony, a po odejściu przypuszczalnie zajął się hodowlą konopi oraz hakowaniem Linuksa. :-}
Więcej informacji o przyczynach swojego wielkiego odejścia zamieścił w liście otwartym, zatytułowanym "Goodbye and Fuck You", którego tłumaczenie zamieszczam poniżej. List jest dosyć osobliwy i obawiam się, że bez zagłębiania się w źródła, nikt mi nie uwierzy, że to spójna całość, a nie powyrywane fragmenty. W niektórych momentach Lahde nawiązuje również do wielkiego świata IT.
***
Nie piszę dziś, by się chwalić. Mając na uwadze ból, który niemal wszyscy doznają, byłoby to wysoce niestosowne. Nie piszę również po to, aby snuć przypuszczenia,jak w większości moich poprzednich listów. Zamiast tego, piszę, aby się pożegnać.
Ostatnio na pierwszej stronie Sekcji C „Wall Street Journal”, zacytowano wypowiedź pewnego menadżera funduszu inwestycyjnego, który również zamknął swój biznes (był to fundusz o kapitale zakładowym wynoszącym 300 milionów dolarów). Powiedział on: „Zdałem sobie sprawę, że nienawidzę tego biznesu”. Nie mogę się nie zgodzić z tym zdaniem. Byłem w tej grze dla pieniędzy. Nisko wiszące owoce, tj. idioci, których rodzice płacili za ich edukację w Yale, a później Harvardzie, były do zerwania. Ci ludzie, którzy (często) byli naprawdę niegodni przywileju edukacji, dostawali prawo do niej (lub przypuszczalnie dostawali) i osiągali szczyty w firmach takich jak AIG, Bear Stearns czy Lehman Brothers i na wszystkich poziomach naszego rządu. Wszystkie te zachowania wspierające Arystokrację, ułatwiają mi znajdowanie wystarczająco durnych ludzi do wykorzystania mojego biznesu w inny sposób. Niech Bóg błogosławi Amerykę.
Mój sukces zawdzięczam wielu ludziom, którym pragnę szczerze podziękować. Jakkolwiek, nie chcę, aby zabrzmiało to jak słowa hollywoodzkiego aktora odbierającego nagrodę. Zarobione pieniądze są wystarczającą gratyfikacją. Ponadto, ten niekończący się list kieruję również do tych osób, którym jestem wdzięczny, a oni już wiedzą o kogo chodzi.
Nie będę dłużej zarządzał pieniędzmi dla innych ludzi czy instytucji. Mam wystarczająco dużo własnego kapitału, do rozdysponowania. Może ci, którzy wiedzą, ile zarobiłem, będą zaskoczeni tym, że odchodzę z tak małym łupem wojennym, ale ja jestem usatysfakcjonowany wysokością swoich profitów. Ponadto, będę pozwalał innym próbować zgromadzić dziewięcio, dziesięcio i jedenasto cyfrowe sumy na ich kontach. Tymczasem ich życie będzie ssać. Ciągłe, następujące po sobie spotkania, rezerwowane na 3 miesiące do przodu, wyczekując swoich dwóch tygodni urlopu w styczniu, będąc jednocześnie przyklejonym do swojego BlackBerry lub podobnych urządzeń. Co jest w tym najistotniejsze? Nikt o nich nie będzie pamiętał za ~50 lat. Steve Balmer, Steven Cohen, i Larry Ellison – wszyscy popadną w zapomnienie. Nie rozumiem kwestii spuścizny. I tak prawie wszyscy ludzie na świecie zostaną zapomniani. Porzuć chęć pozostawienia czegoś po sobie. Wyrzuć Blackberry i ciesz się życiem.
Więc to jest to. Z całym należytym szacunkiem. Ja wysiadam. Proszę nie oczekiwać odpowiedzi na e-maile czy wiadomości głosowe w jakiś normalnym przedziale czasowym lub w ogóle. Andy Springer i jego firma będą kierować zamknięciem funduszu. Oni od zawsze byli zatrudnieni przez firmę Springer i tylko jeden (dobrze nagradzany) straci pracę.
Nie interesują mnie żadne interesy, w których ktoś widziałby mnie w roli wspólnika. Aktualnie nie mam zdania na temat żadnego rynku, mogę jedynie rzecz, iż sprawy będą szły gorzej przez jakiś czas, możliwe, że lata nawet. Obecnie siedzę na uboczu i czekając, obserwuję rynek. Po tym wszystkim, siedzenie i wyczekiwanie jest jak robienie pieniędzy na cudzych błędach. Mam w końcu trochę czasu, aby zadbać o swoje zdrowie, które zostało zrujnowane przez stres, który nawarstwiał się od dwóch lat, jak również o całe moje życie – w którym musiałem rywalizować o miejsce na studiach, stanowisko w pracy i o pieniądze na start – z tymi wszystkimi, którzy dostali te „dobra” od bogatych rodziców, a których ja nie miałem. Może merytokracja jest częścią nowej formy rządów, który potrzebuje być ustanowiony.
Na posiedzenie amerykańskiego rządu, miałbym skromną propozycję. Po pierwsze, pragnę zwrócić uwagę na oczywiste wady, przez które proces legislacyjny trwał w Kongresie przez ostatnie osiem lat, a gdzie miały miejsce drapieżne praktyki udzielania kredytów przez głównie nieistniejące instytucje. Te instytucje regularnie napełniają kasę obu stronom w zamian za odrzucenie przepisów mających na celu ochronę obywatela. To skandal, lecz zdaje się, że nikt o tym nie wie, lub nikt się tym nie przejmuje. Odkąd odeszli Thomas Jefferson i Adam Smith, jestem zdania, że nie ma już wystarczająco godnych filozofów w tym kraju, przynajmniej tych skoncentrowanych na poprawie rządu. Kapitalizm funkcjonował przez dwieście lat, ale czasy się zmieniają, a systemy stają się skorumpowane. George Soros, człowiek posiadający oszołamiające bogactwo, ogłosił, że wolałby zostać zapamiętanym jako filozof. Moja sugestia jest taka, by ten wspaniały człowiek zainicjował i zasponsorowal forum dla wielkich umysłów, które zebrałyby się, by stworzyć nowy system rządów, które rzeczywiście reprezentowałyby nasz wspólny interes przy równoczesnym tworzeniu nagród wystarczająco atrakcyjnych, by przyciągnąć najlepsze i najzdolniejsze umysły, aby służyć w rolach rządowych bez korupcji. To forum mogło, by być podobne do tego, którego użyto do stworzenia Linuksa, a który konkuruje z Microsoftem, niemalże monopolistą. Wierze, że to jest odpowiedź, ale na razie system jest wyraźnie rozbity.
Na koniec, póki ktoś to jeszcze czyta, chciałbym skupić uwagę odbiorców na problemie alternatywnej żywności i źródeł energii. Nie zobaczycie tego w telewizyjnej reklamie BP - „Poczuj się dobrze, pracujmy nad zrównoważonym rozwojem”, czy w ADM-owej. Powinniście wiedzieć, że konopie są w użyciu od co najmniej 5,ooo lat jako surowiec do wyrobu ubrań i żywności, jak również tego, co jest otrzymywane z ropy naftowej. Konopie to nie marihuana i vice versa. Konopie są rodzaju męskiego i przypominają zielsko, stąd slangowa nazwa. Oryginalna amerykańska flaga była wyprodukowana z materiału składającego się z konopi, podobnie było z papierem, na którym została wydrukowana nasza konstytucja. Była jeszcze przez nasz rząd używana podczas II Wojny Światowej i została zdelegalizowania po jej zakończeniu. W czasie kiedy coraz częściej mówi się o samowystarczalnym źródle energii, dlaczego jest zakaz uprawy tej rośliny w naszym kraju? Ah, kobieta. Żeńska diabelska roślina – marihuana. Dzięki niej odlatujesz, śmiejesz się, i nie wywołuje kaca. W przeciwieństwie do spożywania alkoholu, czego elektem są bójki w barach lub bicie żony. Dlaczego więc ta nieszkodliwa roślina jest nielegalna? Czy to brama do twardych narkotyków? Nie, taką bramą powinien być alkohol, w tym kraju tak niezwykle silnie reklamowany. Moja opinia o nielegalności marihuany jest taka, że korporacyjna Ameryka, nad którą panuje Kongres, raczej sprzeda ci Paxil, Zoloft, Xanax i inne uzależniające leki, zamiast pozwolić ci na hodowlę rośliny, nie mając z tego żadnych zysków. Ta polityka wydaje się śmieszna. To uzależnia nas od zagranicznych źródeł energii. Inne kraje dosłownie śmieją się z naszej głupoty, w szczególności Kanada, a także kilka państw europejskich (zarówno wschodnich i zachodnich). Mógłbyś nie wiedzieć tego, gdyby odciągające uwagę i opłacone przez rząd media, chociaż oni i tak nie zamierzają wejść w szczegóły w to, kto w tym tygodniu naśmiewa się ze Stanów Zjednoczonych. Ludzie, proszę! Przestańcie retorycznie dyskutować i zacznijcie myśleć, jak naprawdę osiągnąć samowystarczalność.
Żegnam i powodzenia.
Wszystkiego najlepszego.
Andrew Lahde
***
Prawda, że prorocze? Andrew Lahde ma w tej chwili 39 lat. Pewnie troszkę już wydał ze swoich 80 milionów bucksów, ale musi się też cholernie cieszyć z życia. Sprawdziło się jego proroctwo. "Nisko wiszące owoce" zarządzające AIG (American International Group) doprowadziły firmę do bankructwa, a w konsekwencji do zmiany marki na całym świecie, co ma zataić faktmarnotrawienia publicznych i prywatnych pieniędzy.
Skoro już wtedy wróżenie tak dobrze mu wychodziło, może warto go posłuchać w innych kwestiach? Panie Ellison – nie morduj pan OpenSolarisa, bo i tak zostaniesz zapomniany. Uwolnij go i daj sobie siana. Czytelnicy, sprzedajcie swoje srajphony i G1 z Androidem. Hodujcie konopie i palcie nimi w piecu, nie bijcie żon i walczcie z monopolem Microsoftu.
Carlos na łamach OpenOffice.pl zasugerował nawet, że nazwa "OpenOfficePl" to w rzeczywistości "OpenOfficePL", produkt firmy OpenOffice Software z Warszawy, ale czy aby na pewno? Może po prostu chodziło o to, że OpenOffice musi być zlokalizowany i musi zawierać polskie słowniki? Zapytałem o to MSWiA oraz Kubę Kościelniaka, który jest dyrektorem OO Software, a także współpracownikiem projektu językowego. :}
Zapytałem czy rzeczywiście chodzi o ich produkt i czy dostali prawo na wyłączność. Sekretariat CPI MSWiA oczywiście nie odpowiedział, ale to już nie jest istotne. Odpowiedź Kuby:
Nie, nie mamy wyłączności, to byłoby chyba nielegalne ;-) Poza tym, gdybyśmy mieli wyłączność, to po co przetarg ? To chyba chodzi po prostu o produkt oparty na oo.org w języku polskim. Ze względu na to że nasz produkt był pierwszy na rynku i jest najbardziej rozpoznawalny, przyjęła się nasza nazwa OpenOfficePL, pisana na 17 różnych sposobów Dokładnie to trzeba zapytać autora co miał na myśli.
O przetargu dowiedziałem się z Twojego maila (link do niusa na bankier.pl - przy. mój), my z założenia nie startujemy w przetargach, to jest pole do popisu dla naszych dystrybutorów i nie chcemy im w drogę wchodzić.
W przyszłości to się może zmienić, chociażby dlatego, że ktoś może nas zaprosić do przetargu, lub będzie duży przetarg na sam soft bez sprzętu.
Mam nadzieję, że to rozwiało wątpliwości co do rzekomego ustawienia przetargu pod konkretną firmę.
Pozostaje jeszcze kwestia legalności przetargu. Redakcja serwisu Prawidłowe Przetargi Publiczne IT podała kiedyś, że 80% przetargów jest źle skonstruowanych, bo definiują one nazwy produktów, a nie potrzebne funkcje. PPPIT.pl jest serwisem wywodzącym się z działalności Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania. Ciekawiło mnie jak na to zareaguje "nasze środowisko" i na szczęście się nie zawiodłem. Przetarg został zakwalifikowany jako nielegalny.
Co dalej z tego wyniknie, nie mam pojęcia. %-) Polska to kraj wszelkiej sprawiedliwości (dziejowej i społecznej), tylko nie tej zwykłej. Ministerstwa często przymykają oczy na popełnione przestępstwa, więc spodziewam się zachowania statusu quo. Doszło do absurdalnej sytuacji, gdy serwis ujawniający przykłady łamania prawa, działający pod patronatem MSWiA, wykrył taki właśnie proceder w instytucji patronującej.
Swoją szosą, zetknęliście się kiedyś z przetargiem zawierającym listę rzeczy "Co pakiet biurowy/antywirus powinien umieć zrobić"?
Warto śledzić temat, bo cały koszt wdrożenia to grubo ponad pół miliona złotych. Ile z tego dostanie polski dystrybutor OO za sprzedaż licencji? Czy będzie to OO Software, Ux Systems, Oracle czy firma Krzak (aż chce się założyć działalność)? Czy polski dostawca przekaże część pieniędzy na rozwój głównej gałęzi OO.o? Czy powinno się przymknąć oko na ten występek, tylko dlatego, że łamie on monopol MS Office (zresztą też forsowanego niezgodnie z prawem). Czy w przypadku tego przetargu wygra ideologia WiOO i pragmatyzm, czy sprawiedliwość? Oto są pytania!
Aktualizacja: 11.06.2010 15:33
CPI.MSWiA opublikowało warunki innego przetargu, który także zawiera wymóg dostarczenia OpenOffice'a. Tym razem zapis jest klarowny i chyba bardziej zgodny z regułami przeprowadzania przetargów. Zgaduję, że to dzięki szybkiej reakcji społeczności FWiOO/PPP IT. Również i ten przetarg będzie nas kosztował ponad 125 tys euro (ponad 510 tysięcy złotych).
Kolejny wykład poprowadził duet: mgr Martyna Różycka z NASK oraz dr Konrad Walczuk z Instytutu na rzecz Państwa Prawa. Tematem były "treści szkodliwe w internecie jako nowe wyzwania prawne". Jako rozwiązanie problemu zaproponowano zasłanianie treści, które mogłyby wywołać szok u dziecka (pornografia, dziecięca pornografia, drastyczne zdjęcia powypadkowe). Jednym z wariantów miał być moderator zatrudniony przez ISP, który zajmowałby się filtrowaniem sieci. Wykład wywołał burzę emocji. Wielu wikipedystów uznało to za jawną cenzurę. Porównano ten krok do działalności rządu Chin i Australii. Dyskusja wywoływała u niektórych stan zapalny i ciągnęła się nawet podczas przerwy kawowej. Wykład skończył się, dopiero, gdy na środek wszedł kolejny wykładowca.
"Te informacje z Polski pokazują też, że powinniśmy być podejrzliwi w stosunku do każdej propozycji odebrania nam wolności, niezależnie od uzasadnienia. Musimy o nią walczyć, w tym roku i kolejnych latach, w USA, Polsce, wszędzie. Nie możemy rozwiązywać drugorzędnych życiowych problemów kosztem praw człowieka".
"Państwo musi ogłosić, że dziecko jest najcenniejszym skarbem ludzkości. Tak długo, jak rząd będzie postrzegany jako pracujący dla dobra dzieci, ludzie [chętnie] wytrzymają prawie każde uszczuplenie wolności i prawie każdy niedostatek".
W dzisiejszym numerze Gazety Wyborczej napisano, że Jerzy Buzek został przewodniczącym Parlamentu Europejskiego uzyskując ponad 6xx głosów poparcia na 736 mandatów. Buzka popierają chadecy, liberałowie, socjaliści, konserwatyści i reformatorzy (PiS pod nową banderą jak to GW zaznaczyła). Można by pomyśleć, że Buzek to jakiś Jezus skoro potrafi jednoczyć ludzi o tak odmiennych w poglądach? Może ci, których wybieramy, a o których nic nie wiemy, rzeczywiście działają zgodnie z dewizą Wspólnoty?
Nie, wcale nie! To był głupi, niepoważny, naiwny i kiepski żart. Jeśli PiS naprawdę należy do ugrupowania Reformatorów, to SLD jest prawicowe (tako rzecze JKM), a europejscy socjaliści chcą wolności dla ciemiężonego obywatela!
Porzućmy już iluzję wmawiająca nam, że Wspólnota działa pro publico bono, że nie jest kliką dużych i jeszcze zamożnych krajów-gigantów, że w ten sposób nie załatwia się narodowych interesów. Niech ktoś odpowie na proste pytanie. Co Polska będzie miała z Buzka?
Włochy zawieszają układ z Schengen do 15 lipca ponieważ w jakimś miasteczku zbiera się grupa powszechnie nielubianych dygnitarzy, a władza boi się o życie gości. Trzeba ich chronić przed obywatelami. Do Włoch wjedziemy tylko na paszporcie. Wracamy do czasów przed Wielką Akcesją do Królestwa UE, do czasów korków na granicy i do czasów, gdy każdego unijczyka, niewłocha traktowało się jak domniemanego przestępcę.
Najlepsze jest to, że wytłumaczenie mają sensowne. Niestety, podkopuje ono te lepsze fundamenty Wspólnoty. Zaskoczyło mnie tylko, że coś takiego można w ogóle zawiesić.. Chyba upada kolejny mit, że "Dzięki UE możemy jeździć swobodnie po Europie", bo nie możemy jeździć ani po Europie, ani po części nowej UE, ani po części starej UE, a w każdej chwili dowolny kraj może zrobić to samo co rząd Włoch.
17,5 tys.euro - przysługuje miesięcznie europosłom na prowadzenie biura poselskiego i wynagrodzenie dla asystentów. [src]
Nie wiem na ile wiarygodna jest ta informacja, jednak nie sądzę, aby rażąco odbiegała od rzeczywistości.
5 dni temu napisałem wiadomość do Pani europoseł Małgorzaty Handzlik. Zaadresowałem ją (wiadomość) do biur w Brukseli i Strasburgu. Kolejno do asystentek: Karoliny Spodzieja (malgorzata.handzlik-assistant@europarl.europa.eu) i Agnieszki Bajno (malgorzata.handzlik-assistant2@europarl.europa.eu). Nie dostałem żadnej odpowiedzi pomimo upływu długiego okresu. Czy jest jakiś sposób, aby wymusić odpowiedź? Czy europosłów obowiązuje - tak jak kancelarię Prezydenta - przymus odpowiadania na każdy list?
Gdyby kogoś ciekawiła treść wiadomości, na którą buro nie chce/nie potrafi odpowiedzieć :
Jvgnz
Cemrq jlobenzv qb cneynzragh Rhebcrwfxvrtb hfvłbjnłn Cnav anxłbavć boljngryv qb tłbfbjnavn an fjbwą bfboę cemrm unfłb "Ghgnw manpml j Rhebcvr". Anwjvqbpmavrw olłb bab cemrxbaljhwąpr, ob hmlfxnłn Cnav tłbfl 41697 mjbyraavxój. N j wnxv fcbfóo pupr Cnav mernyvmbjnć gb unfłb?
Już odliczam czas do dostania pozwu o znęcanie się psychiczne nad kobietą i łamanie obowiązujących praw człowieka. :< BTW. Czy mi się wydaje, czy te dwie asystentki podróżują między Belgią a Francją? Do każdego biura powinna zostać przydzielona jedna asystentka, ale z informacji ze strony europoseł, wynika, że jest inaczej.
"(Rząd) rozważa też podwyższenie stawek VAT na usługi hotelarskie i transportowe z 7 do 22 proc., co przyniosłoby kolejnych 5-6 mld zł" - napisał dziennik.
Grabowski podkreślił, że informacje podane przez "Polska The Times" są "nieprawdziwe i niewiarygodne".
- W Ministerstwie Finansów nie trwają prace nad podwyżką stawek VAT. Liczby tam (w dzienniku - PAP) podane są około dwa razy przeszacowane - powiedział. Jego zdaniem, świadczy to o tym, że dziennikarze, którzy podali te informacje, "nie mają zielonego pojęcia, jak szacować wpływy przy zmianie stawek VAT". [src]
7 czerwca 2009
Wybory do Europarlamentu
8 czerwca 2009
"Będzie trzeba szukać rozwiązań po stronie wydatkowej i dochodowej. Podatki dochodowe nie będą zmieniane, ze względu na konstytucję, jedyną alternatywą są akcyza lub VAT. Można również uszczelniać system podatkowy" - mówił w TVN CNBC Biznes wiceminister finansów, Maciej Grabowski -donosi portal money.pl
Wszystko przez to, że nagle okazało się, że nie da sie wykonać budżetu na ten rok. Są dużo niższe dochody z VAT, niż zakładano, dlatego zostaje albo zwiększyć deficyt, co rząd wyklucza, albo podnieść podatki. Resort nie może jednak podnieść podatków dochodowych, bo tego zabrania konstytucja. [src]
Miasto: Zabrze
Liczba mieszkańców: 178396
Liczba uprawnionych: 134318
Liczba wydanych kart: 28523
Liczba wyjętych kart: 28520
Liczba ważnych kart: 28498
Liczba głosów ważnych: 28004
Frekwencja: 21.22%
105795 obywateli miało te wybory w dupie, lub protestacyjnie nie zagłosowało.
3 osoby odebrały karty. Jedna ją zjadła, druga podpaliła, trzecia wytarła nią tyłek.
22 osoby w ramach protestu oddało głos i narysowało penisa na karcie
519 aktywnych wyborców w sumie nie spożytkowało głosu
Do koryta dostali się ci, którzy zwą się "prawi i liberalni" (Tak! Ci, którzy od co najmniej 1989 r. się nie sprawdzają, za to często zmieniają logo polityczne, a jeszcze częściej program bo przed każdymi wyborami), "prawi i sprawiedliwi" (stara gwardia znajomków prawych i liberalnych) oraz jawny sojusz socjalizmu. Do koryta nie dostał się żaden liberał gospodarczy, który mógłby postawić zaporę na rzece euro.
W tym miejscu należy podziękować wszystkim ludziom za to, że obsadzili takimi a nie innymi politykierami Parlament Europejski - klikę koleżków, którzy bądź co bądź, tworzyli ostatnią zaporę dla decyzji Komisji Europejskiej i Rady Unii Europejskiej.
Oprócz tego, należałoby przypomnieć osobę europosła Tadeusza Antoniego Zwięfkę (Platforma Obywatelska/European People's Party-European Democrats), który lubuje się w braniu pensji za nic nierobienie i zwiewanie do domu. Ten człowiek został (okręg wyborczy Bydgoszcz) ponownie wybrany na przedstawiciela w Europarlamencie. Gratuluję dobrego wyboru Kujawiakom.
U mnie też nie lepiej. Do PE dostała się Małgorzata Handzlik, która zalała centrum Katowic wielkimi, OGROMNYMI (brak zdjęcia) płachtami przyczepionymi do największych budynków znajdujących się tuż obok spodka. Ponieważ wygrała te wybory, za tę bezczelną reklamę zapłacimy my - podatnicy. Cóż, teraz pozostaje czekać na zrealizowanie hasła-obietnicy "Tutaj znaczy w Europie". Osobiście nigdy bym na tę panią nie zagłosował za a) sianie propagandy na mojej uczelni b) nie odpowiedzenie na mojego maila ws. Traktatu z Lizbony c) obniżenie sobie i kolegom cen za roaming.
Dodatkowo:
Do Brukseli pojedzie też Tadeusz Cymański (6,3 proc. głosów), choć startował z odległego piątego miejsca. Zdetronizował swoją partyjną koleżankę Hannę Foltyn-Kubicką, która nie zdobyła mandatu, choć była "jedynką" listy (3,5 proc poparcia). [src]
Choć Pani była z PiS-u, to nie mogę powiedzieć o niej złego słowa. Jako jedyna odpowiedziała na moje pytania o eurokosntytucję i zasady działania Wspólnoty Europejskiej. Udostępniła mi również dodatkową wiedzę, o którą nie pytałem. Dzisiaj wiemy, że merytorycznego europosła (germanistkę, która wiedziała jak postępować z Niemcami) zastąpił partyjny "kolega".
Natomiast bardzo mnie ciekawi, na jakiej podstawie mieszkańcy przynależący do okręgu gdańskiego, wybrali Cymańskiego zamiast Foltyn-Kubicką. Z jednej strony mieli europoseł (PiS, nr 1, wysokie poparcie partii!), która w moim odczuci siedziała cicho i robiła swoje, a z drugiej przereklamowany polityk, cudujący w Poranku TVN (PiS, nr 5, niskie poparcie partii!). Pewnie sami wyborcy nie wiedzą jak to się stało.
Z Parlamentu wypadł również Witold Tomczak, poseł z ramienia Prawicy RP, który zaczął mnie regularnie spamować po wysłaniu mu zapytania o Traktat Lizboński. Choć zostałem mimowolnie zapisany do "newslettera", muszę przyznać jedno. Facet naprawdę dużo działał. Był Katolikiem więc niektóre wystąpienia były w moich oczach zbędne, ale działał, gdy np. niemieckie media pisały na nowo historię (vide: Europejscy pomocnicy Hitlera w zagładzie Żydów).
Ludzie powiadają, że każdy człowiek, aby zaistnieć, musi mieć swojego wroga. Jedni uważają, że dobry wróg to martwy wróg. Drudzy uważają, że dobry wróg to taki, który jest wspólny dla wszystkich - bo jednoczy ludzi, bo pozwala działać. Naszym aktualnym wrogiem jest Globalne Ocieplenie. Wróg ten jest dla nas znakomity. Kiedy patrzę na zachowania naszych polityków, nie mogę wprost wyjść ze zdumienia jak kilka setek, chyba zwyczajowo już skłóconych ze sobą ludzi, harmonijnie marszy zwoje mózgowe próbując spłodzić jakąś myśl. Kiedy włączam szklane pudło, kiedy biorę do dłoni gazetę, widzę dziennikarzy, którzy ramię w ramię sieją panikę o nieuniknionym zagrożeniu. Kiedy włączam swojego Firefoksa, czytam o happeningach typu „NO CO2”.
Globalne Ocieplenie nie jest jednak naszym głównym wrogiem. Głównym wrogiem jest człowiek! Bo człowiek to taki pasożyt, który wymykając się z ram przyrody, doprowadził do ekspansji swojego gatunku, i który jest teraz główną przyczyną ocieplenia. To przez człowieka topnieją lodowce, to przez człowieka tajfuny zalewają Tajlandię, to przez człowieka na czarnym lądzie jest ciepło. Ta, tak popularna teoria, niebędąca nawet udowodniona naukowo prezentuje iście antyhumanistyczne podejście do życia, a jednak jest uznawana niemalże za dogmat.
Jak to możliwe? Zapewne niektórym słoneczko przygrzało...
Globalne Ocieplenie jest faktem, a podstawą tego faktu są regularne cykle słońca. Po co więc mieszać do tego działalność człowieka? „Bo człowiek, wchodząc w erę industrializmu, wyprodukował masę gazów cieplarnianych” - można by odpowiedzieć. Dobrze, a w takim razie, jaki jest procentowy udział człowieka w tym procesie? Nikt nie zna odpowiedzi. A o ile wzrosła temperatura na Ziemi przez globalne ocieplenie? Znów nikt nie zna odpowiedzi.
Temperatura na Ziemi przez 100 lat ciągłego ocieplania się klimatu wzrosła zaledwie o 0,74 stopni Celsjusza, gdzie głównymi winowajcami są aktywne wulkany, parujące oceany, zwierzęta domowe wydalające gazy cieplarniane typu metan (którego potencjał cieplarniany jest 21x większy od potencjału dwutlenku węgla) i oczywiście słońce. Czy przy takim ogromie działalności Matki Natury, działalność człowieka cokolwiek znaczy? Szczerze wątpię. Suma summarum, skoro działalności człowieka i natury spowodowała ocieplenie się klimatu o parę setnych Celsjusza przez jeden wiek, to o jakim znaczącym przyspieszeniu w ocieplaniu się klimatu mówimy? Znów wracamy do punktu wyjścia, znów nie wiemy, o co chodzi. To może chodzi o pieniądze?
Choć zgodnie z racjonalnym modelem wiedzy, powyższy argument wydaje się śmieszny, wielu ludzi wierzy, że dzięki tłamszeniu gospodarki państw (młodej) Unii Europejskiej, niespełna 0,5 miliona mieszkańców Wspólnoty będzie zdolne do wyhamowania i zmiany (odwrotu?) kierunku rozwoju klimatu, rzekomo zniszczonego przez 6 miliardów ludzi na całym świecie w przeciągu stu lat. A jeśli już ludzkość, a raczej „Unijczycy”, rzucający się z motyką na słońce, chcą powstrzymać Globalne Ocieplenie, to co w zamian? Globalne Oziębienie?
Paranoja wywołana ciepłem
Trudno mi uwierzyć w hasła głoszące, że Globalne Ocieplenie jest złe, i że jest wywołane przez człowieka. Właściwie to trudno mi uwierzyć w cokolwiek co jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. W swojej postawie staram się nie być skąpcem poznawczym czy ignorantem (poznawczym), staram się mieć w sobie na tyle tolerancji dla oponentów, aby wysłuchać ich opowieści, nie dostrzegam jednak tego samego z przeciwnej strony. Przeciwne poglądy są przypisywane „kontrowersyjnym dziwakom”, „przedstawicielom korporacji” co pozwala zamknąć usta człowiekowi jeszcze zanim weźmie głos. Tak właśnie było i w naszym pięknym kraju, dopóki głosu na arenie międzynarodowej nie zabrał Vaclav Klaus, prezydent Czech. Oczywiście, okrzyknięto go „kontrowersyjnym politykiem”, choć jest to zupełnie niezrozumiałe.
Jako że moje poglądy są w mniejszości, przyjmuję założenie, że mogę nie mieć racji. Co jednak, gdy okaże się, że w błędzie byli Al Gore, Unia Europejska, Greenpeace i inni? Co, gdy okaże się, że Globalne Ocieplenie jest wielką mistyfikacją, mającą na celu wyciągnięcie dużych pieniędzy i wypromowanie pewnych osobistości medialnych? Co zrobimy z krajami, których wzrost gospodarczy i rozwój zahamowano, ponieważ nie były w stanie spełnić unijnych limitów produkcji CO2? Co zrobimy z pieniędzmi państw, które zapłaciły wiele milionów euro, kupując prawa do wysokich limitów, gdy tylko odpowiedzialność człowieka wobec globalnego ocieplenia okaże się fałszywa? Oddamy te pieniądze? Na co one właściwie idą? Czy te wszystkie miliony we wspólnej kasie magicznie sprawiają, że klimat się ochładza?
Warto pytać o to wszystko, gdyż już słyszy się, jak naukowcy ogłaszają nadchodzenie Globalnego Oziębienia. Wielką krzywdą dla całego społeczeństwa Wspólnoty Europejskiej byłoby przypisać oziębienie się klimatu, działalności decydentom z Brukseli.
Jest jeszcze Al Gore – człowiek, będący politycznie skończony wybił się medialnie, tworząc paradokument pt. „Niewygodna prawda”, w którym podpiera się opinią 2 tys naukowców, podczas gdy 30 tys innych oskarża go za propagowanie kłamstw. Człowiek twierdzący, że dzieci w Polsce, by móc zażyć łyku świeżego powietrza, schodzą do kopalń. Człowiek, który naciska na innych by stali się bardziej pro-eko, a który sam ma wielką posiadłość zużywającą tyle samo prądu co miasteczko w Texasie. Człowiek, który albo wygaduje głupoty, albo robi rzeczy przeciwne do głoszonych haseł – czy ten człowiek zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za szerzenie strachu i kłamstw?
Bynajmniej nie wspominam o tym bez kozery. Być może niektórzy Czytelnicy pamiętają czasy histerii, jaka nastała przy odkryciu monotlenku diwodoru (ang. dihydrogen monoxide, DHMO) ? Naukowcy odkryli, że substancja ta odpowiada za wiele szkodliwych procesów, oraz że jest masowo wykorzystywana w przemyśle ciężkim i fast foodach. Z różnych źródeł a m.in. ze strony Coalition to Ban DHMO wiemy, że monotlenek diwodoru:
jest niekiedy określany jako kwas protonowy i jest głównym składnikiem kwaśnych deszczów,
przyczynia się do zwiększenia efektu szklarniowego na Ziemi,
może być przyczyną poważnych poparzeń,
współuczestniczy w procesach erozji gleb,
przyspiesza korozję i rdzewienie wielu metali,
może spowodować awarię urządzeń elektrycznych,
zmniejsza skuteczność działania hamulców samochodowych,
został wykryty w komórkach nieuleczalnych nowotworów złośliwych,
Wiemy również, że „duże ilości monotlenku diwodoru zostały znalezione we właściwie wszystkich strumieniach, jeziorach i zbiornikach współczesnej Ameryki. Ale skażenie nie ogranicza się do jednego kraju i przybrało zasięg globalny: substancje te znaleziono nawet w lodzie Antarktydy.”
Wiemy także, że pomimo zagrożeń, DHMO jest wciąż używany.
jako rozpuszczalnik i czynnik chłodniczy w przemyśle,
w reaktorach jądrowych,
w produkcji pianek z tworzyw sztucznych,
jako opóźniacz zapłonu
na wiele sposobów podczas okrutnych doświadczeń na zwierzętach,
podczas rozprowadzania pestycydów; nawet po starannym spłukaniu otoczenie pozostaje zanieczyszczone DHMO,
jako dodatek do "szybkiej żywności" i innych produktów żywnościowych.
Ludzie w strachu przed DHMO organizowali się grupy, zrzeszali w różne stowarzyszenia, pisali petycje do korporacji, pikietowali – do czasu, aż na jaw wyszedł fakt wielkiej mistyfikacji, którą przygotowało kilku naukowców mających pokazać skutki ignorancji naukowej i ośmieszyć zjawisko publicznego lęku. Wtedy właśnie ludzie zrozumieli, że to z czym tak długo i gorąco walczyki to zwyczajna woda. Monotlenek diwodoru to technicznie poprawna, ale w praktyce niestosowana nazwa wody.
Czy i w przypadku Globalnego Ocieplenia, nie mamy do czynienia walki mas z urojonym wrogiem? Z czymś, czego ludzie zwyczajnie nie rozumieją? Czy akcje typu „NO CO2” nie przypominają akcji typu „NO DHMO”?
W niektórych krajach, np. w Australii strach przed CO2 osiągnął taki poziom, że politycy i naukowcy proponują wprowadzenie kontroli urodzeń na wzór chińskiego modelu, argumentując to wyziewami dwutlenku węgla z płuc obywateli. Rodziny chcące zwiększyć liczebność swoich pociech miałyby zostać obciążone regularnym podatkiem od dziecka, a osoby decydujące się na sterylizację miałyby otrzymywać specjalne kredyty. Innym niezbyt fortunnym pomysłem jest zastąpienie wieprzowiny mięsem kangura, co pozwoliłoby ograniczyć hodowlę trzody chlewnej.
Ukryty cel?
Mój przyjaciel, socjaldemokrata, podczas rozmowy o psuciu się struktur UE, powiedział wprost, o co w tym chodzi. Powiedział: „UE chce zmusić państwa wspólnoty do przejścia na „zieloną energię”. I tak kiedyś będziemy musieli to zrobić, bo dotychczas eksploatowane złoża są wyczerpywane”.
Co prawda to prawda. Przejście na energię przyjazną planecie jest dobrym pomysłem, a sama ekologia jest modnym tematem, dlaczego więc głowy państw UE tak pieczołowicie skrywają przed obywatelami swoje cele, które nota bene są popularne wśród społeczeństwa? Dlaczego nie powiedzieli wprost: „Zaczynamy dbać o Ziemię! Do roku 2020 każde z państw UE musi zużywać 20% energii pochodzenia odnawialnego”. No, dlaczego?
Może dlatego, że prezydent państwa, który chce wszystkich zmusić do tej zmiany, sam nic nie traci, bo jego kraj niemal w całości wykorzystuje energię atomową. A konsekwencje dla krajów „uzależnionych od CO2”? Wyobraźmy sobie, jak unijne restrykcje dotykają np. Śląska. Unia systematycznie zmusza Polskę do redukcji CO2 poprzez zmniejszenie wydobycia węgla i produkcji np. cementu. W pewnym momencie wydobycie i produkcja się nie opłaca. Minister gospodarki, Waldemar Pawlak zgodnie ze złożonymi obietnicami przenosi fabryki na Białoruś. Mieszkańcy Śląska – wiele tysięcy górników i pracowników hut – traci pracę. Co robi Unia? Wydaje pieniądze podatników na bezużyteczne dla górników programy przekwalifikowujące typu „Kapitał ludzki”. Bezrobotnym wypłaca zasiłki a nierentowne śląskie kopanie zaczyna dofinansowywać. Śląska gospodarka podupada. Ludzie stają się zdenerwowani. Zamiast zarabiać kilka tysięcy, dostają paręset złotych zapomogi.
Potem nie pozostanie już nic jak płacenie policji za częste patrole ulic i wydawanie kasy na programy pomagające wyjść z bezdomności czy z alkoholizmu.
To oczywiście tylko moja wizja, najbardziej pesymistyczna, która wcale nie musi się zrealizować. Niestety niczego innego nie spodziewam się po politykach, którzy oszukują swoich wyborców.
Przesłanie
Myślę, że nie ma sensu przejmować się rzeczami, na które nie mamy realnego wpływu. Będzie Globalne Ocieplenie - plus dla Questa, który kocha ciepełko. Będzie Globalne Oziębienie - minus dla Questa, który zimy nienawidzi. Bardziej powinniśmy interesować się tym, jak nasze podatki zostają wydawane lekką rączką. Mnie serce krwawi, gdy widzę ten cały burdel. Jedynie, o co apeluje to o większe zainteresowanie Parlamentem Europejskim, który staje się rzeczywistym źródłem absurdów obowiązujących w naszym pięknym kraju. Stalin mawiał, że powinni (on i jego pachołki) robić to, co jest dobre dla Rosjan. Powiedział otwarcie: "Powinniśmy posługiwać się przemocą i fałszem". Coraz bardziej niepokojące jest to, na jak dużą skalę Unia Europejska posługuje się fałszem wobec swoich obywateli.
Niezmiernie dziwi mnie obchodzenie tego święta z takim, hm.. hukiem! Po co świętować dawne chwile chwały skoro obecnie jesteśmy państwem podległym Wspólnocie Europejskiej? Polacy faktycznie kochają odgrzebywać stare dzieje zamiast zwyczajnie o nich pamiętać i wyciągać wnioski z błędów przeszłości.
Abstrahując od tego czy UE uważam(y) za błogosławienie czy nie, faktem jest, że 60% prawa obowiązującego w Polsce powstaje w Belgii i we Francji. Sprywatyzować Poczty Polskiej nie możemy bo UE nie pozwala, rybacy łowią zaledwie 5 miesięcy w roku bo na więcej im Unia nie pozwala. Nie możemy rozwijać przemysłu tylko musimy żebrać o cudaczne limity na dwutletekwęgla. Nawet większą część oscypków kazano nam zdelegalizować bo baby w bacówkach nie posiadają dwóch umywalek więc nie potrafią spełniać unijnych "norm" sanitarnych (a wszyscy eurourzędnicy wiedzą, że oscypki są przyczyną największej ilości zgonów wśród Polaków i turystów). Oczywiście po ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, procent podległości UE wzrośnie. O ile? - nie wiadomo. Myślę, że nie wie tego też premier ani minister spraw zagranicznych, którzy oddali Polskę pod władanie obcokrajowców nie czytając ratyfikowanego dokumentu.
W odległych czasach Austria, Prusy oraz Rosja nie zapytały narodu polskiego czy zrzekają się prawa do samostanowienia na ich rzecz tak jak obecnie premier, minister spraw zagranicznych, pani Merkel i pan Sarkozy nie pytając Polaków, zadecydowali o ich anschlussu do swojego "imperium".
Żartowałem. Wcale nie dziwi mnie, że naród polski po raz wtóry daje się dymać..
Platforma Obywatelska wygrała wybory parlamentarne 2007, przeprowadzone 21 października. Rządzi nam już rok i tydzień. Z tej okazji, należałoby naskrobać jakieś podsumowanie jej rządów.
Czy ktoś pamięta hasła wyborcze konkretnych partii?
Prawo i Sprawiedliwość: ""
Platforma Obywatelska: "By żyło się lepiej. Wszystkim"
Lewica i Demokraci: ""
Polskie Stronnictwo Ludowe: "Porozumienie służy ludziom"
Liga Prawicy Rzeczypospolitej: ""
Samoobrona RP: ""
Polska Partia Pracy: "Dość wyzysku – ludzie pracy razem"
Splendor znów spływa na rząd Tuska. Po nie całkiem udanej akcji "Boisko w każdej gminie", przyszła pora na "Laptop dla każdego ucznia". Były zapowiedzi, jest dalsze planowanie. Choć ja uważam, że to kolejne oszustwo, na które nabiera się młode, wykształcone, inteligentne pokolenie Polaków, Borys Musielak - w obawie przed dotacją wiadomych producentów - działa! Tak po prostu, myśli i działa. Na jego blogu znaleźć można luźną koncepcję i garść pomysłów, na to jak realizacja projektu ma wyglądać. Choć sam pomysł, bez głębszego zastanowienia, uważam za bzdury, warto nad nim po debatować, zważywszy, że polskie rządy lubują się we wdrażaniu kiepskich pomysłów, które odbijają się nam czkawką. Warto przygotować za w czasu szklankę z wodą.
Dla mnie ten pomysł jest o tyle zabawny, że starałem się go sensownie wypunktować już 4 marca 2007 roku, ale w pewnych kręgach nie spotkał się z entuzjazmem. Chyba zatrudnię się w PR Teamie premiera
Do rzeczy. Oto moje luźno powiązane myśli:
Dobre pomysły na rozwiązanie problemów z klaptopami przedstawił Borys. Przeczytaj jego wpis.
e-Sofokles to internetowy dzienniczek ucznia, tworzony przez Marcina Krzywonosa i oprawiany przez Pawła Krupskiego, całość tworzona przy współpracy z AB-COM. Założenia są proste. Papierowe dzienniczki odchodzą do lamusa. Uczeń oraz rodzic mogą na bieżąco, w każdej chwili (nawet w środku nocy), sprawdzić oceny w internetowym dzienniku.
Wolne Podręczniki - ten projekt powinien zostać obowiązkowo wdrożony w przyszłości, od razu gdy nadarzy się ku temu okazja. Tak jak napisał Borys - jeśli nie chcemy, aby klaptopy dla dzieciaków były tylko dodatkiem do informatyki, a były pomocne podczas nauki innych przedmiotów, należy zmienić system nauczania. Uważam, że Wolne Podręczniki świetnie się nadają do tego by zrobić drugi, najważniejszy krok. Pierwszym było przygotowanie Wolnych Lektur! Zobacz: postępy prac, wpisy na osnews.pl
W szkole, szukając jakiś treści, zawsze powtarzałem: "Życie byłoby prostsze, gdyby Pan Bóg wynalazł Ctrl+F".
Po krótkiej refleksji uważam, ze najlepszą dystrybucją byłaby hybryda Edubuntu z Xubuntu, ale skrojone do potrzeb polskich uczniów. Wykonać projekt powinien Canonical. Tak uważam a nie inaczej bo: Ubuntu ma fajną ideologię i może trzech na trzydziestu uczniów połapie się w tej pięknej idei, a nóż ktoś zacznie pracować dla środowiska Open Source. Canonical się wzbogaci, wzrośnie i wzmocni się świadomość marki Ubuntu, jakiś Linux zacznie się liczyć na narodowym rynku, producenci programów edukacyjnych widząc nowy rynek zbytu, zaczną portować swoje aplikacje. Hybryda dlatego, że w klaptopach do 400 złotych MUSI być coś lekkiego i ładnego. GNOME jest ładne, ale ciężkie. XFCE korzysta z GTK++ więc spełnia wymagania wagi i "ładności". Ważną kwestią jest jeszcze KDE 4. GNOME ma dobry interfejs, ale słabe aplikacje, zaś KDE miało dotychczas dobre narzędzia, ale interfejs był skopany. Ważne jest, aby na komputerze zachowano jednolity interfejs. Co zrobić z "killer app" z KDE, których nie ma w GNOME? Nie, nie piszemy od nowa. Piszemy ją pod Qt 4.5, które przechwytuje motyw z GTK. Przykładem takiego "killer app" z KDE jest Marble. Istnieje wiele, bardzo wiele, dobrych aplikacji do edukacji napisanych w Qt. Programy do nauki języków, do nauki myślenia logicznego, do prezentacji zachowań zjawisk fizycznych, do nauki geografii (wyżej wymienione Marble zintegrowane z Wikipedią i Google Panoramio), do ćwiczenia pamięci.
W środku klaptopów - OpenOffice.org i Firefox oczywiście. Krok ten: a) wspomoże Mozillę i dokopie MS. Wzrośnie udział Firefoksa do ~60 procent*, to może "łebmasterzy" zaczną poprawnie pisać strony; b) dzieciaki nauczą się w końcu używać innego Office'a.
Intuicja mi podpowiada, że mało kto będzie na tyle sprytny, bo zmienić domyśkny format zapisu danych. Bo i po co? Przecież wszystko działa... Masowy zastosowanie formatu w ODF jeszcze bardziej go spopularyzuje a co za tym idzie spopularyzuje i OpenOffice, i inne aplikacje korzystające z niego. Krok ten pozwoli na nieprzeprowadzanie w przyszłości szkoleń wśród urzędników gmin, ZUS-u itp.
Przy takiej akcji, koniecznie należałoby porozdawać CD z OO.o, Firefoksem i paroma innymi aplikacjami na Windows. Działa na klapku w szkole, dlaczego nie miałby zadziałać w domu?
Alrauna.org, to o ile pamiętam, ruch mający na celu przekabacić ciała pedagogiczne na jasną stronę mocy. Pomieszać, poplątać, połączyć z WiOO w szkole.
Zobaczymy co wyniknie ze starcia "ludzkiego planowania" z "ludzkim działaniem". Irlandii nie będzie, to może zinformatyzujemy polską edukację jak to zrobiono w Estonii?
Ps. gdzieś wyczytałem o nowatorskim pomyśle w zagranicznym systemie edukacji. Studenci zamiast ściągać z Wikipedii, aby zaliczyć, muszą pisać artykuły do internetowej encyklopedii. A gdyby tak, przenieść to na nasz grunt?
* podane na potrzeby wpisu, te przewidywania to bujda
W polskiej sieci, w zakątku około Open Source-owym wybuchała niemała radość na wieść o uznaniu OpenOffice.org przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Wydarzenie to zostało uznane za tak znaczące, że niusy o nim wyrastały jak grzyby po deszczu. Pisały o tym jedne z najpoczytniejszych polskich serwisów: IDG.pl: Open Office zyskuje uznanie MEN, DI.com.pl Nauczycielu, instaluj OpenOffice!. Borys Musielek, Ojciec Dyrektor grupy medialnej JakiLinux.org oraz firm córek LinuxNews, OSNews.pl i WolnaKultura.info z hurraoptymizmem
napisał: "Ministerstwo Edukacji rekomenduje Open Source!", "(...) Wygląda na to, że akcja WiOO w Szkole zaczyna przynosić pozytywne efekty na najwyższym szczeblu!".
Pozytywnie zaskoczony kompetencją europejskich polityków, natychmiast przekazałem dobrą nowinę Marcinowi. Ten jednak szybko zgasił mój optymizm. Jak się okazało, obecne władze MEN w wysublimowany sposób oszukują obywateli a ogłoszenie wcale nie jest nowe. Jego pierwsza publikacja datowana jest na.... 24 marca 2006 roku, czyli na czasy urzędowania ministra Romana Giertycha!
Kopia starego ogłoszenia uchowała się w dwóch serwisach: Infojama.pl i ProgramyPC.pl. Porównajmy treść starego i nowego. Tekst na czerwono to różnice.
24 marca 2006
Ministerstwo Edukacji i Nauki, uwzględniając założenia inicjatywy eEurope w zakresie wspierania i rozwoju w Europie oprogramowania typu Open Source uznaje, iż oprogramowania Open Office w wersji 2.0, dystrybuowane nieodpłatnie, jest produktem dostatecznie dojrzałym i zaawansowanym zarówno dla potrzeb edukacyjnych, jak i dla zastosowań biurowych w sektorze edukacji i nauki. Wyżej wymienione oprogramowanie może z powodzeniem zastępować stosowane do tej pory oprogramowanie komercyjne, dając znaczne oszczędności środków przeznaczanych na opłaty licencyjne za korzystanie z większości dostępnych typów oprogramowania biurowego.
Środki zaoszczędzone, dzięki zastosowaniu bezpłatnego oprogramowania biurowego, będą mogły zostać przeznaczone na rozwój oprogramowania edukacyjnego, realizację projektów upowszechniania rozwiązań informatycznych w dydaktyce oraz projekty e-learningowe.
Ministerstwo Edukacji i Nauki zamierza przeprowadzić w najbliższym czasie test innych produktów typu Open Source pod kątem ich powszechnego zastosowania w polskiej edukacji i nauce.
Warszawa, 17 lipca 2008 roku
Ministerstwo Edukacji Narodowej, uwzględniając założenia inicjatywy eEurope w zakresie wspierania i rozwoju w Europie oprogramowania typu Open Source uznaje, iż oprogramowania Open Office, dystrybuowane nieodpłatnie, jest produktem dostatecznie dojrzałym i zaawansowanym zarówno dla potrzeb edukacyjnych, jak i dla zastosowań biurowych w sektorze edukacji i nauki. Wyżej wymienione oprogramowanie może z powodzeniem zastępować stosowane do tej pory oprogramowanie komercyjne, dając znaczne oszczędności środków przeznaczanych na opłaty licencyjne za korzystanie z większości dostępnych typów oprogramowania biurowego.
Środki zaoszczędzone, dzięki zastosowaniu bezpłatnego oprogramowania biurowego, będą mogły zostać przeznaczone na rozwój oprogramowania edukacyjnego, realizację projektów upowszechniania rozwiązań informatycznych w dydaktyce oraz projekty e-learningowe.
Wygląda na to, że stare sztuczki dobrze działają. Nowa nazwa tego samego plus zmiana (likwidacja) numerka plus kasacja komentarza poprzedniego ministra sprawia, że stare oświadczenie wygląda jak nowe. Pijar polityczny pełną gębą. Zapewne w tej sprawie bystre oko premiera "wnikliwie obserwuje sytuację na rynku" a jego kancelaria nie wysyła "komunikatów prasowych" swoim ministrom z informacjami "co i komu mówić, aby zrobić dobrze obywatelom". Przez taką głupotę, na krótką chwilę, pani minister Katarzyna Hall z pewnością zdobyła kilka punktów procentowych poparcia.
I niestety, wygląda na to, że jednak akcja WiOO w Szkole nie przynosi oczekiwanych rezultatów na najwyższym szczeblu.
Podczas zajęć z historii, mój belfer powiedział kiedyś zdanie o identycznym sensie: "Ludzie za czasów PRLu nauczyli się cwaniaczyć i oszukiwać. Wszystko robili za plecami innych, załatwiali sprawy, a to kupili szynkę a to coś naprawili poza kolejkami. Rosła zależność od koleżeńskich układów, i to niestety trwa do dziś"
Dwa dni później na TVNie w programie "Firma" mówią o polskich przedsiębiorstwach, które rozkręcają interes w Dubaju. Reporter po wywiadzie z polską firmą produkującą puszki mówi: "Aby rozkręcić firmę w Dubaju należy głównie liczyć na kontakty ze znajomymi lokalnymi firmami!"
Jak to się dzieje, że w Dubaju oszukują i jeszcze zarabiają. A u nas działa Szara sieć (?) i nie widać takich wzrostów jak w ZEA.
Prezydentem Zabrza została Małgorzata Mańka – Szulik, otrzymując 15016 głosów. Rafał Marek zdobył 14824 głosy. Frekwencja wyniosła 20,09%. [src]
Dane z Wikipedii z roku 2006 mówią iż Zabrze jest wsią, którą zamieszkuje aż 183 943 ludziów. Na wybory poszło niespełna 30 tys ludzików, a dokładnie 29840!
183 943 - 29 840 = 154 103 <- tyle ludzi nie ruszyło dup w niedziele aby oddać jeden zakichany głos. Powinni wam odebrać prawo głosu jełopy!
Ciekawe czy nowy prezydent będzie prezydentem zabrzan czy może małej niespełna 30sto tysięcznej osadki wewnątrz Zabrza. Ciekawe jeszcze ile malkontentów będzie jojczyć na władzę!
Widział ktoś kiedyś takich hipokrytów jak Najsztub i Żakowski?
Kreują się na wszystko wiedzących, oskarżają o zrobienie z Kononowicza klowna sceny politycznej a sami robią dokładnie to samo, w tym samym momencie tylko w bardziej wyrafinowany sposób. No i na ich szczęście, oponenci byli bardzo zestresowani... Szkoda człowieka. Media nie rozumieją, że to miała być niby-alternatywa do przestępców w białych kołnierzykach. Dziwne, że nie doczepili się do bardziej obytego Waldemara 'Majora' Fydrycha, który startował z ramienia komitetu Gamonii i Krasnoludków. Ciekawe jakby wyglądała taka pyskówka...
Oglądając kabaret Moralnego niepokoju - Wizja przyszłości, usłyszymy słowa:
<< Dlaczego prezydent nie reaguje?
<< Niepotrzebnie wybraliśmy na prezydenta kobietę
>> No tak, ale czy transseksualista jest kobietą? Trudno orzec!
Wcześniej wydawało mi się, że to śmieszny tekst lecz dzisiaj wiem, że trans to nie wymysł i stwarzają coraz więcej (śmiesznych) problemów np.
(..) Są jednak kraje, w których nie ma możliwości prawnej zmiany aktu urodzenia. Jednym z nich jest Wielka Brytania, której obywatelka Sarah Richards zdecydowała się na występienie przeciwko swojemu krajowi do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. W pozwie domagała się uznania jej za kobietę (urodziła się jako mężczyzna) i przyznania prawa do emerytury w wieku 60 lat (zamiast obowiązujących na wyspach 65 lat dla mężczyzn). Trybunał, opierając się o dyrektywę w sprawie zasady równego traktowania obu płci w dziedzinie zabezpieczenia społecznego, wydał wyrok niekorzystny dla Wielkiej Brytanii: Sarah Richards ma zostać uznana za kobietę i mają jej być przyznane prawa emerytalne z dniem wynikającym z zasad dla tej płci. (..) [src]
Wprawdzie polski parlament uchwalił właśnie święto dla zwierząt, ale włoski ustawodawca przebił Polaków w głupocie. Otóż posłowie w Rzymie debatowali nad tym... z jakiej toalety - damskiej czy męskiej - ma korzystać transseksualista.
Jedna z posłanek oświadczyła że nie życzy sobie żeby z damskiej toalety korzystał(a) jej kolega(koleżanka) z ław, który(a) zmieniła sobie jakiś czas temu płeć z męskiej na damską. Spór był ostry i deputowani nie doszli do żadnych wniosków. Teraz tą niezwykle poważną sprawą zajmie się odpowiednia komisja parlamentarna. Rozpatrywana jest także kwestia, czy aby nie wybudować trzeciej toalety dla transseksualistów.
A może czwartej dla gejów i piątej dla lesbijek, szóstej dla zoofilów itd? Jak znam standardy europejskie, skarżąca się posłanka zostanie napiętnowana za brak tolerancji i być może nawet uchyli się jej immunitet za nawoływanie do nienawiści wobec mniejszości seksualnych. [src]
Komunistyczny rząd indyjskiego stanu Kerala zadecydował o usunięciu oprogramowania Microsoftu ze stanowych instytucji. To kolejny krok w walce przeciwko "monopolistycznym korporacjom", której ofiarami padły już Coca-Cola i Pepsi Co.
"Powszechnie wiadomo, że Microsoft jest monopolistą na rynku technologii komputerowych. Jako rząd demokratyczny i postępowy chcemy propagować Wolne Oprogramowanie" - powiedział dziennikarzom M. A. Baby, stanowy minister edukacji. Minister twierdzi, że jego rząd nie prowadzi kampanii przeciwko krajom Zachodu. "Bardzo szanujemy osiągnięcia USA i jego europejskich sprzymierzeńców na polu sztuki, literatury i kultury. Jednocześnie nie jesteśmy zadowoleni monopolistycznymi i imperialistycznymi posunięciami dokonywanymi przez te kraje na polu politycznym i ekonomicznym". Oprogramowanie giganta z Redmond zostanie zastąpione przez Linuksa we wszystkich urzędach oraz w 12 500 szkołach na terenie stanu.
Decyzja rządu Kerali może spowodować negatywne skutki dla gospodarki stanu. Przed kilkoma tygodniami zabroniono tam sprzedaży i dystrybucji Coca-Coli i Pepsi-Coli po tym, jak jedna z organizacji ochrony środowiska doniosła o znalezionych w napojach pestycydach.
Kerala z 32-milionową populacją jest jednym z najmniejszych stanów Indii. Microsoft informuje jednak, że to bardzo ważny rynek, gdyż ponad 90% mieszkańców stanu potrafi czytać i pisać, podczas gdy średnia dla Indii wynosi 65%. Ponadto Kerala jest znana ze swej innowacyjności i promowania nowoczesnych technologii.
Za decyzją władz stanu mogą stać w rzeczywistości przyczyny ekonomiczne, a nie ideologiczne. Roczny budżet Ministerstwa Edukacji przeznaczany na promowanie wiedzy informatycznej wynosi 1,86 miliona dolarów i musi wystarczyć dla miliona uczniów. A ambicją ministra Baby'ego jest objęcie lekcjami obsługi komputera wszystkich dzieci Kerali. [src]
Fajnego mają ministra edukcjia, nie to co my... ale jeszcze fajniejszy mają ustrój polityczny ;D
Pierwsza holenderska partia pedofili, "Dobroczynność, Wolność i Różnorodność", może działać legalnie - orzekł holenderski sąd.
Tulipany w Holandii | Fot. Akpa Założona w maju partia "Dobroczynność, Wolność i Różnorodność" (PNVD), nie będzie zakazana. Holenderski sąd odrzucił wniosek działaczy antypedofilskich o jej natychmiastową delegalizację.
Partia PNVD, może więc działać bezproblemowo na terenie Holandii i postulować: liberalizację przepisów dotyczących pornografii dziecięcej i sodomii (w tym zoofilii) oraz obniżenie granicy z 16 do 12 lat wieku nieletnich, od której współżycie seksualne byłoby dozwolone.
Jak mówią sami działacze tej partii, ich celem jest zniesienie wszystkich zakazów w sferze seksualnej. Przywódca PNVD Ad van der Berg, twierdzi, że tak wysoka granica wieku, od którego można rozpocząć współżycie seksualne, wzmaga tylko wśród młodocianych zainteresowanie współżyciem z dorosłymi. Partia powołuje się na homoseksualistów i ich walkę o własne prawa. - To właśnie geje jeszcze do niedawna nie mogli działać legalnie w wielu krajach, ale gdy tylko zaczęli się twardo dopominać o swoje „prawa”, to parlamenty niektórych państw ustąpiły i zezwoliły im na korzystanie z szeregu przywilejów, których dotąd nigdy i nigdzie nie posiadali - informuje na stronie internetowej PNVD. [źródło]
Rosjanin chce poślubić krowę
Pewien rosyjski rolnik zwrócił się do prezydenta Władimira Putina z prośbą o pozwolenie na poślubienie... krowy - pisze serwis Ananova.
Jak pisze MosNews Boris Gabov złożył to nietypowe zapytanie podczas internetowego czatu z Putinem. Rolnik wyjaśnił, że w jego wiosce nie ma już kobiet jakie mógłby poślubić. Gabov żalił się, że wszystkie dziewczyny przeniosły się do miasta.
"Widzę rozwiązanie mojego problemu" - napisał do prezydenta desperat - "bardzo kocham zwierzęta, zatem chce zapytać, kiedy będzie możliwe wchodzenie w związki małżeńskie ze zwierzętami, na przykład z krowami?". Nie jest jasne jakiej odpowiedzi udzielił Putin. [źródło]
Gdyby nie ludzie siejący panikę nigdy nie dowiedziałbym się, że zmienia się nam premier. Parę kliknięć i znalazłem właściwe informacje.
Reportaże z wiadomości.onet.pl
Marcinkiewicz
odchodzi, J. Kaczyński premierem? Dziennikarze:
Czy Pan ucieka? Gosiewski: Nie. (polecam!!)
I zastanawia mnie klika spraw. Może jakiś mądry człowiek powie mi co dalej?...
Mam nieodparte wrażenie, że rządzenie tym krajem to jakaś zabawa, plac zabaw dla rodziny Kaczyńskich. Zupełnie jak we włoskich filmach o mafii. Gdzie jeszcze na świecie władze sprawuje rodzina? Ale cicho... bo jeszcze zaskarżą mnie o poniżanie osoby prezydenta jak ten niemiecki FAKT...
Wyjątkowo włączyłem TVN24 i już ktoś mądry, autorytatywny rzekł: Odejście Kazimierza Marcinkiewicza spowoduje zachwianie się gospodarki i nie stabilizację w kraju (tak jakby kiedyś była..). A ja pamiętam jak PiS walczyło z PO o stołek premiera. Doskonale pamiętam jak zarzekali się Jeśli L. Kaczyński zostanie prezydentem, J. Kaczyński nie zostanie premierem, zarzekano sie w tej samej chwili, że PiS nigdy nie utworzy koalicji z Samoobroną... PO proponowało Rokitę a ponieważ PiS nikogo nie miało to wytrzaskało nie wiadomo skąd biednego Marcinkiewicza. Wywalili jedynego normalnego – Marka Belkę i obsadzili stołek jakimś gościem, który w polityce się nigdy nie pojawiał i nigdy nikt o nim nie słyszał. Pewnie jakiś agent Pamiętam jak polska blogosfera krzyczała – Marionetkiewicz - Marionetka w rękach J. Kaczyńskiego!.
To co się stało, było chyba nawet do przewidzenia, bo żadna z obietnic PiSu nie została dotrzymana a ich przysięgi były nagminnie łamane. Nie miało być koalicji z Samoobroną – jest. Rodzina nie miała rządzić – możliwe, że będzie. Scenariusz jak z włoskiego filmu o mafii? Rodzina kontaktuje się z przestępcami (Lepper) i nieobliczalnymi ludźmi nawołującymi do agresji (Kurski). Nie rozumiem oponentów (lewaków), którzy krzyczą, że to będzie już koniec skoro kawał czasu temu wiedzieli dokładnie to samo a ich milczenie było przyzwoleniem na działalność mafii (kaczyńscy posługują się marionetką) <- niezła teoria spiskowa, ale ktoś ją przecież wymyślił! W naszym rządzie powstała juz pewna symbolika. Politycy to tchórze albo rzeczywiscie w sejmie działa mafia. Przyjęło się, że dobrzy, chcący naprawy kraju odchodzą bo nie będą pracować z przestępcami. Odeszła Gilowska, która wprowadzała plan PO, odeszedł premier, który wg spekulacji nie podobał się rodzinie,... odejść miał minister zdrowia (ale jeszcze nie odszedł). Czy to oznaka, że w sejmie panuje burdel nie do ogarnięcia czy może to, że politycy uciekają z niego gdy nie mają już sił do walki i w rzeczywistości są tymi dobrymi (tchórzami) ?
Zupełnie nie rozumiem dlaczego ten PiSior Gosiewski nie podał przyczyn dymisji Marcinkiewicza. Jak debil powtarzał "to zostało podane w papierach... blablabla... ". Włączam Fakty na TVNie a jakiś inny PiSior mówi, że to wykończenie psychiczne, które wywołały media (?!). Kolejna tajemnica, kolejna afera. Kaczyńscy nie pokazuja teczek, wywalają dobrych ludzi (?). Co się dzieje w tym kraju?
A co z PO? PiS znowu nie ma kandydata. Skoro podczas wyborów obiecali, że kaczka nie będzie premierem to niech bedą konsekwentni! Jan Rokita wydaje mi się dobrym kandydatem. Jest przynajmniej człowiekiem medialnym, oczytanym, umiejącym się wypowiedzieć czego nie można powiedzieć o mafii, która się jąka... Tylko, żeby go w przypadku wyboru nie zdymisjonowali po 3 miesiącach....
Ministerstwo edukacji chce zmniejszyć liczbę godzin wf-u w szkołach. Według pomysłu resortu, uczniowie mieliby zajęcia trzy razy w tygodniu, a dotychczasowa czwarta godzina stałaby się dodatkową godziną z historii.
Minister Roman Giertych w rozmowie z IAR tłumaczy, że uczniowie nic na takiej zmianie nie stracą. Dodaje, że szkoły powinny szukać pieniędzy na pozalekcyjne zajęcia sportowe. "To będzie o wiele lepsze. Dzisiaj niektóre ważne przedmioty mają po 2 godziny, a wf - cztery" - mówi Giertych.
W zeszłym tygodniu minister edukacji zapowiedział rozdział zajęć z historii na historię Polski i historię powszechną. W skład tej pierwszej miałyby wejść elementy wychowania patriotycznego.
Dodatkową, czwartą godzinę wf-u wprowadzono za czasów rządu SLD. [src]
No to czekamy na riposte ze strony TeVałEnu pod tytułem: Minister edukacji pogrąża nasz biedne dzieci w fali otyłości. Kiedy cała Europa alarmuje o zwiększającej się skali zgonów spowodowanych przez choroby serca i wątroby wywołane otyłością, min. Roman Giertych jako jedyny w UE zamiast mobilizować nasze pociechy do ćwiczeń i ruchu na świeżym powietrzu, odbiera im szanse na zdrowe i normalne życie
A może coś takiego już było? A może TVN nie jest taki świński jak się wydaje?
Osobiście wolałbym nie wprowadzać takich zmian. To oznacza, że z jednej godziny mniej można uciec ze szkoły
Polski blog OpenOffice'a to ciekawe artykuły, newsy i poradniki dostępne zupełnie za darmo. Jeśli jednak chcesz pomóc autorowi w utrzymaniu bloga prześlij kilka złotych na poniższe konto: